Księżyc

Księżyc wzeszedł dziś wielki jak twarz prezesa, bijąca po oczach z każdego bilbordu. Obaj patrzą na mnie smętnie: jeden poddany retuszowi fotoszopa, drugi chmur. I nijak nie wzbudzają pozytywnych emocji. 

Pani D. rozsiadła się na dobre. Ma bardzo perfidny sposób dobijania mnie. Dziury nie zrobi a krew wypije. Szczęście, że chemia w moich żyłą krąży sobie jak dym w płucach palacza i pozwala zachować resztki jasności umysłu. Bo to jest tak: wielu spośród moich znajomych ma realne problemy życiowe, problemy, które ani prosto ani łatwo rozwiązać się nie dadzą, a czasami nie dadzą rozwiązać się wcale i sprawiają ból. Prawdziwy ból duszy. Chciałabym im pomóc i pomagam na ile mogę i umiem, choć czasami niewiele mogę i potrafię. Ale przeżywam ich kłopoty, bo mi na nich zależy. 

A ja? W mojej duszy czerń. Ból. I też czuję się do dupy, chociaż moje problemy nie wydają się aż tak ciężkie i nierozwiązywalne. Ba, nawet wiele rzeczy się zdarzyło, które powinny mnie wprawić w zadowolenie, radość, a nawet euforię. Tylko, że nie wprawiają. Nic nie czuję. A w zasadzie wiem, że powinnam się cieszyć, być zadowolona - tak nakazuje rozum i przyzwoitość wobec innych ludzi. Ale tak nie jest. I czuję się jeszcze gorzej. Bo ja mam "tylko" takie problemy, a oni mają większe. Oczekuje się ode mnie, że będę chodzącą radością życia, a ja nie cieszę się i wpadam w poczucie winy. I jest jeszcze gorzej. Czy rozumiecie absurdalność tej sytuacji? To właśnie jest Pani D. Generuje we mnie uczucia, których nie chcę. Pozbawia mnie uczuć, których pragnę.

źródło: internet

Komentarze

  1. Wiesz, i tak jesteś dzielna. Moja Przyjaciółka jest teraz na wakacjach u znajomych i mieszka tam u swojego kuzyna. Kuzyn ma ex-żonę, a ex-żona ma swoją własną panią D. Jako że kuzyn jest odpowiedzialnym ojcem, co tylko jego ex zadzwoni, że się czuje słaba, kuzyn zrywa się z pracy i odbiera dzieci ze szkoły czy przedszkola. Dzieci praktycznie mieszkają u niego.
    A jego ex z tego wszystkiego straciła pracę, żyje na utrzymaniu rodziców i byłego męża.
    Wiedząc, że chodzi o tę samą chorobę, podziwiam Ciebie, że się nie poddajesz i działasz a jeszcze masz serce dla innych.
    Czasem uczucia i myśli podążają sobie tylko znanymi szlakami. Tak naprawdę nikt nie wie, po co i w jakim celu.
    Może u Ciebie jest tego jakiś głębszy sens i cel, tylko jeszcze tego nie wiesz.
    Ściskam i tulę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta sama Pani D. ma wiele twarzy. Od bardzo ciężkich wersji, do lżejszych, aż po stany przewlekła zwane dystymiami. Dobrze, że w opiece nad dziećmi ex-żona kuzyna może na niego liczyć. Mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy ją potępiać, bo to jakby potępić cukrzyka. Tylko czy ona się leczy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Promyki słońca, nadzieją są promyki słońca....
    czasem się czuje śmieszna z tymi moimi promykami, ale jednak wierzę.
    Krok po kroku, powoli do przodu i zapisywać na kartce momęty złotych przebłysków na niebie.
    Pamięć ludzka bywa ulotna - trzeba blask i tęczę zapisywać.

    Księżniczka

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Skorpion i żaba - jeszcze raz o psychofagach.

40 sposobów na gorsze życie