czwartek, 9 czerwca 2011

Do Czarnego Ptaka ....

Napisałam komentarz pod tym wpisem: http://exterminator.blog.onet.pl/pozytywno-optymistyczna-samooc,2,ID427710349,n i niestety Wielki Cenzor Onet uznał, że szlachetne słowo dupa za zbyt wulgarne, niegodne oczu i uszu Czarnego Ptaka. O dzięki Ci Wielki Onecie obrońco dusz wrażliwych, który w komentarzach do swoich artykułów dopuszczasz ksenofobiczne, rasistowskie, homofobiczne, seksistowskie, nietolerancyjne komentarze wszelkiej maści trolli, mających w owej czarnej, najczarniejszej dupie zasady ortografii, stylistyki, nie mówiąc o kulturze, bo o tą żadnego trolla nie posądzamy. 

No, ale ja nie o tym. 

Czarny Ptaku, szanowni komentatorzy, nie rozumiem co Was szokuje w zjadaniu przysmaków o jakich piszecie. A czymże różnią się owe dziwactwa do naszej zgniłej kapusty, skisłych ogórków, flaczków, głowizny, czy móżdżku z jajkiem lub czerniny? A karp długo głodzony w chlorowanej wodzie domowej wanny, tłuczony młotkiem po łbie? W większości dania owe są daniami lokalnymi, etnicznymi. Jest tego całe mnóstwo: podawane w kazachskim domu najważniejszym gościom baranie oczy, wysokobiałkowe larwy owadów w miejscach gdzie o pełnowartościowe białko zwierzęce bardzo trudno. Owe zarodki kacze czy kurze to filipiński przysmak, uważany za afrodyzjak. Przecież nawet nasz, czy też niemiecki salceson może budzić przerażenie u co wrażliwszych. A szkocki haggis? Eskimosi karmią swoje dzieci wątrobą zabitej foki. Jest świeża, zdrowa, ciepła. Nas to szokuje, u nich to normalne.

Moda idzie z Ameryki? No a skąd ma iść? Ameryka to tygiel wielu kultur. W monokulturowych jednolitych społeczeństwach potrawy te ni budzą szoku, bo są oswojone. A tam w zetknięciu z ową wielokulturowością, otwarciem, każdy zobaczyć, spróbować, doznać czegoś nowego. Z Polski, by spróbować chińskich gniazd, trzeba ruszyć tyłek na tysiące kilometrów. Poza tym, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Pozostaje jeszcze pogoń za tanią sensacją. I wywlekanie wszystkiego co w jakikolwiek sposób odbiega od zachodniego wzorca kultury jako dziwactwa. Dla kultury japońskiej to my jesteśmy dziwakami. Trzeba o tym pamiętać. 

Niestety jedyną fatalną rzeczą jest dorabianie do tego jakiejś wydumanej ideologi o wyższości mięsa zwierzyny w stanie przedagonalnym nad zwyczajnym. Oczywiście to totalna bzdura. O ile bazuje to na jakimś wielowiekowym stereotypie jakiejś kultury, co jeszcze można jakoś tam uznać, to już robienie tego dla kasy i poklasku jest żałosne. Po pierwsze, już dawno smakosze świata i naukowcy dowiedli, że na smak mięsa zmienia cierpienie zwierzęcia, hormony stresu wyrzucane do krwiobiegu. Dlatego nie ma sensu kulinarnego kupowanie żywego karpia przed wigilią, głodzenie go w wannie i nieudolne zabijanie na kuchennym stole. A jeśli jak twierdzą stworzonka nie czują bólu to przepraszam w jaki sposób miałby zmienić się smak mięsa? 

Coś co kiedyś było przysmakiem biedaków: kaszanka (Polska), głowa wołu (Argentyna), kogucie grzebienie (Włochy), kurze łapki (Chiny) dziś wchodzi na salony. Co spowodowało nobilitację tych potraw? :) 


1 komentarz:

  1. Wkleiłem do siebie Twój komentarz i pokrótce odpowiedziałem, napisałaś całą notkę więc gdzie mi się równać do Ciebie :))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń