wtorek, 26 lipca 2011

Brak...

Bezustanna walka rozumu z uczuciami. Rozum swoje, a uczucia swoje. Rozum racjonalizuje wszystko, porządkuje, układa w kolejności od najważniejszego, stawia w szeregu, pokazuje właściwą perspektywę, pozbawia złudzeń, wylewa kubeł zimnej wody, ujawnia nagą prawdę. A uczucia krzyczą: Nie! Mamy kompletnie w dupie co nam mówisz! Najważniejsze jesteśmy my: poczucie bezpieczeństwa, miłość, możliwość realizowania się, spalania w czymś wyjątkowym, a reszta świata niech się zajmie sobą. Inni maja gorzej? No mają, na ile możesz pomagaj, ale inni też mają lepiej, dlaczego do nich nie równać? Czy pragnienie kochania i bycia kochanym jest czymś złym? Czy smutek i żal z powodu braku tego elementu w życiu jest ujmą na honorze? Czy kochanie siebie ma zastąpić kochanie kogoś? To jakaś bzdura. Można i trzeba być dla siebie dobrym, wystarczająco dobrym, ale nic nie zastąpi uczucia zakochania, poczucia bycia ważnym dla kogoś.

Przychodzi taka pora, kiedy nie żądasz niczego. Ani ust, ani uśmiechu, ani miękkich ramion, ani oddechu jej obecności. Wystarcza, że ONA jest. 
A. de Saint-Exupery

Dlatego samotność tak boli. Dlatego strata tak boli.

Autor: Bagiński

piątek, 22 lipca 2011

Mam awarię elektryczną!

Ogłoszenie z gumtree (zachowana pisownia oryginału):


"wymienię umiejętności  z kobietą która ma jakąś awarię elektryczną instalacyjną,drobny remont na wiadomo co, on 32 jeśli nie wiesz o co chodzi poprostu nie pisz"

poniedziałek, 18 lipca 2011

Noblista gej? Who cares?!

Stan Kalifornia w USA wprowadził do programu nauczania w szkołach konieczność podkreślania wkładu mniejszości seksualnych w rozwój Stanów Zjednoczonych.

O ile rozumiem, że podkreślanie narodowości w różnych osiągnięciach da się przełknąć, ale co ma do rzeczy kryterium orientacji seksualnej? Jaki ma wpływ miłość do chłopców czy dziewczynek na osiągnięcia w dziedzinie np. architektury czy fizyki? Paranoja!

Jeśli ma to zapobiegać dyskryminacji to chyba nie tędy droga. Przecież to jeszcze większe podkreślanie i stygmatyzowanie takich osób.

Księżyc

Księżyc wzeszedł dziś wielki jak twarz prezesa, bijąca po oczach z każdego bilbordu. Obaj patrzą na mnie smętnie: jeden poddany retuszowi fotoszopa, drugi chmur. I nijak nie wzbudzają pozytywnych emocji. 

Pani D. rozsiadła się na dobre. Ma bardzo perfidny sposób dobijania mnie. Dziury nie zrobi a krew wypije. Szczęście, że chemia w moich żyłą krąży sobie jak dym w płucach palacza i pozwala zachować resztki jasności umysłu. Bo to jest tak: wielu spośród moich znajomych ma realne problemy życiowe, problemy, które ani prosto ani łatwo rozwiązać się nie dadzą, a czasami nie dadzą rozwiązać się wcale i sprawiają ból. Prawdziwy ból duszy. Chciałabym im pomóc i pomagam na ile mogę i umiem, choć czasami niewiele mogę i potrafię. Ale przeżywam ich kłopoty, bo mi na nich zależy. 

A ja? W mojej duszy czerń. Ból. I też czuję się do dupy, chociaż moje problemy nie wydają się aż tak ciężkie i nierozwiązywalne. Ba, nawet wiele rzeczy się zdarzyło, które powinny mnie wprawić w zadowolenie, radość, a nawet euforię. Tylko, że nie wprawiają. Nic nie czuję. A w zasadzie wiem, że powinnam się cieszyć, być zadowolona - tak nakazuje rozum i przyzwoitość wobec innych ludzi. Ale tak nie jest. I czuję się jeszcze gorzej. Bo ja mam "tylko" takie problemy, a oni mają większe. Oczekuje się ode mnie, że będę chodzącą radością życia, a ja nie cieszę się i wpadam w poczucie winy. I jest jeszcze gorzej. Czy rozumiecie absurdalność tej sytuacji? To właśnie jest Pani D. Generuje we mnie uczucia, których nie chcę. Pozbawia mnie uczuć, których pragnę.

źródło: internet

sobota, 9 lipca 2011

Prawda jak ziarno wysypana na tory...

Po lekturze pewnego portalu zastanowiły mnie pewne stwierdzenia w nim zawarte.

- Kobieta dostaje domek do zabawy i swoje ciało jak lalkę do ubierania i dbania, a wzorce są jej podrzucane w mediach i reklamach. Ma je upiększyć, zadbać o nie, skupić się na tych rzeczach, bez oglądania się na cokolwiek innego. Ciągłe dbanie o bycie piękną i doskonałą zajmuje jej wystarczająco dużo czasu, tak że nie zostaje miejsca w jej skromnym rozumku na rzeczy doniosłe, ważne a zatem zarezerwowane dla mężczyzn.

- Kobieta jak dziecko nie może mieć zmarszczek, wyprysków, owłosienia, rozszerzonych porów, siwych włosów, zwiotczeń. Jeśli się pojawią należy natychmiast je zlikwidować wszelkimi dostępnymi sposobami, co zajmuje wystarczająco dużo czasu i pieniędzy, tak iż staje się to samo napędzającą machiną. A przecież natura jest silniejsza i wszystko to i tak wyjdzie na wierzch i powróci. A kobieta niech się zamie nieustannym malowaniem, poprawianiem, zabawą kredkami i farbkami jak przedszkolak, poważne rzeczy zostawiając dorosłym czyli mężczyznom, którzy nie maja tak idiotycznych problemów i nie muszą się nimi przejmować.

- Na reklamach podpasek płyn zastępujący krew menstruacyjną jest niebieski, delikatny pozbawiony wszelkich naturalnych cech właściwych krwi. Podobnie w wielu innych sprawach rzeczy naturalne zostały uznane za obrzydliwe, wyparte z codzienności, a ludzie nimi naznaczeni są izolowani i odpychani. Naturalne odruchy stały się słabością, którą za wszelką cenę należy wyrugować i zepchnąć do podziemia. Współczesny człowiek: nie sika, nie oddaje kału, nie wymiotuje, nie marszczy się, nie starzeje, nie zapomina, nie ma miesiączki, nie choruje, nie brudzi się, nie poci, nie pachnie. Cały przemysł powstał by wszystkie te czynności odczłowieczyć, nadać im wymiar nieomal pozarealny, jakiś taki z kosmosu. 

Tego typu działania sprawiają, że wiele dziewcząt i kobiet nienawidzi swojego ciała, bo jest ono ludzkie.  A chłopcy i mężczyźni potęgują to uczucie dziwiąc się głośno i żądając, by kobieta była taka jak z reklam. Gładka, idealna, bezproblematyczna, posłuszna, nieabsorbująca. A jeśli taka nie jest, jest czarną owcą - nie wpisująca się w schemat i stereotyp, wynaturzeniem, wybrykiem natury, męczącym osobnikiem, którego należy zdeprecjonować i nadać mu etykietkę dziwadła, głupiego nieszkodliwego dziwadła. 

Czy w tych stwierdzeniach jest tylko ziarnko, czy cały wagon prawdy?