czwartek, 25 sierpnia 2016

Lato w ogrodzie







Wszystkie zdjęcia wykonane w ogrodzie moich rodziców. Telefonem komórkowym.

Introwertyzm

Jak wiecie temat depresji i introwertyzmu jest mi szczególnie bliski. Ostatnimi czasy przez media przelewały się fale mód na bycie introwertykiem, czy "manie depresji". Czasami wręcz mieszano te pojęcia, utożsamiano ze sobą, bądź wyciągano bezpodstawne wnioski.  Nie każda osoba spokojna, wycofana, podobnie jak nie każda wesoła, gadatliwa będzie tym, kim nam się wydaje, że jest. Lepiej nie oceniać zanim nie pozna się człowieka lepiej. Ale to taki banał jak cytaty z Coelho.

Osoba introwertyczna uważana jest przez otoczenie częstokroć za niewychowanego gbura, nietowarzyskiego lenia, marudną ślamazarę. Przechlapane, gdy nałoży się u takiej osoby osobowość introwertyczna z temperamentem melancholika, lub flegmatyka. O, wtedy i święty Boże nie pomoże. Doprowadza do szewskiej pasji rodzinę, przyjaciół (tego jedynego, którego ma) i pracodawcę, który codziennie zastanawia się jakim cudem ten człowiek jeszcze funkcjonuje i nie zapomina o oddychaniu. 


W sieci znalazłam bardzo pomocny artykuł Michała Lewandowskiego: tutaj, który przybliży Wam nieco czym introwertyzm nie jest, bo czym jest to wiemy - introwertyzmem. :)


"Introwertyzm nie jest nieśmiałością, choć często bywa z nią mylony. Osoby nieśmiałe obawiają się wyjść z inicjatywą, obawiają się kontaktów społecznych, natomiast potrzebują tych kontaktów, żeby czuć się dobrze.
Natomiast introwertycy po prostu nie mają ochoty na rozmową z dwudziestą osobą z rządu o tym, że pogoda dzisiaj nie dopisała i korki sparaliżowały ruch w całym mieście. Po prostu nie jest to im do niczego potrzebne, a wręcz nadwyręża ich zasoby energetyczne. Introwertyk bowiem czerpie energię z wewnątrz, z przebywania sam ze sobą, zaś kontakty z innymi ludźmi powodują ubytek tejże energii. Dla kontrastu, u ekstrawertyków sytuacja ma się dokładnie odwrotnie. Czerpią energię z kontaktu z otoczeniem, a przebywanie samemu ze sobą ich męczy."

Więc jeśli introwertyk nie dzwoni do Ciebie od tygodnia, to znaczy, że szanuje Twój czas i Twoje życie i byle pierdołami nie będzie ci głowy zawracać. W momencie kiedy nie dzwoni, introwertyk kumuluje w sobie siły by poświęcić ci całego siebie, wysłuchać cię najuważniej, opowiedzieć o sobie (to trudne) w sposób zajmujący i treściwy. On nawet po kilku tygodniach milczenia będzie Cię traktował jakbyście rozstali się wczoraj. Jeśli zapraszasz introwertyka na imprezę, nie oczekuj, że do końca imprezy będzie duszą towarzystwa. On, jeśli ma nawet najlepsze akumulatory, w końcu oklapnie. A ty jeśli jesteś ekstrawertykiem, ładujesz wśród gości swoje, jakbyś posiadał baterie słoneczne czerpiące energię ze słońca twojej aktywności. Potwierdza to M. Lewandowski:

"Osoby introwertyczne nie są nieprzyjazne, wycofane, gburowate i pozbawione umiejętności społecznych. Są zazwyczaj świetnymi słuchaczami, dużo bardziej elastycznymi w konwersacji niż większość ekstrawertyków. Nie pokazują zazwyczaj emocji, natomiast ze względu na dużą refleksyjność są ich dużo bardziej świadomi niż ekstrawertycy. Wolą kontakty jeden na jeden niż egzystowanie w dużej grupie, i w takich sytuacjach świetnie się sprawdzają." - to dlatego tak trudno zrozumieć, dlaczego w twoim towarzystwie introwertyk błyszczy dowcipem i sypie opowieściami, a u cioci na imieninach siedzi w kącie zajęty samym sobą. 

"Nie lubią rozmów o przysłowiowej „dupie Maryny", natomiast jeśli znajdą z drugą osobą interesujący ich temat, potrafią być wspaniałymi partnerami w dyskusji. W kontaktach społecznych działają inaczej niż ekstrawertycy. Nie gorzej, po prostu inaczej. Introwertyk nie jest odludkiem. Człowiek jest zwierzęciem społecznym i każdy z nas potrzebuje kontaktu z innymi ludźmi. Różnica między introwertykami a ekstrawertykami polega na preferowanej intensywności i formie kontaktów. Podczas gdy ekstrawertyk lubi przebywać w grupie, wśród dużej ilości osób, niezależnie od tego czy je zna, czy nie, introwertyk preferuje niewielką grupą sprawdzonych znajomych. Zazwyczaj woli również spotykać się z nimi osobno, w cztery oczy. Dla introwertyka ważna jest również jakość rozmów, dlatego starannie dobiera sobie rozmówców. Jeśli jesteś przyjacielem introwertyka, doceń to." - błogosławieństwem dla introwertyka są media społecznościowe. Może sterować swoją aktywnością, mieć niewielkie grono znajomych i dzielić się z nimi tylko tym czym chce, jednocześnie nie wypadając z towarzyskiego obiegu. Niestety nie ma szans na to, by introwertyk zrozumiał potrzebę posiadania 1246 znajomych i pokazywania pustego talerza po lunchu w najmodniejszej knajpie w mieście. 

"Introwertyzm nie jest depresją. Oczywiście, introwertycy narażeni są na depresję tak samo jak ekstrawertycy. Niektóre badania mówią nawet, ze depresja czyściej zdarza się u introwertyków. Jednak sam fakt, że osoba nie tryska entuzjazmem, jest wyciszona i skupiona w sobie, nie oznacza od razu, że właśnie planuje skok z dachu wieżowca i należy szybko skontaktować ją z najbliższym psychiatrą. Być może są to właśnie najszczęśliwsze chwile w jej życiu, tylko w jej charakterze nie leży oznajmianie tego całemu światu. Ona po prostu tak nie działa."

Po prostu nie każdy musi się urżnąć z okazji narodzin dziecka. ;) Kłopotem też jest czasami niezbyt żywiołowa reakcja introwertyka na wręczane mu prezenty, prawione komplementy, czy ofiarowywane wyróżnienia. Wierzcie mi on ich pragnie jak glony wilgoci, ale w życiu się nie przyzna.

"Introwertyzm nie jest zaburzeniem. Bywa często mylony z osobowością schizoidalną. Introwertycy są zdrowymi osobami, potrafiącymi w pełni realizować swoją osobowość, potencjał, oraz cieszyć się głębokimi relacjami z ludźmi.
Natomiast osobowość schizoidalna to zaburzenie polegające min. na odcięciu się od kontaktów społecznych, braku satysfakcji w relacjach z ludźmi i spłyceniu osobowości. Pamiętajmy zatem, że fakt, że ktoś nie pokłada się ze śmiechu po naszym durnym dowcipie nie oznacza jeszcze, że jest psychicznie chory."

Powszechnie panuje przekonanie, że karierę można zrobić przebojowością, wygadaniem, wręcz rozpychaniem się łokciami i krzykiem. Tymczasem życie i analizy ekonomiczne pokazują, że na rynku utrzymują się najdłużej i przyniosły największe zyski firmy założone lub prowadzone przez introwertycznych prezesów! 

"Introwertycy nie są gorszymi pracownikami niż ekstrawertycy. Przekonanie, że może być inaczej, bierze się stąd, iż ekstrawertycy przez swoją ekspresyjność są bardziej widoczni w miejscu pracy. To jednak tylko umiejętność sprzedawania siebie, która nie ma nic wspólnego z efektywnością pracy. Introwertyzm współgra bowiem z wysokimi umiejętnościami analitycznymi. Osoby introwertyczne lepiej radzą sobie z zadaniami żmudnymi i wymagającymi skupienia uwagi. Są zwykle kreatywne, jednak umiejętność generowania pomysłów ujawnia się dopiero w samodzielnej pracy, poza zorganizowanymi burzami mózgów. Lubią pracować samodzielnie, jednak potrafią także współpracować dobrze z innymi, szczególnie w relacjach jeden na jeden. Dobrze odczytują potrzeby potrafią także współpracować dobrze z innymi, szczególnie w relacjach jeden na jeden. Dobrze odczytują potrzeby klientów i współpracowników dzięki umiejętności słuchania i elastyczności. Dużo zależy więc od kultury organizacyjnej firmy, która może promować postawy ekstrawertywne lub introwertywne, lub umożliwiać pracownikom realizowanie swojego potencjału niezależnie od posiadanego temperamentu."

Na to czy jesteśmy introwertykami czy ekstrawertykami mamy średni wpływ. Wielu badaczy podkreśla, że to cecha genetyczna.  Oczywiście dla celów zawodowych, czy osobistych można nauczyć się pewnych zachowań, które pomogą w codziennym funkcjonowaniu w świecie promującym ekstrawertyzm. Ale najważniejsze to dobrze czuć się z samymi sobą i z najbliższymi, którzy dzięki wiedzy będą umieć żyć z tym introwertycznym dziwem jaki obija im się po chacie zachwycony ciszą i samotnością. 


Lektury dla ekstrawertyków i poszukujących (introwertycy już dawno je przeczytali):
Ciszej proszę...
Introwertyzm to zaleta

Jeśli macie problemy z obsługą introwertyka, służę pomocą. Czasami mam ochotę napisać przewodnik "Survival dla introwertyków, czyli jak przetrwać w świecie opanowanym przez hałas, chaos i ekstrawertyków".


piątek, 26 czerwca 2015

Macierzyństwo



http://www.tvn24.pl/krakow,50/26-latka-wyrzucila-niemowle-z-okna-zarzut-zabojstwa,554998.html
http://www.fakt.pl/wydarzenia/wyrzucila-niemowle-przez-okno-uslyszala-zarzuty,artykuly,554901.html
http://www.fakt.pl/wydarzenia/debica-matka-wyrzucila-3-miesieczna-coreczke-przez-okno,artykuly,554820.html
i inne artykuły. Niestety widać w nich, że do jednego wora wrzuca się matkę Madzi i tą kobietę. Nie wiem, jakie będą dalsze działania i badania, ale przeraża mnie jedno: straszliwa ignorancja w dziedzinie zrozumienia takich zjawisk jak depresja poporodowa, leczenie psychiatryczne, opieka psychologiczna, choroba psychiczna. Teraz nie straszy się już gejami, żydami, komuchami i katolami. Teraz głównym chłopcem do bicia stały się osoby chore psychicznie i z zaburzeniami. Komentarze internautów są żenujące - poza nielicznymi wyjątkami. Ale to co piszą dziennikarze? Nie odróżniają leczenia psychiatrycznego od psychologa. Sformułowania stygmatyzujące osobę chorą. Powtarzanie opinii przechodniów i sąsiadów bez komentarza eksperta. Poza jednym, który dodał niezbyt przekonywająco, że poród może "aktywować" ukrytą chorobę. W sieci jest mnóstwo artykułów o depresji poporodowej. Są fora matek, grupy wsparcia dla kobiet, dla których macierzyństwo nie okazało się pasmem uśmiechów, gugania, różowych ciuszków i zapachu mleka. A po takiej akcji jak ta wokoło zdarzenia coraz więcej kobiet będzie się zamykało przed światem i cierpiało w milczeniu, zamiast pójść do lekarza, pomóc sobie. Zamiast pomocy napotkają ostracyzm. Większość już wydała wyrok, zanim dowiedziała się czy mamy do czynienia z choroba psychiczną (źle), depresją poporodową (w Polsce, kobieta nie ma prawa mieć czegoś takiego), czy "zwykłym" dzieciobójstwem. Nikt nie zadaje sobie trudu by zadać pytania: jaką ta kobieta miała pomoc po porodzie? Czy została sama? Czy mąż i matka (teściowa?) byli dla niej wsparciem, czy też raczej ograniczali się do komentarzy, że ma skończyć z fanaberiami? Jakie leczenie podjęła? Z jakim efektem? Czasami mijają 2-3 tygodnie zanim leki zanim zaczną działać. Tyle pytań. Na ile znamy już odpowiedź by móc wydawać wyrok?

Głodnemu chleb na myśli

W ramach przygotowań do badania endoskopowego żołądka nie jadłam nic od wczorajszego popołudnia. Dziś po zabiegu miałam jeszcze przez godzinę szlaban na jedzenie. Wracając do domu mijam nowopowstały lokal. Moje krótkowzroczne oczy dostrzegły zachęcający szyld: FLACZKI, CYNADERKI pisane w starym stylu. Ach, mój biedny żołądek. No nic, idę dalej, podchodzę bliżej, a tu takie rozczarowanie! Napis głosi: FAJKI, CYGARETKI.


niedziela, 10 maja 2015

Za mundurem panny sznurem...piknik militarny w Wolsztynie

I jak tu nie kochać ludzi, którzy takie cacuszka doprowadzają do stanu dawnej świetności i pokazują żywą historię. Zdjęcia jeszcze pachną cyfrową świeżością - zrobione dziś, na pikniku militarnym w Wolsztynie. Udało się zrobić parę fotek nim zimny wiatr przegonił nas z lasu. A tu link do organizatorów: WTTM Wolsztyn

Czapajew

Ambulans

Ambulans

Harley-Davidson policyjny z pełnym wyposażeniem

Harley-Davidson - detale

Harley-Davidson - klakson
Harley-Davidson - sylwetka

WLA 42 (?) kanadyjska wersja

"Na warcie stoisz synku?" :) - kto wie, skąd ten cytat?

Motocykle Ural

W kolejności: Pepesze z różnych lat i PM wzór 42, albo 43.

I zaczynamy od nowa.

No i zaczęło się. Rozbujała się wiosna. Rozszalała. Wszyscy biegają z aparatami i wrzucają do sieci piękne, piękniejsze i najpiękniejsze zdjęcia: kwiatków, ptaszków, zielsk i nieba. No to i mnie się jakoś trza wpisać w ogólny trend i zaprezentować najprawdziwsze zdobycze idiotenkamery:

Truskawki w doniczce na tarasie - zapowiedź ekosmaku.

Tygrys na dachu też lubi słońce.

Kwitnąca sosna

Afryka w domu - fiołek afrykański

poniedziałek, 16 lutego 2015

Politycznie

Czasami najlepszy komentarz nie musi być wprost. :)

Krnąbrny Dyzio
Andrzej Waligórski

Mama jęczy, tato kwęka,
Babcia lamentuje
Dyzio nie chce kuszać mięska,
Od wczoraj głoduje!
Nie chce także zjadać zupki,
A nawet piernika,
Nie ma z czego zrobić kupki,
Prawie nic nie sika.
Dyzio dawno już się żalił
Że go nie kochają,
Wreszcie w przejściu się uwalił,
Pół chałupy zajął.
Wuj miał jechać w delegację
A tu drzwi zaparte,
Dalejż więc w negocjacje
Z upartym bękartem!
Gadu-gadu, radu-radu,
Mecz na postulaty:
- Możesz leżeć bez obiadu,
Lecz nie blokuj chaty!
- Dyziu, ja do sklepu muszę,
Posuń się, nie szalej!
- A ja kurwa się nie ruszę,
Błagajta mnie dalej!
Wreszcie zawezwano stryja
A stryj był osiłek,
Jedną ręką łaps za ryja,
Drugą łaps za tyłek!
Poczem Dyzia jak nie kopnie
Kościstym kolanem!
Dyzio wrzasnął raz okropnie
I znikł pod tapczanem.
Wnet mu przeszło głodowanie,
Innym już nie szkodzi,
Ożywiło się mieszkanie
Można po nim chodzić!
Mamy z tego konstatację,
A nawet myśl złotą:
Że dobre są pertraktacje,
Ale nie z idiotą.

wtorek, 3 lutego 2015

Pochwała kłamstwa

Szczerość (Andrzej Waligórski)

Bardziej od węży, glist oraz kretów
Nie znoszę różnych szczerych facetów.
A szczery facet, to facet taki
Co ma na dłoni serce i flaki,
I przy spotkaniu powiada krótko:
- Wiesz, twoja żona żyje z Kociutką!
Wszystko to szczera prawda i racja
Lecz po cóżeż mi ta informacja?
Zmartwienie z tego tytułu tycie,
Żyje z Kociutką... Co to za życie?
Reasumując sprawę pokrótce
Musiał bym teraz dać w pysk Kociutce,
A on poczyta mnie za idiotę,
Bo wie, że ja wiem już sześć lat o tem...
Więc gdyby można, to wszystkich szczerych
Wziąłbym i wysłałbym na galery.
Wolę już kłamstwa, choćby najprostrze:
- Wiesz, tak wyglądasz, że ci zazdroszczę!
- Twój wiersz ostatni był doskonały!
- Trochę ci jakby włosy zgęstniały!
- Ach, twoja żona, to jak z ołtarza...
Chętnie uściskałbym tego łgarza,
Ale już odszedł, a - na mą mękę -
Wraca ten szczery, szczerząc paszczękę,
Lecz to szczerości jego ostatnie,
Bo się dziś na mnie paskudnie natnie...
- Jak się masz stary, czyś ty nie chory?
Masz pod oczami ogromne wory!
...odszedł, wydając z siebie jęk głuchy...
Precz ze szczerymi! Wiwat kłamczuchy!

Czy szczerość, taka prosto z mostu, waląca między oczy jest zawsze dobra? Czy pomaga czy szkodzi? Czy jest to szacunek czy nie dla cudzych uczuć? Oszczędzamy cierpienia, czy dodajemy?

Hmm...

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Dieta cud.

Przechodzę na dietę. Z oszczędności. Idą ciężkie czasy.

niedziela, 11 stycznia 2015

Prezent od Przyjaciół - Mister Barańczak. My Master!

Dostałam prezent na urodziny - bilety na spektakl. https://www.youtube.com/watch?v=aaIY3krRNmc - tylko przyjaciele mogą sprawić taki prezent. Bo mnie znają i wiedzą co lubię.

Spektakl odbył się 9 stycznia.

Wieczór był mokry i wietrzny. Pogoda oszczędziła nam tylko intensywnego deszczu, który mógłby zniszczyć moją misterną fryzurę i zapaskudzić wyglansowane buty Niesakramentalnego. Żeby zadać wyprawie większego luksusu, zajechaliśmy pod teatr taksówką. Taksówkarz uznał jednak, że plebs wiezie, choć cedząc przez zęby słowa "D-o-t-e-a-t-r-u-n-o-w-e-g-o" wskazałam kierunek naszej wielce kulturalnej wyprawy, bo zatrzymał się z drzwiami pasażera nad kałużą. Niesakramentalny chciał płaszcz ścielić, cobym suchą stopą przeszła. Obyło się jednak bez poświęceń, bo szkoda było wełnianego kubraka. Ale gest doceniam. 

W foyer teatru ludzi masa, tylko jakoś dziwnie poubierana. Jakby z domu na zakupy do marketu przyszli i płaszcz do szatni oddać musieli. Myśleliśmy, że może jakiś Picnic się odbywa, ale nie, wszyscy parli w jedną stronę - do toalety. Może w domu awarie jakąś mieli. Czasem tak bywa - całe osiedla z kanalizy wyłączone. Trzeba mieć zrozumienie. Później Niesakramentalny sprawdził w antrakcie, że tam jeszcze knajpka obok była, ale do tego podeszłam bez zrozumienia, bo nie uważam, że spektakl był nie do strawienia bez dwóch głębszych.

Zasiedliśmy w najlepszych miejscach przed sceną. VIP-owskie chyba, bo i słychac było wszystko i widać całościowo, i nikt z koafiurą wielkości Kilimandżaro nie zasłaniał. Z napięciem oczekiwaliśmy na rozpoczęcie wyjmowania przez współwidzów popkornu, naczosów i bigosu, ale nic takiego na szczęście nie nastąpiło. Za to zauważyłam rzecz dziwną, ale w teatrze byłam ostatni raz przed wojną, więc może zwyczaje się zmieniły, i ludzie. Otóż kwestie stroju pominę taktownym milczeniem, choć uważam, że nawet idąc bezpośrednio z uczelni czy pracy do teatru, swetry jak ze stoku, legginsy i ugg'sy nie przystoją w świątyni sztuki. Zadziwił mnie za to zwyczaj wielu pań. Białogłowy po rozmoszczeniu się w teatralnym fotelu, na kolana stawiały, nie torebkę, nie torbę nawet, ale walizkę, wypełnioną po brzegi, jakby w podróż się jakąś wybierały. Po czym wydobywały zeń, a to butelki z wodą (bo w czasie 2 godzin spektaklu pewnie ich cery wyschłyby na wiórek), a to kremy wszelakie, do rąk głównie, ale i do ust, jakby spa urządzały. Nie można było tego w domu nałożyć, a poprawić w toalecie na dole, by wyglądać świeżo i pachnąco? Potem w ruch poszły chusteczki, lusterka, smartfony i ponownie kremy do rąk, bo przecież dama zadbane ręce musi mieć (a w czasie 2 godzin spektaklu pewnie wyschłyby na wiórek).

Kiedy wybrzmiał już trzeci dzwonek panie poczęły zamykać kosmetyczki, suwaki toreb i zatrzaskiwać sprzączki, po czym układać sobie wygodnie swoje marynarskie wory na kolanach.

Światła zgasły i szok. Po trzecim dzwonku, punktualnie, BEZ REKLAM, rozpoczął się spektakl. Dla niektórych musiało to być wielkim zaskoczeniem, bo z rozpędu nie zdołali jeszcze ust zamknąć i chwilę to trwało nim zrozumieli, że to nie kino.

A potem, potem, ach, to była uczta dla ducha: i wzruszenie, i śmiech, i zaduma. I niezwykłość interpretacji wierszy po tylekroć czytanych dla siebie w swojej głowie, dla najbliższych, półszeptem, albo z czkawką rozbawienia, kiedy rzecz szła o Poliględźbach i rymie do cietrzewia. Jeśli ktoś zechce są i zdjęcia (do recenzji), ale porządne, nie moje, bo ich nie robiłam z oczywistych względów. recenzja + zdjecia

Ciekawe dwie rzeczy się zdarzyły w czasie spektaklu. Jedna to taka, że zaraz na początku, a przypominam, że to pierwszy spektakl po śmierci Barańczaka, w nagłym czerwonym płomieniu, spalił się reflektor oświetlający aktora w rogu sceny, M. Puchalskiego, grającego samego Barańczaka. Metaforycznie to wyglądało. Salę zasnuł dym na chwilę. Ale mimo lekkiego niepokoju wśród widzów, aktorom nawet powieka nie drgnęła i grali, jakby to był zaplanowany element spektaklu. Drugi przypadek, to jednak wynik zasiadania na widowni buraka, który nie wyłączył komórki. Kiedy aktor wiersz deklamował, śmieszny raczej w treści, ale zachować należało powagę, gdyż parafrazą był podniosłej poezji, zadzwoniła komórka powszechnie znaną starą melodyjką na nokię "zabiłem byka". I biedny artysta się ugotował. :)))

Z teatru wyszłam zachwycona, przejęta i z niedosytem, gdyż poezji Barańczaka i jego kunsztu translatorskiego mi ciągle mało.

Niesakramentalnemu też się podobało. Jego recenzja brzmiała tak: "Było zaj***e". Krótko i treściwie. :)))) I teraz już wie, dlaczego tak kocham poezję Barańczaka. Sam nawet wzruszył się prawdziwie, po męsku przy pewnym wierszu, który i mnie się podoba, ale tylko męska dusza i wspólnota doświadczeń z poetą, gwarantują przeoranie duszy i dotknięcie tego co najgłębsze.

A takie właśnie przeżycia gwarantuje nam Stanisław Barańczak - jeśli tylko sięgnięcie po jego twórczość: poetycką i translatorską. 

Epitafium własne
Życie to żart - po tamtej stronie podejrzenie
Miałem, że to sąd mylny. Widzę po tej, że nie. 
Sir Walter Ralegh (tłum. S. Barańczak)

niedziela, 7 grudnia 2014

Skorpion i żaba - jeszcze raz o psychofagach.

Dzisiaj tekst, który w całości zachowałam z nieistniejącej już strony: www.nowamatkapolka.pl
Wart jest przypomnienia i zapamiętania.

Skorpiony wśród żab
(2009-05-26)

Nie każdy drań jest od razu psychopatą. Jednak psychopata jest szczytową formą osobowości typu „dupek”, który umie świetnie ukrywać to przez większość czasu. Około 4% populacji to tzw. osobowości antyspołeczne. Większość z nich żyje wśród nas i ma się świetnie, nigdy nie wchodząc w konflikt z prawem.

Wyobraź sobie – jeśli potrafisz – że nie posiadasz sumienia. Żadnego poczucia winy, niezależnie od tego, co robisz. Żadnego ograniczającego uczucia troski o dobre samopoczucie osób obcych, przyjaciół czy nawet członków rodziny. Wyobraź sobie: żadnej walki ze wstydem, nigdy w całym życiu, niezależnie od tego, jak egoistycznie, opieszale, krzywdząco czy niemoralnie postępowałeś. Udaj, że nieznane jest ci pojęcie odpowiedzialności, chyba że jako brzemię, które inni zdają się nosić bez sprzeciwu, niczym naiwni głupcy.

Dodaj teraz do tej dziwnej fantazji zdolność zatajania przed innymi faktu, że twój rysopis psychiczny jest kompletnie inny niż ich. Ponieważ na ogół zakłada się, że sumienie jest czymś powszechnym u ludzi, ukrycie faktu, że nie masz sumienia przychodzi niemal bez wysiłku. Lodowata woda w twoich żyłach jest czymś tak dziwacznym, czymś tak wykraczającym poza ich osobiste doświadczenie, że z rzadka tylko mogą domyślać się twojego stanu. Możesz robić absolutnie wszystko, a i tak twoja dziwna przewaga nad większością ludzi, którzy są kontrolowani przez swoje sumienie, najprawdopodobniej pozostanie nieodkryta.

Jak będziesz żył?

Szalone i przerażające – a jednak prawdziwe, dla około 4% populacji…

Wyglądają tak, jak my.

Dla porównania: współczynnik występowania anorektycznych zaburzeń odżywiania wynosi 3,43%, co uważa się niemal za epidemię. Szeroko dyskutowane zaburzenia, klasyfikowane jako schizofrenia, występują zaledwie u około 1% populacji - czyli czterokrotnie rzadziej, niż osobowość antyspołeczna (psychopatia, socjopatia). Jedna na 25-30 osób. Statystycznie biorąc, w każdym przedszkolu, szkole, biurze jest ich kilku. Według raportu Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrów, proporcje szacuje się na 3% wśród mężczyzn i poniżej 1% wśród kobiet .

Osobnicy stanowiący owe 4% drenują nasze związki, nasze konta bankowe, nasze osiągnięcia, nasze poczucie własnej wartości, zagrażają pokojowi na Ziemi. A mimo to, co jest zaskakujące, większość ludzi nic nie wie o tym zaburzeniu. Określenie socjopata czy psychopata głównie przywodzi na myśl obraz sadystycznych, gwałtownych osobników, takich jak seryjny morderca Ted Bundy czy fikcyjna postać doktora Hannibala „Kanibala“ Lectera z książki i filmu Milczenie owiec. Morderców, seryjnych zabójców, sprawców masowych mordów – czyli ludzi, którzy wielokrotnie i zdecydowanie łamali prawo. Zazwyczaj nie jesteśmy świadomi ani nie dostrzegamy ogromnej ilości socjopatów nie używających przemocy, ludzi, którzy nie łamią prawa w ewidentny sposób i przed którymi nasz system prawny zapewnia żadną lub tylko minimalną ochronę.

Zdefiniowane charakterystyczne cechy socjopatów w rzeczywistości kryją znacznie szersze spektrum jednostek, niż większość z nas mogłaby sobie kiedykolwiek wyobrazić. Większość z nas zna lub miała styczność z socjopatycznymi jednostkami nawet o tym nie wiedząc.

Większość z nas nie widzi żadnego podobieństwa pomiędzy dopuszczeniem się etnicznego ludobójstwa a, powiedzmy, niewinnymi kłamstwami na temat współpracowników podsuwanymi szefowi. Dostrzeżenie psychicznego podobieństwa powinno mrozić krew w żyłach. Prostym i głębokim wspólnym ogniwem jest tu brak wewnętrznego mechanizmu, który bije w nas – mówiąc emocjonalnie – za każdym razem, kiedy dokonujemy wyboru, który postrzegamy jako niemoralny, nieetyczny, opieszały, czy egoistyczny. Brak sumienia.

My kryminalnych psychopatów określilibyśmy jako „psychopatów nieudolnych”. Wynika z tego oczywiście, że w społeczeństwie może egzystować wielu nigdy niezdiagnozowanych psychopatów. Badania nad „ambulatoryjnymi“ (nie wymagających hospitalizacji) psychopatami ledwie się rozpoczęły. Bardzo niewiele wiadomo o okołokryminalnej psychopatii. Niektórzy badacze zaczęli jednakże poważnie traktować myśl, że ważne, by zajmować się psychopatią nie jako sztuczną kategorią kliniczną, ale jako ogólną cechą osobowości całego społeczeństwa. Innymi słowy psychopatia jest uznawana za w pewnym sensie inny typ człowieka.

Co decyduje o tym, jak będzie żył psychopata, czy wejdzie w konflikt z prawem? To samo, co w przypadku reszty ludzi. Nie wszyscy ludzie są tacy sami, psychopaci także różnią się od siebie jeżeli chodzi o potrzeby. Nawet ci zupełnie pozbawieni skrupułów mogą się różnić w szczegółach. Niektórzy ludzie – niezależnie od tego, czy mają sumienie, czy też nie – wolą łatwość inercji, podczas kiedy inni pełni są marzeń i dzikich ambicji. Jedni są błyskotliwi i utalentowani, inni są głupi, a większość jest gdzieś pośrodku. Są ludzie gwałtowni i łagodni, jednostki kierowane żądzą krwi i ci, którzy takich zapędów nie mają. Dotyczy to tak samo psychopatów, jak i reszty społeczeństwa.

Tym, co odróżnia wszystkich tych ludzi od reszty nas, jest kompletnie pusta dziura w psychice, w miejscu, gdzie powinny znajdować się najbardziej ze wszystkich rozwinięte funkcje uczłowieczające.

Idealny facet

„Sympatyczny“, „czarujący“, „inteligentny“, „czujny“, „imponujący“, „wzbudzający zaufanie“ i „cieszący się powodzeniem u kobiet“ to cechy ciągle powtarzane w słynnym studium psychopatów Cleckley’a.
Psychopaci zdają się mieć pod dostatkiem te właśnie cechy, które są najbardziej pożądane przez normalnych ludzi. Bezproblemowa pewność siebie psychopaty zdaje się być prawie jak nieosiągalne marzenie i jest generalnie tym, co „normalni“ ludzie starają się zdobyć uczęszczając na treningi asertywności. W wielu wypadkach magnetyczne przyciąganie przez psychopatę przedstawicieli płci przeciwnej wydaje się niemal nadnaturalne.
Przeważnie przy pierwszym spotkaniu typowy psychopata będzie wydawał się wyjątkowo sympatyczny i sprawiał zdecydowanie pozytywne wrażenie. Uważny i przyjacielski, łatwo się z nim prowadzi rozmowy, wydaje się mieć rozległe zainteresowania. Nie ma w nim nic osobliwego czy dziwacznego i pod każdym względem stara się ucieleśniać zrównoważonego i szczęśliwego człowieka. Przede wszystkim jednak, nie wydaje się szczególnie wysilać, jak to by robił ktoś, kto ma coś do ukrycia albo kto chce ci wcisnąć kit. Trudno go wziąć za zawodowego pochlebcę czy kogoś, kto stara się przypodobać w jakimś ukrytym celu. Oznaki pozowania czy nadmiernej grzeczności nie są jego cechą charakterystyczną. Wygląda zupełnie naturalnie.

Bardzo często przedstawia sensowne osądy i przejawy zdrowego rozumowania i po spotkaniu z takim osobnikiem można mieć poczucie, że ta normalna i sympatyczna osoba jest również wysoce uzdolniona. Testy psychometryczne bardzo często ujawniają jego wysoką inteligencją. W stopniu większym niż u przeciętnych ludzi będzie się wydawał wolny od społecznych czy emocjonalnych blokad, drobnych spaczeń, dziwactw i niezręczności tak powszechnych nawet wśród ludzi, którym się powiodło.

Choć psychopata ma swoje sympatie i antypatie oraz pociąg do przyjemności czerpanej z towarzystwa innych ludzi, analizy pokazują, że jest on całkowicie egocentryczny i ocenia innych wyłącznie pod kątem tego, na ile wzmacniają jego zadowolenie czy status. Chociaż nie daje on prawdziwej miłości, jest jak najbardziej w stanie inspirować u innych miłość często posuniętą do fanatyzmu. Często wywołuje frapujące wrażenie, jakoby posiadał najzacniejsze ludzkie zalety. Łatwo zdobywa przyjaciół, jest manipulatorem wykorzystującym swoje werbalne zdolności do wychodzenia z opałów.

Mogą oni być olśniewający, pisać uczone dzieła, naśladować wyrażanie emocji słowami, ale z czasem staje się jasne, że ich słowa nie harmonizują z ich czynami. Są typem człowieka, który może twierdzić, że jest zniszczony przez zgryzotę, a następnie idzie na imprezę, „żeby zapomnieć“. Problem w tym, że oni RZECZYWIŚCIE zapominają.
Będąc, jak komputer, niezwykle wydajnymi maszynami, są w stanie wykonywać bardzo złożone procedury mające na celu zdobycie u innych wsparcia w tym, czego pragną. Tym sposobem wielu psychopatów jest w stanie osiągać w życiu wysoką pozycję. Dopiero z biegiem czasu ich znajomi uświadamiają sobie fakt, że ich wspinanie się po szczeblach sukcesu opiera się na pogwałceniu praw innych ludzi. „Nawet będąc nieczułymi na prawa swoich kolegów, często są w stanie wzbudzać uczucie zaufania“.

Mniej groźnie brzmiący narcyzm zdaje się być po prostu „jedną z twarzy“ psychopaty czy też „łagodniejszym“ obliczem. Można by powiedzieć, że narcyz jest „ogrodową odmianą psychopaty“, który z powodu swojego „społecznego zaprogramowania“ ma mniejszą szansę na wejście w konflikt z prawem. Tym samym narcyzi są bardzo skutecznymi „maszynami zdolnymi do przetrwania“, przeżywają swoje życie wyrządzając niewypowiedziane krzywdy rodzinom, przyjaciołom i współpracownikom.

Dlaczego tak łatwo nas oszukać?

Ludzie przyzwyczajeni są zakładać, że inni ludzie przynajmniej próbują „postępować właściwie“, „być dobrzy“, szlachetni i uczciwi. Bardzo często nie poświęcamy więc czasu na to, by z właściwą starannością określić, czy osoba, która wkroczyła w nasze życie, jest faktycznie „dobrym człowiekiem“. I kiedy rodzi się konflikt, automatycznie przyjmujemy kulturalne założenie, że w każdym konflikcie obie strony mają częściową rację i że możemy formułować opinie na temat tego, która strona ma więcej racji lub bardziej się myli. Kiedy powstaje jakaś dyskusja, automatycznie uważamy, że prawda leży gdzieś pośrodku pomiędzy dwiema skrajnościami.
Załóżmy, że w dyskusji jedna strona jest niewinna, uczciwa i mówi prawdę. Jest oczywiste, że kłamanie nie wyjdzie na dobre osobie niewinnej. Jeśli jest niewinna, jedyne kłamstwo, jakie może powiedzieć, to fałszywie przyznać „Zrobiłem to“. Natomiast dla kłamcy kłamstwo jest samym dobrem. Może on powiedzieć: „Nie zrobiłem tego“ i oskarżyć kogoś innego o ten czyn, podczas kiedy osoba niewinna mówi cały czas „nie zrobiłem tego“ i rzeczywiście mówi prawdę. Prawda przekręcona przez dobrego kłamcę może zawsze przedstawić niewinnego w złym świetle, szczególnie, jeśli osoba niewinna jest szczera i przyznaje się do błędów.

Podstawowe założenie, że prawda leży pośrodku pomiędzy zeznaniami dwu stron, zawsze daje przewagę stronie kłamiącej, a odsuwa ją od strony mówiącej prawdę. W większości wypadków przewaga ta w połączeniu z faktem, że również prawda zostanie przekręcona w taki sposób, by wyrządzić krzywdę niewinnej osobie, zawsze pozostanie po stronie kłamców - psychopatów. Nawet prosty akt zeznawania pod przysięgą jest bezużyteczny. Jeżeli ktoś jest kłamcą, przysięga nic dlań nie znaczy. A jednak przysięga mocno działa na poważnego, prawdomównego świadka. I znowu przewaga leży po stronie kłamcy.

Psychopaci mają zdecydowaną przewagę nad istotami ludzkimi wyposażonymi w sumienie i uczucia, ponieważ psychopata sumienia ani uczuć nie posiada. My możemy odczuwać strach, sympatię, empatię, smutek itd., ponieważ potrafimy sobie abstrakcyjnie WYOBRAZIĆ przyszłość opartą na naszych własnych doświadczeniach z przeszłości czy chociażby po prostu na „pojęciu doświadczeń“ w miriadach ich odmian. Potrafimy „przewidzieć“, jak inni zareagują, ponieważ jesteśmy w stanie „zobaczyć siebie“ w ich skórze, nawet jeśli są oni „gdzieś tam, daleko“, a sytuacja jest w jakiś sposób inna, chociaż ma podobną dynamikę.
Psychopata zdaje się nie posiadać tej umiejętności.
Och, oni naprawdę potrafią udawać uczucia, ale jedyne prawdziwe uczucie, jakie zdają się mieć – to, co nimi kieruje i powoduje, że odgrywają na pokaz rozmaite przedstawienia – to rodzaj „drapieżnego głodu“ tego, czego chcą. To znaczy „czują” oni potrzebę czegoś podobnego do miłości, a niewychodzenie naprzeciw tej ich potrzebie jest opisywane przez nich jako "bycie niekochanym". Co więcej, ta perspektywa z pozycji potrzeby/chęci zakłada, że liczy się tylko „głód“ psychopaty, a wszystko co jest „gdzieś tam“, na zewnątrz psychopaty, nie jest realne, z wyjątkiem tego, co może być wchłonięte przez psychopatę jako rodzaj „strawy“. Czy da się to jakoś wykorzystać albo czy może to coś dać – to chyba jedyna kwestia, która interesuje psychopatę. Wszystko inne, wszystkie działania – są podporządkowane temu popędowi.

W skrócie, psychopata – i w nieco mniejszym stopniu narcyz – jest drapieżnikiem. Drapieżnikiem w „masce zdrowego rozsądku” i „masce zdrowia psychicznego”. Tak jak drapieżnik będzie obierać wszelkiego rodzaju podstępne działania, aby podejść swoją ofiarę, odciąć ją od stada, zbliżyć się i złamać jej opór, tak i psychopata konstruuje staranny kamuflaż złożony ze słów i pozorów, kłamstw i manipulacji – aby „zasymilować“ swoją ofiarę.

Psychopatą się nie zostaje. Psychopatą się jest.


Socjopaci/psychopaci istnieli zawsze, a osobowość antyspołeczna występowała pod różnymi postaciami, w różnym natężeniu i pod różnymi nazwami. Badano ich z wykorzystaniem rozmaitych technik i przez lata za ich przypadłości przypisywano odpowiedzialność różnym czynnikom. Jedno się tylko nie zmieniało: wszyscy socjopaci mają trzy wspólne cechy. Wszyscy są bardzo egocentrycznymi jednostkami, pozbawionymi empatii i nie są zdolni do wyrzutów sumienia ani poczucia winy. [The Sociopath Rebecca Horton, kwiecień 1999]

Przyczyny tego socjopatycznego zaburzenia zostały w wyniku badań zawężone do kilku czynników. Jedną z głównych przyczyn zachowań socjopatycznych są prawdopodobnie nieprawidłowości neurologiczne, głównie w obrębie płata czołowego mózgu. Obszar ten jest również powiązany z warunkowaniem strachu. Niewłaściwa budowa czy aktywność chemiczna w tym obszarze mózgu może być spowodowana nienormalnym rozrostem (być może uwarunkowanym genetycznie), chorobą mózgu, albo urazem. Teoria ta poparta była wieloma badaniami z wykorzystaniem pozytronowej tomografii emisyjnej (PET), która wyraźnie pokazuje metaboliczną aktywność neuronów w mózgu (Sabbatini, 1998).

Długo uważano, że ciała migdałowate, dwa małe obszary zagrzebane blisko podstawy mózgu, są odpowiedzialne za agresję, seksualność i gotowość podejmowania ryzyka. Ostatnio okazało się, że wpływają one także na to, jak ludzie interpretują emocje innych. Delikatne uszkodzenie ciał migdałowatych może tłumaczyć wiele cech psychopatów – włącznie z trudnością emocjonalnego przebicia się do nich. Być może oni po prostu nie „widzą” cudzych emocji.

Stan umysłu psychopaty mogą imitować pewne zaburzenia organiczne (mózg) i brak równowagi hormonalnej.

Brzemienna w skutki hipoteza Cleckley’a mówi, że psychopata rzeczywiście cierpi na całkiem realną chorobę psychiczną – głęboki i nieuleczalny deficyt uczuć. Jeśli w ogóle cokolwiek on czuje, są to emocje jedynie najbardziej powierzchowne. Robi dziwaczne i autodestrukcyjne rzeczy, ponieważ konsekwencje, które zwykłego człowieka napełniłyby wstydem, odrazą do siebie i zażenowaniem, kompletnie nie dotykają psychopaty. Co dla innych byłoby katastrofą, dla niego jest po prostu przejściową niedogodnością.

Psychopatów nie można pojmować w kategoriach antyspołecznego wychowania czy rozwoju. Są to po prostu moralnie upośledzone jednostki, będące „potworami” w naszym społeczeństwie. Są niepohamowanymi i nieuleczalnymi drapieżnikami, których przemoc (psychiczna lub fizyczna) jest zaplanowana, celowa i pozbawiona emocji. Używanie przemocy trwa, aż osiągnie poziom szczytowy w wieku około 50 lat, po czym zaczyna zanikać.

Ich bezuczuciowość odzwierciedla oderwany, pozbawiony strachu stan i prawdopodobnie stan dysocjacji, ujawniając niski poziom autonomicznego systemu nerwowego oraz brak lęku. Nieustraszoność jest prawdopodobnie archetypową (rdzenną) cechą. Mają oni skłonność do imponowania, wywyższania się i nienasyconego apetytu, a także do sadyzmu. Można myśleć o nich jak o wyścigowych samochodach z nie działającym hamulcem.

Co oni z tego mają?


Co tak naprawdę psychopata otrzymuje od swoich ofiar? Łatwo zorientować się, do czego zmierzają, kiedy kłamią i manipulują celem zdobycia pieniędzy, dóbr materialnych czy władzy. Ale w wielu wypadkach, gdy rzecz idzie o, na przykład, relacje uczuciowe czy fałszywą przyjaźń, nie tak łatwo stwierdzić, do czego psychopata zmierza. Nie wdając się zbytnio w duchowe spekulacje, możemy tylko powiedzieć, że prawdopodobnie psychopatę CIESZY zadawanie innym cierpień. Tak jak normalnych ludzi cieszy, kiedy widzą kogoś, kto jest szczęśliwy, albo kiedy mogą spowodować, że ktoś się uśmiechnie, tak psychopatę cieszą rzeczy wprost przeciwne.
Jedno, co z pewnością wiemy, to że wielu ludzi, którzy mają do czynienia z psychopatami i narcyzami donosi o uczuciach „wydrenowania“, zażenowania i powtarzającego się podupadania na zdrowiu. Czy to znaczy, że część tej dynamiki, część wyjaśnienia, dlaczego psychopaci gonią za „związkami miłosnymi” i „przyjaźnią", które nie mogą przynieść wyraźnego materialnego zysku, opiera się na tym, że tak naprawdę jest to konsumpcja energii?

Nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Obserwujemy, teoretyzujemy, spekulujemy i stawiamy hipotezy. Ostatecznie jednak tylko poszczególne ofiary mogą określić, co straciły na tej dynamice – a często jest to o wiele więcej niż dobra materialne. W pewnym sensie zdaje się, że psychopaci są „pożeraczami dusz“ albo „psychofagami“.


Kłamca, kłamca!

Psychopata jest manipulatorem, który dokładnie wie, co nas rusza, i wie, jak nami manipulować i jak wpływać na nasze uczucia. Często wykorzystuje mimetyzm do przekonania innych, że jest normalną, ludzką istotą. Robi to, by stworzyć pozory empatii ze swoją ofiarą. Psychopata przez snucie smutnych opowieści lub zapewniając o głębokich, poruszających doświadczeniach, będzie próbował sprawić, żebyś uwierzył, iż ma on normalne emocje; prawda jest taka, że większość psychopatów żyje jak w inkubatorze – poruszeni przez niewielu i pozbawieni prawdziwego współczucia dla innych; będą jednak kłamali, żeby przekonać cię, iż mają prawdziwe uczucia.

Kłamanie, oszukiwanie i manipulacja to wrodzone zdolności psychopatów. Przyłapani na kłamstwie tworzą nowe kłamstwa, nie dbając, czy zostaną na tym nakryci. Postawieni w obliczu prawdy, rzadko są zmieszani czy zakłopotani – po prostu zmieniają swoją historyjkę albo przystępują do przekręcania faktów, tak aby okazały się zgodne z kłamstwem. W efekcie mamy serię sprzecznych stwierdzeń i kompletnie ogłupiałego słuchacza.
Będą zaprzeczać rzeczywistości, dopóki ich ofiary nie załamią się nerwowo. Często psychopaci będą zrzucać winę na ofiarę i twierdzić, że ofiara cierpi na „urojenia” i jest niezrównoważona psychicznie.
Zachowanie psychopatów często służy wprawieniu w zakłopotanie i poskromieniu ofiar, albo wpłynięciu na każdego, kto mógłby słuchać ich wersji opowieści. Manipulacja jest kluczem w ich podbojach, a kłamstwo jest jednym ze sposobów, w jaki to osiągają.

Psychopatę często rozprasza jego wysokie mniemanie o sobie, co czasem prowadzi do tego, że niechcący powie coś, co go zdemaskuje. Często zapominają oni swoje kłamstwa i opowiadają sprzeczne historie, co słuchacza wprawia w zdumienie i zastanawia się on, czy przypadkiem ów psychopata nie jest szalony. W tym jednak przypadku psychopata nie jest naprawdę szalony – on po prostu zapomniał, co wcześniej nakłamał.

Najdziwniejszą jednakże rzeczą jest ich selektywna pamięć. Psychopata może nie pamiętać, co obiecał ci wczoraj, ale będzie pamiętał fakty z przeszłości, o ile w jakiś sposób służą jego celom. Często w ten sposób postępują w sytuacji, kiedy przyłapie się ich na kłamstwie.

Łatwo im przychodzi stwarzanie pozorów, iż są znacznie skromniejsi od przeciętnego człowieka, choć tak nie jest. Niektórzy są również w stanie udawać zainteresowanie niższą klasą i twierdzą, że sami należą do przegranych, nędzarzy itd. Psychopata może na przykład utrzymywać (jeśli pochodzi z niższej klasy społeczno-ekonomicznej), że nie cierpi bogaczy, a jednocześnie będzie w duchu do tego wzdychał i zazdrościł im tego, co mają. Jest jak ten narcyz, pragnący dać fałszywy obraz siebie poprzez swój dobytek. Do jego dobytku wliczają się również istoty ludzkie: przyjaciółki, żony i dzieci, zwierzęta.

Psychopaci mają bardzo narcystyczne i mocno nadęte spojrzenie na własną wartość i ważność swojej osoby, prawdziwie zadziwiający egocentryzm i poczucie wyższości, i widzą siebie jako centrum wszechświata, istotę wyższą, która ma prawo żyć według własnych reguł.

Kobiety ich kochają

Dlaczego? Ponieważ psychopata sprawia, że czuje się ona taka „wyjątkowa”.

Proszę was, miłe panie, jeśli macie fioła na punkcie takiego mężczyzny, musicie pamiętać, że to NIE jest jego PRAWDZIWA osobowość. On tylko odgrywa pewną ROLĘ przeznaczoną wyłącznie dla was.

Prawdziwe niebezpieczeństwo związane z psychopatami polega na tym, że niektóre kobiety rzeczywiście mają psychiczne predyspozycje do tworzenia z nimi więzi. Kobiety te, zazwyczaj z osobowością histeryczną lub histrioniczną, dzięki związkowi z psychopatą czują się silniejsze, niezależnie od usłyszanej na jego temat prawdy i niezależnie od tego, co on sam im powie. Niektóre z tych kobiet skrywają pod tym fantazje, że panują nad psychopatycznym mężczyzną.
Kobiety z osobowością histrioniczną (charakteryzuje się egzaltacją, teatralnością zachowań, staraniami o zwrócenie na siebie uwagi i prowokacyjną seksualnością) są szczególnie pociągające dla psychopatycznych mężczyzn i podatne na ich ataki. Należy się spodziewać, że kobieta z histrionicznymi zaburzeniami osobowości da się oczarować psychopacie. Jest ona w stanie odwzajemniać się w tym projekcyjno-introjekcyjnym cyklu głównie dzięki idealizowaniu psychopatycznego charakteru. Jej potrzeba więzi i zależności dopełnia się z jego pragnieniem oddzielności i autonomii; ona postrzega innych jako gotowych dawać i życzliwych, a on postrzega innych jako zaborczych i wrogich.

Z kolei kobieta histeryczna (cechy: niedojrzałość emocjonalna, zmienność nastrojów, zależność od sądów innych osób) jest odporna na rozwijanie zdrowych podejrzeń, kiedy szczegóły czy okoliczności nie przystają albo nie potwierdzają słów psychopaty i jego wersji danej historii.

Czy faktycznie jedynie „neurotyczki” lub kobiety z zaburzeniami osobowości padają ofiarą psychopatów? Absolutnie nie. Wszystkie kobiety, niezależnie od tego, czy mają „neurotyczną” naturę, czy nie, bywają ofiarami psychopatów. Na przykład spekulowano, że przyczyny, dla których kobiety zakochiwały się w Richardzie Ramirezie – Nocnym Prześladowcy- były prawdopodobnie dodatkowo poszerzone o jego zamyślony wyraz twarzy i przystojny wygląd oraz fakt, że mógł wydawać się bezbronny „jak dziecko” – powiedziała jedna z adoratorek. Psychopata także często maluje obraz samego siebie jako przybitego antybohatera, a niektórzy z nich lubią postrzegać siebie jako samotne wilki, ludzi wrażliwych i głębokich. Posiadają oni tajemniczą zdolność wynajdywania opiekuńczych kobiet, które odczuwają silną potrzebę pomagania i matkowania innym. „Nie był szczególnie przystojny ani nie rozmawiał zbyt zajmująco. Ale miał jakąś anielską cechę, którą pewne kobiety, włącznie z pracownicami, uważały za pociągającą. Jedna z kobiet skomentowała to tak, że ‘zawsze czuła chęć utulenia go’. Inna powiedziała, że ‘on potrzebuje matkowania” - oto, jak został określony pewien psychopatyczny osobnik, przez którego życie przewijał się bezustannie sznur kobiet.

Zdolność do odczuwania litości i współczucia dla mężczyzny, chęć pomocy i ufność nie czyni cię jeszcze neurotyczką! Każdy może być oszukany i naciągnięty przez psychopatę. Psychopaci nękają wszystkich, bogatych i biednych, bardziej i mniej bystrych. Są w tym dobrzy.

Wiele kobiet po prostu zaprzecza prawdzie, ufając ślepo i ignorując rzeczywistość. Niektóre, nawet postawione w obliczu suchych faktów, ciągle będą przyznawać, że nie potrafią przestać kochać swojego psychopatycznego partnera, nawet kiedy zostają przez niego odrzucone. Problem jest zarówno natury psychoseksualnej (w wypadku opętanych przez psychopatów kobiet, które same mają zaburzenia osobowości), jak i dotyczy kobiet, które po prostu nie dopuszczają prawdy bądź nie rozpoznają sytuacji. Wiele również przywiązuje się do przekonania, że ich ukochany ma po prostu parę problemów, a nie symptomy zaburzenia osobowości.

Według Meloya, autora „Psychopatycznego umysłu”, kiedy psychopata ma potrzebę manipulowania kobietą, często wybiera kobiety nazywane zazwyczaj „głupiutką blondynką”, kobiety ociekające naiwnością, często nieświadome własnej seksualności, chodzące niewinności, często niezbyt lotne – ich osobowość zazwyczaj graniczy z cechami Pollyanny i zawsze uważają, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie w tym rzecz, że w niewinności czy optymizmie jest coś złego, lecz kiedy ma się do czynienia z psychopatą, może się to okazać złym połączeniem. Wydaje się, że psychopatów coś szczególnie przyciąga do tego typu kobiet. Ona jest opiekuńcza i nastawiona na dawanie, podczas gdy on jest zamknięty i chce zatrzymywać wszystko dla siebie.

Psychopaci lubią też „przyczepiać się” do kobiet o wyższym statusie społecznym, kobiet, które są tym, czym oni chcieliby być. Potem, kiedy już jej nie potrzebuje, może ją zniszczyć i „upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu”.

Bez względu jednak na to, za jakim typem osobowości się uganiają, każdy może być celem.

Podobnie jak narcyz, psychopata ma aroganckie, pogardliwe i protekcjonalne nastawienie; niech to jednak będzie jasne: często w początkowej fazie oczarowywania kogoś nowego jego prawdziwy charakter pozostaje oczywiście ukryty. To dlatego, kiedy jedna kobieta ostrzega drugą przed mężczyzną psychopatą, jego najnowsza ofiara nie będzie w stanie uwierzyć w niepochlebne o nim historie. „Ależ on jest taki czarujący, taki miły...” i tak dalej – będzie brzmiała jej odpowiedź. Tak. Dokładnie. On pogrywa także z tobą.

Psychopaci często kończą związując się z ludźmi takimi jak oni, chociaż nie zawsze dobrze sobie z tym radzą. Czasami wiążą się w pary z innymi psychopatami i stają się zgranym zespołem. Jak długo ich interesy się dopełniają, tworzą straszną parę. Niektórzy znajomi mogą nigdy nie odkryć ich prawdziwej ciemnej strony.


Jak postępować z psychopatami?


Jeśli odejdziesz od psychopaty, możesz spodziewać się, że albo będzie to typ, który „po cichu” zrujnuje twoją reputację rozpowszechniając kłamstwa, albo spotkasz się z dużą dawką otwartej manipulacji (ostatnia próba zdobycia władzy i kontroli). Jedna z ofiar psychopaty pisze tak: Ja na przykład opuściłam psychopatę i po dziś dzień, jeśli tylko jest okazja, mówi przyjaciołom, żeby mnie uprzedzili, iż jestem tylko owadem na jego szybie i że jest w stanie rozgnieść mnie jak robaka. Jednocześnie każdemu, kto zechciał słuchać, opowiadał fałszywe historie na mój temat.

Dlaczego to robi? Chociaż psychopaci nie potrafią naprawdę kochać drugiej osoby i pozbawieni są prawdziwych, głębokich uczuć, ustalają związki z innymi z pozycji siły i kontroli. Jeśli ktoś rzeczywiście próbowałby „zagrozić” (w jego oczach jest to bardzo realne) jego władzy i kontroli, będzie on reagował. „Psychopata ten utwierdzał się również w przekonaniu, że sprawuje kontrolę, twierdząc, że mnie „wykopał”, nawet wtedy, kiedy mieszkał u swojej matki. Później powiedział mojej przyjaciółce, że byłam dla niego tylko „eksperymentem”, po tym, jak straciłam pieniądze, czas i niezmiernie cierpiałam z powodu jego kłamstw i manipulacji. W wyniku cierpienia zaliczyłam również skrajną depresję, która trwała prawie dwa lata, ponieważ on nie przestał mnie atakować nawet dwa lata po tym, jak go opuściłam (robi to nawet teraz).” - pisze jedna z ofiar.

Wierzę, że niektórzy ludzie są na tyle silni, by stawić czoło psychopacie; niestety nie wszyscy i większości psychopatów udaje się permanentne krzywdzenie swoich ofiar. Dlatego właśnie w tak oczywisty sposób potrzebujemy więcej grup wsparcia dla ludzi, którzy byli w jakichś relacjach z psychopatami.

Jedyna reguła, jeśli chodzi o postępowanie z socjopatą/psychopatą, jest taka, że normalne reguły etykiety nie znajdują zastosowania. Masz do czynienia z kimś, kto nie zna empatii, nie ma sumienia, wyrzutów sumienia ani poczucia winy. To zupełnie odmienna umysłowość. Jeśli próbujesz postępować z psychopatą etycznie, odwoływać się do sumienia lub, nie daj Boże jego poczucia honoru lub godności - doznasz szoku.

Często się zdarza, że ofiara może przez jakiś czas tłumić swoją złość, ale później, nawet po wielu miesiącach, może przyjść nagłe uświadomienie sobie prawdy i ofiara zda sobie w końcu sprawę, że przez cały czas była terroryzowana przez psychopatę. To wtedy właśnie ofiarę nagle ogarnia wściekłość i ma motywację, by w jakiś sposób dochodzić sprawiedliwości. Ale próbując dojść sprawiedliwości w stosunku do psychopaty miej świadomość, że to ty zapłacisz, o ile nie przyjmiesz nieugiętej postawy; a doświadczenie to spowoduje, że będziesz bardziej zażenowany i zakłopotany i możesz nawet odczuć pokusę walki używając jego broni.

Bądź również z góry nastawiony, że psychopata będzie wydatkował sporo wysiłku (na koszt ofiary) na snucie planów, oczekiwań etc., nie dając w zamian nic albo prawie nic. Kiedy stwierdzi, że zrobił ci coś, na co nie możesz się zgodzić, będzie miał już przygotowaną drogę ucieczki.

Jaki jest więc sekret postępowania z psychopatami? Albo unikaj ich, albo kiedy już dowiesz się, czy spodziewasz się, kim oni są, unikaj ich.

Jakikolwiek dalszy kontakt z psychopatą będzie naprawdę szkodliwy. Kiedy już zostaliście uwikłani w relacje z kilkoma z nich, uczcie się także wypatrywać znaków ostrzegawczych. Nie znaczy to, że powinniście mieć paranoję w związku z ludźmi, po prostu bądźcie ostrożni. Wszyscy, a zwłaszcza kobiety, powinni nauczyć się rozpoznawać psychopatię i wypatrywać znaków ostrzegawczych. Nie oznacza to diagnozowania każdego człowieka, z którym się spotykacie, ale bycie świadomym istnienia takiego zaburzenia może sporo pomóc.

A może on się zmieni?

Czy przeczytałaś podrozdział „Psychopatą się nie staje. Psychopatą się jest.”? Prawda jest taka, że niezależnie od wszystkich studiów i nowych terapii, psychopaci są „skazani” na wiecznie złe zachowanie. Wielu nie ujawnia zachowań kryminalnych, ale działają antyspołecznie w społecznie akceptowanych zawodach.
Psychopata nie widzi żadnych wad w swojej psychice, żadnej potrzeby zmiany.
W ich przypadku terapia może tylko pogarszać sprawę; większość z nich dzięki temu wiele się dowiaduje o ludzkich emocjach i chętnie przypisują swoje wady i problemy niewłaściwemu traktowaniu w dzieciństwie oraz uczą się jeszcze lepiej manipulować bliskimi. Są oni również nieźli w oszukiwaniu swoich psychiatrów. „Byłem obiektem badań, przypadkiem; nigdy nie potrafili się połapać, co jest ze mną nie tak, więc po prostu z nimi pogrywałem” – skomentował jeden z nich. Dzięki lekturze książek z zakresu psychiatrii oraz dzięki terapii nauczył się również, że aby się wymigać, może po prostu „obwinić kogoś innego”. „Po prostu obwiniałem kogoś innego”, powiedział nonszalancko.
Studia pokazały, że bez względu na to, czy oni mogą albo chcą się zmienić, czy też nie, ostatecznie w zasadzie oni się nie zmienią, nie trać więc czasu próbując im pomóc czy ich zmienić, ponieważ zawsze za pomoc, którą im oferujesz, odpłacą ci zdradą. Ofiary mogą obawiać się rewanżu czy potencjalnych konsekwencji, ale wydostanie się z uwłaczającej sytuacji jest często lepsze niż próba przetrwania w relacjach zbudowanych na zastraszeniu i przemocy. Naprawdę lepiej nie akceptować nędznych okruchów imitacji uczuć psychopaty. Nikomu nie jest potrzebne tego typu znieważanie. Jeśli będziesz w tym trwać, masz gwarancję, że długo będziesz za to płacić zarówno mentalnie jak i emocjonalnie. Ostateczny rezultat to stan, który jest określany jako psychiczne sponiewieranie.

Niektórzy ludzie odczuwający potrzebę ocalenia kogoś i może nieco butni w swojej potrzebie udowodnienia tego, często stają się ofiarą psychopatów, ponieważ nie chcą uwierzyć w prawdę. Zwłaszcza, jeżeli mają do czynienia z typem, który sprawnie umie składać samokrytykę i przeprowadzić pozorną ale logiczną analizę własnych wykroczeń i motywów.

Efekt obcowania z tymi indywiduami oraz proces Twojego zdrowienia może być procesem długim, powolnym i bolesnym – ale należy pamiętać, że jeśli byłaś jego ofiarą, jesteś zaledwie jednym elementem w długim szeregu ludzi, z którymi w ten sposób się zabawił. Będzie to prawdopodobnie robił przez całe życie.

Czy możesz się zorientować z kim masz do czynienia, zanim on się za ciebie zabierze?

Psychopaci nie tylko będą zaprzeczali przeszłości i będą ją trywializować, ale będą unikali odpowiedzi wprost na twoje pytania, a kiedy nawet wydaje się, że odpowiadają – możesz być pewna, że nie jest to odpowiedź, której oczekujesz. Nawet kiedy udzielają ci odpowiedzi wprost, zasadnicza kwestia nie zostanie przez nich poruszona.

Psychopaci czasem werbalizują wyrzuty sumienia, ale później zaprzeczają sobie słowami lub czynami. Mogą przepraszać albo okazywać wyrzuty sumienia tylko po to, żeby im się coś udało, ale w końcu dostaniesz nożem w plecy i zdasz sobie sprawę, jak bardzo powierzchowne były ich słowa.

Psychopaci nie są w stanie długo pamiętać, co powiedzieli czy obiecali. Sprawiają wrażenie, jakby zawsze żyli w czasie teraźniejszym. Dlatego często składają wielkie obietnice i nie potrafią żyć zgodnie z tym, co mówią. Raz jeszcze – to ofiara będzie musiała radzić sobie z następstwami wszystkich matactw i machinacji psychopaty, a kiedy już zostanie dostatecznie wkurzona, będzie przez niego zdyskredytowana jako „niedorozwinięta umysłowo”, a często to psychopata będzie siebie przedstawiał jako ofiarę.

Wykazują oni przede wszystkim niesamowity brak troski, jeśli chodzi o niszczące skutki, jakie ich działanie wywiera na innych. Często są zupełnie szczerzy w tej kwestii, stwierdzając chłodno, że nie mają poczucia winy, nie jest im przykro z powodu bólu i spustoszenia, które spowodowali, i że nie widzą powodu, żeby mieli się tym przejmować. Równie często jednak są w stanie odegrać spektakl wyrzutów sumienia i samokrytyki „nie jestem ciebie godzien, jestem ostatnim kretynem”, aby pozostawić wrażenie człowieka skrzywdzonego, a przez to mieć nadal wpływ na ciebie. Bo twoje sumienie będzie obciążone jego rzekomą krzywdą. Jego oczywiście nie.

W końcu poznasz ich „po ich owocach”. Z pewnością dadzą ci odczuć, kto tu rządzi. Jak w książce Hare’go Without Counscience... (Psychopaci są wśród nas, Znak, 2006) opowiada jedna z kobiet-ofiar, nie mogła ona zrozumieć, jak ktoś (psychopata, którego znała) mógł wkroczyć w jej życie, a potem z taką łatwością zniknąć. Tak właśnie działają. Oni po prostu gwiżdżą na wszystkich, poza sobą samym.

Inną bardzo charakterystyczną cechą, której należy wypatrywać (lub nasłuchiwać) jest to, co dr Hare nazywa „uciechą z oszustwa”. To tak jakby psychopata nie miał żadnej potrzeby ani celu, by kłamać, po prostu sprawia mu przyjemność naciągnięcie kogoś.

Co do nałogów psychopaci bywają bardzo podatni na uzależnienia, ale nie wszyscy, zależy to od typu psychopaty i jego mechanizmów kontroli.

Inne cechy, które powinny dać ci do myślenia, jeżeli pojawia się ich kilka naraz u jednej osoby:
- Ponadprzeciętny brak lęku czy innych „neurotycznych“ objawów, opanowanie, spokój i łatwość mówienia
- Niesolidność, ignorowanie zobowiązań, brak poczucia odpowiedzialności w sprawach zarówno małej, jak i dużej wagi
- Nieprawdomówność i nieszczerość
- Antyspołeczne zachowania, które są niedostatecznie umotywowane i słabo zaplanowane, jakby wynikające z niezrozumiałej porywczości
- Brak prawdziwej wdzięczności za okazane szczególne względy, serdeczność i zaufanie
- Dziwaczne i ekscentryczne zachowania po spożyciu alkoholu i nie tylko – wulgarność, opryskliwość, gwałtowne zmiany nastroju, wybryki
- Brak prawdziwych prób samobójczych

Nie ważne, jak wiele masz litości czy współczucia dla psychopatycznego osobnika, NIE PRÓBUJ GO OCALIĆ. W efekcie tylko cię to zrani. Tych ludzi po prostu nie obchodzi, że to co robią, może zrujnować ci życie! Oni rujnują ci życie!
Jedna z bajek filozoficznych wspaniale oddaje naturę psychopaty i to, jak się kończą jego relacje z normalnymi ludźmi.
Skorpion poprosił żabę, żeby przewiozła go na swoich plecach na drugą stronę jeziora. Żaba odmówiła, twierdząc, że skorpion ją śmiertelnie ukąsi kiedy będą płynąć. Skorpion spokojnie jej zatem wytłumaczył, że byłoby to bez sensu, bo wtedy sam by utonął. Żaba pomyślała chwilę, stwierdziła, że to logiczne tłumaczenie i wzięła skorpiona na plecy. Kiedy byli na środku jeziora skorpion ukąsił żabę. Ta umierając pyta: - Dlaczego to zrobiłeś? Przecież teraz ty też zginiesz! A skorpion na to: Taka już moja natura...


Redakcja i opracowanie: Redakcja NMP

Powyższy tekst jest opracowanym skrótem znacznie obszerniejszego materiału, zamieszczonego na stronie http://quantumfuture.net/pl/psyhopath.html

Tekst źródłowy jest opracowaniem materiałów i niedostępnych w Polsce książek na temat psychopatii i w nim znajduje się bogata bibliografia i odnośniki do źródeł. 

Obrazki z tumblr, rebloggy i innych ogólnych źródeł w internecie - jeśli naruszają czyjeś prawa autorskie proszę o zgłoszenie. . 

czwartek, 25 września 2014

Wypalenie

Doszłam do ściany. Zawodowej. Co dalej nie wiem.

Niemal książkowe objawy zespołu wypalenia zawodowego:
  • zmęczenie
  • bóle głowy
  • obniżona odporność /częste infekcje/
  • nerwowość
  • znużenie i opieszałość podczas wykonywania obowiązków
  • pomyłki i popełnianie błędów w pracy
  • spóźnienia
  • problemy z porannym wstawaniem
  • poczucie braku "osiągnięć"
Trzeba coś zmienić. Siebie? Pracę? Podejście?

Pracowniku 40+ - kim jesteś na polskim rynku pracy? Wartością dodaną, czy zużytym niepełnowartościowym śmieciem?



piątek, 12 września 2014

Są takie prawdy, o których prasa nie mówi...

I nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej dziewczyny. :)