piątek, 5 sierpnia 2011

Spacerkiem po Urzędowie...

Wędrówka po urzędach zakończona pełnym sukcesem - bez kolejek i bredni wygadywanych przez idiotów w okienkach. 

No może poza Panią z ZTM, która nijak pojąć nie mogła, że ktoś może nie być zorientowany w zawiłościach biletowo-sieciówowo-liniowo-schematowych i bladego pojęcia nie ma jak to się pozmieniało od czasu, jak korzystał w czasach młodości z transportu miejskiego, a i przy tym w innym mieście, bo przeca nie wszędzie musi być tak samo. Swoje oczywistości wypowiadała tonem "jak do idioty" oraz "a-czego-mi-tu-pani-dupe-zawraca", aż obrzydły mi tramwaje i autobusy do cna i to nie z powodu ścisku i smrodu w nich panującego. Gdyby nie to, że i tak muszę kupić bilet sieciowy, a do tego konieczna jest KOMkarta z moją facjatą dałabym se spokój - trudno jednak potuptam do okienka licząc na inną zmianę i milszą panią. Mam dobry humor, biorę ja na klatę.

Moja klata ocalała. Idąc popołudniu do ZTM na ramię spadło mi ptasie g...o. Ale nic to. Wytarłam i pognałam do walki o bilet. Pani na drugiej zmianie była dużo bardziej pomocna i milsza. Wracając do domu pochmurne niebo obdarzyło mnie sowitą ulewą. Bluzka pięknie się uprała :) po guanie śladu nie było. Schowałam się pod balkonem i największe natężenie przetrwałam jakieś 300 m od domu. Miałam do wyboru, albo zostać miss mokrego podkoszulka - tylko gabaryty nie te i grawitacja pokonała moje wypukłości i ktoś mógłby wziąć mnie za uciekiniera z fokarium - słonia morskiego. Nie zaryzykowałam. Poczekałam grzecznie. Ale potem to co przeczekałam uzupełnili kierowcy przy przejściu dla pieszych. No bo dlaczego podczas ulewy mają nogę z gazu zdjąć i przy skręcie na warunkowym w prawo spokojnie obok pieszych przejechać? A skąd, trzeba gazu dodać, ja mam sucho, oni są i tak mokrzy, to różnicy i parę hektolitrów nie zrobi brudnej brei. Po dotarciu do domu i ja, i pies przypominaliśmy dwie mokre ścierki, kudy nam do romantycznych skąpanych w deszczu nimf. Chart w 5 minut stracił jakieś 15 kilo tak mu futro oklapło, a ja ... no cóż w moim wieku dbać należy o fasadę tak jak i o wnętrze i nie dopuścić do zalania. Ubezpieczenia na renowację nie dostanę. :)

4 komentarze:

  1. U nas dziś trochę padało, a teraz już schnie.
    A ja zaglądam wszędzie i szukam po piwnicy, czy nie ma nowych zacieków.
    Załatwianie formalności pochłonęło mi też wczoraj niepotrzebnie pół godziny. A czeka mnie jeszcze jedna wizyta w urzędzie celem odebrania zamówionej decyzji o podatku gruntowym, której nie dałam rady odebrać jako poleconego w odpowiednim czasie!
    pozdrawiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
  2. W pewnych kulturach, narobienie przez ptaka na człowieka uznawać należy za zapowiedź szczęścia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Guano zazwyczaj przynosi szczęście, zaznaczam, że zazwyczaj :) aczkolwiek znam przypadki kiedy nie przyniosło. By the way rozumiem, że sprawy załatwiłaś pozytywnie więc ochlapanie breją i zmoknięcie nie jest aż tak upierdliwe. Nieprawdaż? Kończąc, sama sobie odpowiedz, czy miałaś szczęście czy raczej nie :))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. No i pięknie! Nawet order otrzymałaś!!! Co prawda się "sprał", ale i tak nie nosiłabyś go dumnie na piersi ;-)))))))
    Kocham załatwiać sprawy urzędowe, tak samo jak kocham służbę zdrowia - państwową, gwoli ścisłości.

    OdpowiedzUsuń