piątek, 13 maja 2011

Moda codzienna

Obejrzałam sobie właśnie Program Trinny i Susannah ubierają Polskę. Jest to jeden z niewielu programów,  które lubię. Dlaczego? Dlatego, że pokazują jak ważna wbrew temu co się potocznie mówi jest jednak szata człowieka. I jak bardzo słowa bliskich potrafią ranić. Oto jest dziewczyna, szczupła, młoda, zaniedbana, bo ani pieniędzy, ani pomysłu na siebie, ani czasu, zniechęcona do siebie. Brak jej odwagi. Nigdy pewnie nie usłyszała żadnego konkretnego komplementu podkreślającego jej atuty. Przed kamerą występuje jej przyjaciółka i opowiada, że koleżanka ubiera się smutno, fatalnie, ale też od męża słyszy ciągle, ze nie umie się ubrać, umalować, że jest za gruba (TAK!). Podobnie jest też w wielu wypadkach, które znam osobiście. Dlaczego mężczyźni nie mogą dostrzec, że kobieta nie przestaje istnieć po 25 roku życia. Dlaczego nie dociera do ich głowy, że czasami wystarczy zamiast pytania co na obiad, zabrać dzieciaki na pizzę, a żonie pozwolić spokojnie zadbać o siebie. I nie mówię tu o mężczyznach, którzy rozumieją, że zakup kolejnego gadżetu do warsztatu ma się nijak do podstawowego dbania o urodę. Pewnie, są kobiety, które ostatnie pieniądze wydadzą na dwudziesty piąty odcień szminki, a buty nie mieszczą się w szafie, zaś nie ma szansy porozmawiać z nią o niczym innym jak o nowej kiecce u celebrytki "wyczajonej" na Pudelku. Tak jak są faceci nieustannie pompujący środki wzdymające w swój brzuch, kupujący kolejne coraz to nowsze gadżety techniczne nawet w 1/3 nie wykorzystując ich możliwości. Co ciekawe rzadziej spotykam kobiety negujące spełnianie zachcianek mężczyzn niż odwrotnie. Nie rozumiem dlaczego realizowanie potrzeby bycia zadbaną jest naganne, głupie i niepotrzebne. Dlaczego musi wzbudzać poczucie winy w kobiecie zakup sukienki, pary butów, czy płaszcza, nawet jeśli w jej szafie dotychczasowy płaszcz usiłują mole przerobić na konfetti, butów żaden szewc nie chce przyjąć do naprawy, a od sukienki wygodniejsze są dżinsy, bo przecież mąż na randkę nie zabrał od lat 5, więc niby czemu miałby teraz zaraz. A nawet gdyby kupiła z taką nadzieją, usłyszałaby: To już nie masz matka na co wydawać? Gdzie ty w tym pójdziesz? (Tak a propos: nazywanie żony matką przez męża woła o pomstę). Bycie kobietą w Polsce jest nie lada wyzwaniem. Mężczyzna rzadko jest wsparciem, a o wynoszeniu kobiety na piedestał już dawno można zapomnieć. Przebrzmiało i pokryło się kurzem. A o sztuce prawienia komplementów... ech to już tylko Starsi Panowie pamiętają. :)

28 komentarzy:

  1. Masz rację, niestety :(:(: Są wprawdzie mężczyźni,którzy komplementują swoje kobiety także po ślubie. Ale to naprawdę rzadkość......wielka rzadkość. W ogóle zdecydowana większość nie zapewnia o swoim uczuciu, nie daje znać, jak kobieta jest dla nich ważna i potrzebna. Myślę, że często nie rozumieją jak wiele może zdziałać czasem wyznanie uczucia albo stwierdzenie "świetnie wyglądasz". Po jakimś czasie oni przestają artykułować, więc one przestają się starać. Natomiast powiedzenie swojej żonie: jesteś za gruba, zrób coś z sobą, marnie wyglądasz itp jest zwyczajnie zbrodnią. Szczególnie, że powiedzenie facetowi np źle mi dziś było z Tobą w łóżku natychmiast jest okrzyknięte kastracją

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie za to wydaje się, że to ciągłe podkreślanie kobiecej nieszczęśliwości z facetami zaczyna przypominać gorzkie żale na fujarce, ciągle o tym czytam a jakoś nie czytam o drugiej stronie medalu i wcale nie dlatego, ze kobiety sa takie wspaniałe dla swoich mężczyzn bo wcale tak nie jest. Jednak jakoś tak dziwnie przyjęło się, że kobietę trzeba dopieszczać i hołubić a facet to jest twardy koleś i jemu to tylko wystarcza piwo i pilot. Nosz lekko mnie to wnerwia zwłaszcza, że taka walka ciągle trwa o równouprawnienie tylko jak co do czego to nagle okazuje się, że równouprawnienie to o kant dupy można potłuc i facet ma zapierd... Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę Czarny, że to dlatego, że zaglądasz na strony gdzie pisze kobieta. :) No i dlatego, że wreszcie zaczęło się o tym głośno mówić. Dotąd jak chłop był, nie bił i nie pił to był anioł. A teraz? Babom ideałów chodzących się zachciało! I jeszcze mają wymagania, zmuszają do gimnastyki, starania się, wykazywania się.

    Pokaż mi kobiece wywody na temat tego, że mężczyzna powinien tylko zapierdalać, że wystarczy mu piwo i pilot? Że kobieta oczekuje od niego, żeby był twardy? Bzdury. Gdziekolwiek wejdę na fora, to kobity pytają się dlaczego facet poza pracą nie zauważa rodziny, dlaczego poza piwem i pilotem nie ma ochoty się rozwijać, a jeśli chodzi o uczucia to zgrywa twardziela, chociaż ona widzi że czasami miałby ochotę rozpłakać się z bezsilności nad głupotą szefa.

    Równouprawnienie - tylko cóż ono znaczy? Że facet ma zapierdalać? To ja bardzo poproszę o przykłady. No chyba że uznasz że praca w domu, dbanie o dom, nie jest pełnowartościową pracą. Ilość kobiet leżących w domu i pachnących, a do tego liczących na to, że ich macho przyniesie mnóstwo kasy na waciki jest procentowo niewielki w porównaniu z kobietami, które zapierdalają na 2 lub 3 etatach dodatkowo patrząc na ich mężczyzn zalegających na kanapach przed telewizorem, bo on taki zmęczony z roboty wrócił.

    Co zaś do postaw kobiet wobec mężczyzn. Też sporo grzeszków. Może rozwiniesz temat?

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz co nie chce mi się rozwijać tego tematu bo i tak jest on nieskończony i nigdy nie będzie skończony. Wiesz Thuria ile jest przemocy domowej w rodzinach??? Dużo, tylko niezgłaszanej, straszne prawda? Tylko, że ja pisze o przemocy domowej w której stroną bijącą jest kobieta, czemu o tym mało kobiet pisze, mówi? Czemu mężczyźni nie skarżą się i nie piszą, że mają dosyć kobiet które są upierdliwe do bólu, podejrzliwe jakby miały powody mimo, że nie mają, gadające do bólu głowy i rozliczające z kasy a oprócz tego jak juz sobie zdobyły tego swojego złego faceta to cholera przestają wygladać jak kobieta a zaczynaja jak yeti? I nie mów mi, stereotypów o zapierdalaniu na 18 etatach o mężczyznach leżących przed telewizorem i wołających kobieto podaj piwo bo zdaje się, że chyba serial o Kiepskich narobił niezłego burdelu w patrzeniu na mężczyzn. No cholera ja nie wiem, ale moze ja żyję w innym wszechświecie bo tak jak sobie pomyślę to naprawdę nie jestem w stanie sobie przypomnieć faceta który leży przed telewizorem i żłopie piwo. Skąd Wy kobiety ich bierzecie, bo przeciez chyba jesteście dość inteligentne aby nie podpierać sie jakimś wypaczonym schematem mężczyzny kulfona. Rozmawiamy przecież o faktach, no chyba, że ja mam takie szczęście i takich nie spotykam albo zwyczajnie mam taki dar analizy, że ich od razu odrzucam ze swojego kręgu. I miałem nie rozwijać i rozwinąłem, ale ten temat jest nieskończony i można założyć forum i nigdy nie będzie zamknięty. Jeżeli jeszcze chodzi o równouprawnienie to go nie ma i nie będzie, bo zarówno kobieta jak i mężczyzna niektóre rzeczy wykonują lepiej i zawsze tak będzie i tu już nie będę dyskutował, bo ten temat jest klepaniem i tylko klepaniem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do przemocy domowej kobiet wobec mężczyzn owszem mówi się, bo jak tylko zaczęło się mówić o tej wobec kobiet od razu odezwali się mężczyźni, o dziwo tej przemocy nie doświadczający, ale oni słyszeli, oni wiedzą. I owszem taka przemoc istnieje. Taka przemoc też ma miejsce i jest ze wszech miar naganna jak każda. Tylko zauważ jedną różnicę: statystyka. Proporcje są różne. Ilość kobiet bijących, lub stosujących przemoc psychiczną jest wielokrotnie mniejsza od męskiej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Taaak a masz badania w tym kierunku, że tak pewnie twierdzisz??? Bo ja nie mam i wcale nie jestem tego taki pewien. Poza tym o przemocy wobec mężczyzn nigdy się wiele nie mówiło i nie będzie mówiło bo to wstyd i mężczyźni o tym nie mówią tak jak kobiety, które są wiecznie pokrzywdzone przez los.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. O rany.... rozpisałam się na ładne kilka linijek i..... mi wszystko zjadło.
    To ja wam dzisiaj tylko życzę miłej nocy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czarny, ja nie mam badań ale mam wiedzę w tym temacie.

    Wstyd mówić piszesz... hmmmm ciekawe. A kobietom to sądzisz, że nie jest wstyd mówić o tym, że w domu "sodomia i gomoria" się dzieje?

    Osoby zajmujące się tematem przemocy w rodzinie doskonale zdają sobie sprawę, że problem dotyczy obu stron. Tzn. atakującymi są i kobiety i mężczyźni; niestety w większości są to faceci, a wynika to zwłaszcza z faktu, że jest na to ogólne społeczne przyzwolenie +/- w myśl zasady: musiała coś zrobić, żeby go sprowokować; sama się o to prosiła. To z kolei wynika z patriarchatu i poczucia facetów, że im wiele wolno, bo są mężczyznami. Podobnie jest z gwałtem: facet gwałci swą ofiarę żeby poczuć się lepiej, a nie dlatego, że ona go prowokowała.

    I żeby było jasne: nie jestem wojującą feministką.

    Może spójrz na sprawę inaczej: strona "obrywająca" nie zrobiła niczego, żeby druga strona faktycznie miała powody do stosowania przemocy (fizycznej, psychicznej, finansowej, emocjonalnej, seksualnej - od wyboru do koloru). Ta przemoc po prostu JEST, bo tak!

    OdpowiedzUsuń
  10. Izumi nie napisałaś nic nowego zwyczajowe stereotypy czyli przyzwolenie społeczne, patriarchat, machyzm. Jeżeli porównujesz z przemocą w domu, gwałt to oczywiście jest to podobne działanie tylko w takim razie czy z biciem dzieci jest podobnie, tzn. jest na to ciche przyzwolenie? Nie nie ma ale są różne inne czynniki przez które ludzie nie reagują. Temat poruszony przez Thurię zaczął się od niezauważania kobiet przez swoich partnerów i bardzo szybko zaczął oscylować w kierunku przemocy co jest lekkim wypaczeniem gdyż od olewania do przemocy droga daleka. Tak jak mówiłem wcześniej nie chce tego tematu ciągnąć bo możemy klepać go przez wieki i i tak nie dojdziemy do porozumienia, więc zakończę go tutaj już teraz podkreślając to co pisałem wcześniej. Nigdy jedna strona nie jest winna i nie ma takiej opcji a każdy przypadek jest inny. Stereotypy zaś powodują wypaczenie tematu i świadczą o tym, że nie zgłębiliśmy tego o czym mówimy. Same osobiste doświadczenia nie są zbyt reprezentatywne, sorry.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mogę nazwać się szczęściarą, jako że mój mężczyzna po 9 latach wsólnego życia zaskakuje mnie komplementami w najmniej oczekiwanych momentach i nie są one wydumane (tak myślę, bo oczy się mu świecą ;) )
    U nas jest tak, że to On namawia mnie na zakup czegoś nowego dla siebie, ciucha, kosmetyku .... a ja trochę skąpie na pierdółki dla niego, choć i dla siebie też bo nie przelewa się.
    Znam jednak pary w których facet doceni każdą inną kobietę a o swojej powie, że się zestarzała, że znowu kasę wydaje na kolejny ciuch, podczas gdy ona wcale nie szasta na zachcianki. Są też przypadki dam wydających dużo za dużo, są też panowie wydający na swoje np motory a żona chodzi w ciuchach otrzymanych w spadku, są też Panie narzekające na wygląd swych Panów....no poprostu mieszanka wieloskładnikowa. Jednak jeśli chodzi o przemoc to tylko jeden perzypadek znam kiedy to kobieta zarówno psychicznie jak i fizycznie znęcała się nad swoim mężem, a kilkanaście przykładów odwrotnych w tym kilka w mojej rodzinie. Jednak przemoc na jaką są narażone kobiety, moim zdaniem, wielokrotnie jest na ich własne życzenie, bo zamiast zostawić Uja w pissdu to siedzą z nim jak przywiązane przez 40 lat, mając wszelkie możliwości by dziada puścić. A przyzwolenie społeczne nie jest mitem tylko faktem. Chaotycznie piszę bo już do pracy mus lecieć i z jęzorem na wierzchu już jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bycie kobietą , nie tylko w Polsce, jest trudne. Trudne jest w ogóle bycie kobietą. Ot co! Bo jak można pogodzić pragnienie wiecznej adoracji, atencji,szarmancji z niezależnością, równouprawnieniem i samowystarczalnością. Pragnę wziąć w obronę mężczyzn/ ukłony w stronę Czarnego Ptaka, ma chłop charakter się nam przeciwstawić i walczyć o Swoje/. Dlaczego bronię mężczyzn, żeby było jasne, nie damskich bokserów lejących swoje kobiety , chlejących, lekceważących i pastwiących się psychicznie,ale tych którzy nie są w stanie za nami nadążyć.Skąd biedny mężczyzna ma wiedzieć,że my w danej chwili oczekujemy komplementów typu: " ale szczupło wyglądasz w tej sukience", skoro za chwilę usłyszy :"ale gruba jestem". I co on biedny ma powiedzieć? Postawmy się w jego roli i zrozummy wreszcie. W imię czego mężczyźni mają nam prawić komplementy, skoro sami ich od nas nie słyszą.Nie wierzę,że mężczyzna dopieszczany przez swoja kobietę , nie odpłaca się tym samym.Orjolka

    OdpowiedzUsuń
  13. Spoznilam sie:)) Ale z wypowiedzi Zante odnioslam wrazenie, ze glownie chodzi o "zle w lozku" a wiec seks, a tu sie narobilo dyskusji zupelnie nie seksualnej:))) Czarny ma racje, ten temat to temat rzeka i nie da sie go zakonczyc rozejmem:))
    Glownym bledem kobiet jest moim zdaniem fakt, ze nie mowia czego naprawde oczekuja, a skad niby mezczyzna ma wiedziec? No chyba, ze sie wyszlo za maz za jasnowidza, to problem rozwiazany. Ale nigdy nie rozumiem dlaczego kobieta mowi "jestem gruba" a w odpowiedzi chce uslyszec "jestes piekna i szczupla" To sie ponoc nazywa kokieteria, w moim slowniku to glupota. Zawsze mowie czego oczekuje i zachowuje sie tak zeby moj partner nie musial sie domyslac. I o dziwo nigdy nie jestem zawiedziona, nawet w lozku bo tam tez potrafie powiedziec czego mi potrzeba;))

    OdpowiedzUsuń
  14. Czyli co? Zakładamy, że mężczyzna to idiota, któremu trzeba palcem pokazać co i jak, bo on przecież nie wysili się i nie domyśli. No ja rozumiem, nie domyśli się tam gdzie domyśleć się nie można, tego nawet ja przy wsparciu Duch św. nie potrafię. Ale noż chyba może nie dołować swojej kobiety nawet jeśli nie bardzo wie jak powiedzieć jej coś miłego. 99% facetów wie, że kobitki potrzebują komplementów. I co? Jakoś po ślubie tajemniczo się kończą? Są osoby, które nie potrzebują żadnego wsparcia w słowach, żadnej akceptacji z cudzego podwórka, ale ile ich jest?

    Co zaś do wspierania i chwalenia mężów - oj, kobity nie popisują się i to bardzo. A już doprowadza mnie do szału - daj ja to zrobię lepiej - albo - ty nic nie potrafisz. No i jeśli zaczyna się to u mamusi, a kontynuuje to żonka, to potem mamy indywidua zalegające przed kanapą.

    Czarny, zestaw badań dotyczący przemocy domowej jest dostępny na wielu stronach netowych lub na uczelniach. Mam kilka opracowań popartych naukowo. A co zaś do doświadczeń - to na czym się opierać jak nie na nich. :) No i okrasić je wiedzą.

    OdpowiedzUsuń
  15. Orjolka, witam na moim blogu.

    Masz rację, że mówienie komplementów powinno działać w obie strony. Wiecznie popychany, poprawiany, sztorcowany mąż straci pewność siebie, a mając jeszcze fochowatą żonę gotową obrazić się za każde słowo krytyki (nawet na własną prośbę) woli milczeć niż się narazić. Można zacząć też analizować skąd się bierze w nas ta dziwna kokieteria? To dołowanie się bez ustanku. Jeśli założymy, że nasz osobisty mężczyzna widzi nas ciągle piękna, a my mu codziennie do łba kładziemy o swojej brzydocie, to w końcu stwierdzi, no coś jest na rzeczy. :) I masz babo placek. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. "Indywidua zalegające przed kanapą" - ciekawostka naukowa. Czemu nie na?

    OdpowiedzUsuń
  17. O ja gapa, przepraszam,że się nie przywitałam :)))
    Ale to zaangażowanie wzięło górę, a nie brak wychowania.
    Zatem witaj!
    Sądzę,że w dzisiejszych czasach sztuka konwersacji zanikła, a sztuka prawienia i odbierania komplementów , w szczególności. Dla nas kobiet, nawet jeśli jest coś oczywistą oczywistością, musi co jakiś czas mieć słowne potwierdzenie. Ja wiem, że najpiękniej dla takiego potwierdzenia,przeglądać się w oczach ukochanego mężczyzny, ale czasami powiedzieć,też coś może. Pamiętać jednak musimy,że nie dzieje się to samoczynnie, musimy same wziąć sprawy w swoje ręce i prowokować,słodko prowokować, no ale tak, aby się nie domyślił owej prowokacji.Osobiście wolę jak ten mężczyzna po prostu jest, przytuli się , pogłaszcze , uśmiechnie, niekoniecznie musi prawić komplementy, jeśli rzeczywiście nie czuje takiej potrzeby. Orjolka

    OdpowiedzUsuń
  18. Thuria, bo domyslam sie, ze o tych durnych idiotach ktorzy nie potrafia sie domyslic, to bylo do mnie:))) Widzisz ja nie lubie komplementow, a szczegolnie tych typu "ladnie wygladasz kochanie". Zakladajac, ze wiekszosc kobiet lubi i potrzebuje komplementow to co ma robic moj maz? Pierdolic od rzeczy to czego ja nie chce slyszec? Tak wlasnie dokladnie probowal robic na poczatku, bo "sie domyslal" ze ja jak wiekszosc kobiet chce to slyszec. To co mialam tego sluchac do wyrzygu i nie powiedziec?
    Jak idziesz do restauracji to zamawiasz to co TY lubisz czy jesz to co serwuja wszystkim? Tak samo moim zdaniem jest w malzenstwie. Nie wszystkie kobiety maja orgazmy na skutek takiej samej stymulacji, wiec po co sie dasac i byc nieszczesliwa, ze dupek nie potrafi zaspokoic, czy nie latwiej wytlumaczyc co dziala na moje wlasne cialo i byc kobieta spelniona i szczesliwa? Jak jestes zajeta w kuchni to wolanie "pomoz mi" nic nie da, ale konkretne "przestaw ten garnek", "wynies smieci", "obierz ziemniaki" na pewno zadzialaja, bo to sa prosby konkretne. Ale jak chcesz stac na srodku jak meczennica, zeby moc pozniej narzekac, to prosze wolaj "pomoz mi" na pewno nie doczekasz sie pomocy, ale za to bedziesz miala na co narzekac i o czym pisac na forach.

    OdpowiedzUsuń
  19. Stardust, no pewnie, że jeśli chodzi o to, że ja nie trawię komedii romantycznych, a on z uporem maniaka będzie mnie zapraszał na to do kina, bo wszystkie kobiety to lubią, to jasne, że nie mam sensu sugerować mu przez ogródek że ja nie lubię. Podobnie w seksie. Tu się zgadzam. No ale czy średniointeligentny facet widząc, że z kosza na śmieci wysypuje się i śmierdzi, nie ma na tyle rozumu by nie wynieść śmieci? Napisałam, że nie oczekuję domyślania się tam gdzie nie jest to w żaden sposób możliwe. No ale skoro wie, że jego partnerka lubi celebrować rocznice, urodziny, to chyba po ślubie jej nie przeszło.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja nie bardzo wiem co to jest "srednio inteligentny" wiem natomiast, ze przez moje wszystkie malzenstwa ani raz w zyciu nie musialam wyrzucac smieci. Czy to znaczy, ze moi mezowie byli ponad inteligentni?
    Podobnie jest z myciem naczyn, nawet teraz jak mam zmywarke, to sprzatanie stolu i pakowanie talerzy do zmywarki nalezy do Wspanialego. No ale ja te rzeczy egzekwowalam zawsze w jasny sposob, nigdy nie liczylam na to ze sie ktorys domysli. Jak nie wyrzucil smieci to najwyzej postawilam w drzwiach, zeby ich nie mogl nie zobaczyc. Ale tez nigdy nie wyrzucialm sama, bo po co mam sama tworzyc "wyjatki od reguly". Moi mezowie przezyli ze mna majac swiadomosc, ze ja czegos nie potrafie robic, co wcale nie musialo byc prawda, ale mnie bylo wygodnie zeby to oni robili. Jak sie koniecznie chce udowodnic, ze sie potrafi na rowni z mezczyna bawic hydraulika, albo i jeszcze lepiej niz on, to potem nie nalezy sie dziwic, ze on tego nie robi. Mezczyzni sa madrzy, jak ich o cos prosisz, to na wszelki wypadek wola spieprzyc zebys ich nigdy wiecej nie prosila. A ja? Ja nawet jak spieprzyl to sie ciesze, ze zrobil i juz mam jeden obowiazek mniej. Wcale mi nie zalezy na tym, zeby moj maz/partner czy chujwikto myslal, ze ja jestem superwoman. Nie jestem i nie chce byc, jak znajde sie w sytuacji koniecznej to bede. Juz bylam i radzilam sobie doskonale. To w takim razie po cholere w ogole wychodzic za maz, czy mieszkac z mezczyzna jak on ma byc tylko do ozdoby. Ja np. nie rozumiem kobiet, ktore piora prasuja swoim partnerom ciuch, a jeszcze sa tez takie, ktore kupuja, bo on sam nie potrafi. Pewnie ze nie potrafi najpierw mial glupia matke, pozniej sie ozenil z idiotka i po co on sie ma wysilac?
    Najwiekszy komplement jaki w zyciu uslyszalam od mezczyzny to ze "moglby mnie sluchac do konca zycia" :))))) Super komplement, bo ja sama bym nie wytrzymala sluchac tego co mi sie wylewa z glowy za pomoca ust:))))) A on chcial:)))
    TO jest komplemnet, albo drugi w wydaniu Wspanialego, ktory powiedzial, ze "on przy mnie jest tylko wyksztalconym idiotom, ale inteligencja mi nie dorownuje" To sa komplementy, ktore mozna uslyszec raz w zyciu i sie pamieta:))) To ze ladnie wygladam, to ja wiem, po cholere mi to slyszec od kogos;))

    OdpowiedzUsuń
  21. Sorry, ponioslo mnie wiec przepraszam za te glupia matke i zone idiotke. Wyreczanie mezczyzny w prostych robotach i dbaniu o siebie jest kwestia wyboru. Tylko naprawde nie rozumiem dlaczego kobiety, ktore dokonaly takiego wyboru narzekaja.

    OdpowiedzUsuń
  22. Narzekają po pewnym czasie Star. Kiedy już nie dają rady, a mężczyzna nie dość że nic nie robi, to jeszcze wymaga! No bo moim zdaniem powinna być zasada: robisz - wymagasz, nie robisz - siedź cicho. No jak się ma czuć mąż kiedy wraca z pracy, a żona (niepracująca) siedzi na necie, dzieci biegają samopas, obiad biega po łąkach, a podłoga sie klei. I sorry ale nie ma to nic wspólnego z niewolnictwem. Jeśli byłoby odwrotnie - żona pracuje mąż zostaje w domu i nie jest obłożnie chory, to dlaczego nie miałby ogarnąć chaty i dzieci. I to kurna nie jest zasługa, tylko normalny obowiązek wynikający ze wspólnego mieszkania.Czy mieszkając ze współlokatorem też zostawiał/zostawiałaby taki gnój? Nie sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  23. Thuria, wiem ze glownie narzekaja (obie strony) jak juz nie daja rady, ale wlasnie tu wychodzi brak biezacej komunikacji. Dlaczego czekac, az padne na siekacze, zamiast wczesniej ustalic obowiazki. Oczywiscie, ze jak kobieta nie pracuje, to wiadomo, ze sprzatanie, pranie i gotowanie w jakims sensie powinno byc jej obowiazkiem. Ale juz powazne zakupy moglby zrobic mezczyzna, bo to wiaze sie z dzwiganiem, nawet jesli po zakupy jedzie sie samochodem, to jednak zaladunek i rozladunek to dzwiganie. Wielokrotnie slysze/czytam o skarpetach rzuconych gdzies tam i sprzatnietych przez kobiete. Dlaczego? Ja bym tych skarpet nie sprzatnela, tylko najpierw poprosila, a pozniej nakazala, zeby reka nosiciela trafily tam gdzie trzeba. To juz prosty szacunek do drugiego czlowieka. Ale jak raz sprzatniesz i ci korona z glowy nie spadla, to taki facet mysli, ze mozesz to robic zawsze. To sa proste relacje przyczynowo skutkowe.
    Druga sprawa ilez to razy w okresie narzeczenstwa ustawiamy sie na pozycji sluzacej. Ach bo Xxxx przyjdzie, to ugotuje to co on lubi, a jeszcze ciasto upieke, podam, posprzatam i nie daj buk nie pozwole zeby sie fatygowal z pustym talerzem do zlewozmywaka.
    Tak robimy, sama tak robilam kiedys dawno temu i w ten sposob przyzwyczajamy, ze uslugiwanie im jest nasza przyjemnoscia, bo przeciez kochamy wiec lubimy "troche" rozpiescic. Tylko granica miedzy "troche" a calkowitym rozbisurmanieniem jest bardzo cienka i zanim sie zorientujemy to juz zostala przekroczona.
    Ja przyszlam po rozum do glowy dopiero w trzecim malzenstwie:))) Ale w zasadzie przyszlam do glowy wczesniej na tyle, ze sie potrafilam rozwiesc jak mi bylo zle. Nie tolerowalam, nie narzekalam, tylko poszlam w pizdu:) Bo nie zgadzalam sie na takie a nie inne traktowanie, mimo, ze jak pisalam wyzej, zmywali naczynia i wyrzucali smieci, ale byly inne problemy. Jak poznalam Wspanialego to juz wiedzialam, ze bedzie tak jak ja na to sama pozwole. Nie dogadzalam a wrecz przeciwnie kiedys jak przyjechal z wizyta to na obiad byl sloik salsy i chipsy. Nie umarl. Dzieki tym chipsom i salsie do dzis moge miec na obiad sery z owocami. Pracujemy oboje, on wie, ze ja nie nawidze sprzatania i raczej wydam ostatni grosz na sprzataczke niz sama wezme odkurzacz w reke. Poniewaz on jest z tych bardziej rozsadnych finansowo i napomknal o zrezygnowaniu ze sprzataczki, na co ja tylko spojrzalam z przerazeniem w oczach, wiec natychmiast dodal, ze on bedzie sprzatal. I sprzata, ja moge cos lekko ogarnac, zeby to jego sprzatanie dluzej utrzymac, ale nigdy nie sprzatam. Jest jedna rzecz ktorej on w czasie sprzatania nie robi, jest bardzo dokladny, ale nigdy nie myje uszczelki na dole drzwi prysznicowych. Ale ja nie narzekam, nie przypominam, nie wytykam, ze to trzeba tez umyc, tylko jak on skonczy sprzatanie to ide do jednej pozniej drugiej lazienki i za zamknietymi drzwiami biore szmate i jednym ruchem myje te uszczelke. Robie tak, bo wiem, ze wytykanie mu tego i narzekanie mogloby mnie duzo wiecej kosztowac:)) Moglby w koncu powiedziec "ooo to jak wiesz lepiej to sama sprzataj" a tak ja jestem zawsze szczesliwa jak on posprzata, zawsze dziekuje i cmokam a on jest zadowolony ze odwalil kawal dobrej roboty. I zeby bylo jasne, nie dziekuje w sensie holdu dziekczynnego, u nas po prostu jest taki zwyczaj, ze dziekuje sie za wszystko i zawsze. Mysle, ze w normalnych warunkach jesli nie mamy do czynienia z jakims wypaczeniem to te sprawy sa do ustalenia. Oboje partnerzy sa doroslymi ludzmi i jak cos trzeba zrobic to sie po prostu robi i nie wazne kto. Jak facet nie pracuje, to on powinien robic prace domowe.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kryste!!! Zamiast komentarza to cala notke napisalam:)) A jeszcze bylo wiecej tylko mnie blogspotek dal po lapach, ze za duzo, wiec wklejam tutaj:

    Dawno temu moja kolezanka chciala mnie wyswatac z kolega sowjego meza. Waldus byl przystojny tak ze na jego widok majtki same spadaly, ale co z tego jak kiedys w rozmowie powiedzial, ze on nie moze obierac ziemniakow bo go piasek laskocze. Pomijajac fakt, ze tutaj sie kupuje juz myte ziemniaki wiec nie wiem skad ten piasek, ale powiedzialam mu, ze przeciez moze sie smiac i obierac. Jeszcze cos glupiego walnal i powiedzialam mu, ze dla neigo najlepsza kandydatka na zone bylaby moja babcia, ale ona juz niestety nie zyje. To bylo ostatnie podejscie Waldusia do randkowania ze mna:))

    OdpowiedzUsuń
  25. Walduś wymiata! Widzisz Stardust, Ty potrzebowałaś 3 małżeństw. Niektórzy nie mają takiego szczęścia i Twojej asertywności. Jesteś przykładem, że jak się chce to można. Pod warunkiem, że drugiej stronie też zależy na zmianach.

    OdpowiedzUsuń
  26. Thuria, ale ja zawsze zylam w imie zasady, ze jak wejde w gowno, to owszem jest przypadek, ktory kazdemu sie moze zdarzyc, ale juz fakt czy tkwie w tym gownie zalezy ode mnie:)) To JA sie rozwodzilam, ja bralam zycie w swoje wlasne rece a nie szukalam powodow dla ktorych "moze lepiej siedziec na dupie". Wszystko co mam zawdzieczam tylko sobie. Mam tu na mysli szczescie, bo nic materialnego nie posiadam, ale tez nigdy nie bylo to moim celem:))
    Masz racje zmiany wymagaja wspolpracy obu stron, ale jak druga strona nie chciala wspopracowac, to ja nie robilam z siebie meczennicy tylko zabieralam dziecko i szlam dalej, bo wazniejsze jest MOJE zycie. Zreszta Ty tez to znasz.

    OdpowiedzUsuń
  27. No wiesz, jak jedna strona mówi "mój, moja, moje" i druga tak samo, to nie ma zmiłuj, będzie coraz gorzej. I trzeba mieć oczywiście odwagę i wewnętrzną siłę, a także czasami głęboko w dupie wszelkie konwenanse i tzw. zasady życia społecznego by pieprznąć to wszystko w diabły. Oczywiście zakładam, że nie chodzi o patologie, znęcanie się psychiczne i fizyczne, alkoholizm itd. Bo tutaj jakby tkwienie w chorym związku obraca się w końcu przeciwko stronie uległej.

    A wiesz, podrzuciłaś mi pomysł na nowy wpis. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Patologia to juz zupelnie inna para kaloszy. Nigdy nie przezylam zadnej przemocy fizycznej, bo tego sobie jakos nie potrafie wyobrazic, chociaz wiem, ze istnieje. No ale sa kobiety, ktore w tym tez tkwia i bardzo czesto z obawy o nowe i nieznane.
    Jak juz podrzucilam Ci ten pomysl, to teraz sie bede upominac o nowa notke:))

    OdpowiedzUsuń