Posty

Wyświetlanie postów z 2011

Zen...

Wiem dobrze, że chaos w duszy to chaos w życiu. I jakoś usiłuję sobie z tym poradzić. Lubię mieć uporządkowane miejsce dookoła siebie, tymczasem kiedy w mojej duszy bałagan, to i jakoś trudno mi zebrać się w sobie i zapanować nad codziennością. Zrobienie najprostszych rzeczy urasta do rangi problemów, a podjecie decyzji to jak wybór miedzy życiem a śmiercią. :) No i muszę sobie radzić sama. Ani z kim podzielić radość ani odpowiedzialność. Branie się z życiem za bary jest takie męczące. Codziennie rano trzeba na nowo odnajdować sens otwierania oczu, wypełniania obowiązków, chodzenia do pracy (niestety) i powrotów do domu. Mam szczęście jednak, że otaczają mnie życzliwe osoby, przyjaciele, którzy o sobie nie dadzą zapomnieć, bo wiedzą, że tylko niewydeptywana ścieżka przyjaźni zarasta. Jednak zmaganie się z codziennością łatwiej idzie w dwójkę, rodzinnie. Mimo wszystko. Z drugiej jednak strony, za żadne skarby nie chciałabym wrócić do poprzedniego życia. Ciężko czasem i smutno, ale  poc…

Tresura

Obraz
Blizny nadal bolą. Myślałam, że dusza już oczyszczona, a to jedynie muł opadł na dno i niewielkie zmącenie powoduje, że unosi się na powierzchnię i zanieczyszcza duszę szlamem i brudem.
Wieczorem idąc na spacer z psem usłyszałam kłótnię okołoalkoholową, z mieszkania na piętrze, w domu niedaleko mojego. Przez okno wylatywały wyrzucane męskim głosem wszelkiego rodzaju inwektywy najcięższego kalibru, groźby karalne i obietnice jak najbardziej mające pokrycie w pięściach i posturze, skierowane ku drugiemu osobnikowi płci męskiej. Wtórował mu dyszkant kobiecy usiłujący powstrzymać przekucie słów w czyny. I najwyraźniej również własnym ciałem zasłaniający narażonego na słowne i fizyczne ciosy. W sumie sytuacja niemal co weekendowa kiedy okoliczni mieszkańcy mojej dzielnicy w sobotni wieczór rozluźniają swoje ciała i dusze pokaźną dawką alkoholu. A mimo oddalenia (kilka pięter, podwórko), mimo tego, że byłam tylko bezimiennym spacerowiczem z psem, moje ciało sprężyło się całe jakbym to ja mia…

Czas i ogórkowa

Przekonuję się boleśnie, że posiadanie wrażliwej duszy, życia emocjonalnego głębszego niż fejsbukowe i przeżywania stanów myślowych wykraczajacych poza banalną frazeologię kolorowych tabloidów i pseudopsychologicznych czasopism ślizgających się po wierzchniej warstwie ludzkich przeżyć jest bardzo passé i nieżyciowe. Nie należy zbyt długo rozpaczać nad przeszła miłością, nie wolno przezywać straconych przyjaźni. Należy szybko zastąpić je nowymi. Nowe fascynujące przeżycia, szybko, już teraz. Czas. Teraz czas stał się wrogiem. Wszystko musi być zrobione szybko, a co za tym idzie powierzchownie. Mężczyznom przestało się chcieć wysilać. Czy to szukajac nowych zwiazków, czy to w małżeństwie. Już za samo bycie mężczyzną oczekują hołdów. Kobiety szukajac nowych wrażeń stają się przesadnie roszczeniowe nie dając nic w zamian: chce być jednocześnie feministką i utrzymanką. Nikomu nic się nie chce. Bo po co. Wszystko co się znudzi można zastąpić czymś lepszym, czymś co mile połechce próżność. Ni…

Brak...

Obraz
Bezustanna walka rozumu z uczuciami. Rozum swoje, a uczucia swoje. Rozum racjonalizuje wszystko, porządkuje, układa w kolejności od najważniejszego, stawia w szeregu, pokazuje właściwą perspektywę, pozbawia złudzeń, wylewa kubeł zimnej wody, ujawnia nagą prawdę. A uczucia krzyczą: Nie! Mamy kompletnie w dupie co nam mówisz! Najważniejsze jesteśmy my: poczucie bezpieczeństwa, miłość, możliwość realizowania się, spalania w czymś wyjątkowym, a reszta świata niech się zajmie sobą. Inni maja gorzej? No mają, na ile możesz pomagaj, ale inni też mają lepiej, dlaczego do nich nie równać? Czy pragnienie kochania i bycia kochanym jest czymś złym? Czy smutek i żal z powodu braku tego elementu w życiu jest ujmą na honorze? Czy kochanie siebie ma zastąpić kochanie kogoś? To jakaś bzdura. Można i trzeba być dla siebie dobrym, wystarczająco dobrym, ale nic nie zastąpi uczucia zakochania, poczucia bycia ważnym dla kogoś.
Przychodzi taka pora, kiedy nie żądasz niczego. Ani ust, ani uśmiechu, ani miękk…

Księżyc

Obraz
Księżyc wzeszedł dziś wielki jak twarz prezesa, bijąca po oczach z każdego bilbordu. Obaj patrzą na mnie smętnie: jeden poddany retuszowi fotoszopa, drugi chmur. I nijak nie wzbudzają pozytywnych emocji. 
Pani D. rozsiadła się na dobre. Ma bardzo perfidny sposób dobijania mnie. Dziury nie zrobi a krew wypije. Szczęście, że chemia w moich żyłą krąży sobie jak dym w płucach palacza i pozwala zachować resztki jasności umysłu. Bo to jest tak: wielu spośród moich znajomych ma realne problemy życiowe, problemy, które ani prosto ani łatwo rozwiązać się nie dadzą, a czasami nie dadzą rozwiązać się wcale i sprawiają ból. Prawdziwy ból duszy. Chciałabym im pomóc i pomagam na ile mogę i umiem, choć czasami niewiele mogę i potrafię. Ale przeżywam ich kłopoty, bo mi na nich zależy. 
A ja? W mojej duszy czerń. Ból. I też czuję się do dupy, chociaż moje problemy nie wydają się aż tak ciężkie i nierozwiązywalne. Ba, nawet wiele rzeczy się zdarzyło, które powinny mnie wprawić w zadowolenie, radość, a na…

Prawda jak ziarno wysypana na tory...

Po lekturze pewnego portalu zastanowiły mnie pewne stwierdzenia w nim zawarte.
- Kobieta dostaje domek do zabawy i swoje ciało jak lalkę do ubierania i dbania, a wzorce są jej podrzucane w mediach i reklamach. Ma je upiększyć, zadbać o nie, skupić się na tych rzeczach, bez oglądania się na cokolwiek innego. Ciągłe dbanie o bycie piękną i doskonałą zajmuje jej wystarczająco dużo czasu, tak że nie zostaje miejsca w jej skromnym rozumku na rzeczy doniosłe, ważne a zatem zarezerwowane dla mężczyzn.
- Kobieta jak dziecko nie może mieć zmarszczek, wyprysków, owłosienia, rozszerzonych porów, siwych włosów, zwiotczeń. Jeśli się pojawią należy natychmiast je zlikwidować wszelkimi dostępnymi sposobami, co zajmuje wystarczająco dużo czasu i pieniędzy, tak iż staje się to samo napędzającą machiną. A przecież natura jest silniejsza i wszystko to i tak wyjdzie na wierzch i powróci. A kobieta niech się zamie nieustannym malowaniem, poprawianiem, zabawą kredkami i farbkami jak przedszkolak, poważne rze…

Moda codzienna

Obejrzałam sobie właśnie Program Trinny i Susannah ubierają Polskę. Jest to jeden z niewielu programów,  które lubię. Dlaczego? Dlatego, że pokazują jak ważna wbrew temu co się potocznie mówi jest jednak szata człowieka. I jak bardzo słowa bliskich potrafią ranić. Oto jest dziewczyna, szczupła, młoda, zaniedbana, bo ani pieniędzy, ani pomysłu na siebie, ani czasu, zniechęcona do siebie. Brak jej odwagi. Nigdy pewnie nie usłyszała żadnego konkretnego komplementu podkreślającego jej atuty. Przed kamerą występuje jej przyjaciółka i opowiada, że koleżanka ubiera się smutno, fatalnie, ale też od męża słyszy ciągle, ze nie umie się ubrać, umalować, że jest za gruba (TAK!). Podobnie jest też w wielu wypadkach, które znam osobiście. Dlaczego mężczyźni nie mogą dostrzec, że kobieta nie przestaje istnieć po 25 roku życia. Dlaczego nie dociera do ich głowy, że czasami wystarczy zamiast pytania co na obiad, zabrać dzieciaki na pizzę, a żonie pozwolić spokojnie zadbać o siebie. I nie mówię tu o m…