niedziela, 18 września 2011

Tresura

Blizny nadal bolą. Myślałam, że dusza już oczyszczona, a to jedynie muł opadł na dno i niewielkie zmącenie powoduje, że unosi się na powierzchnię i zanieczyszcza duszę szlamem i brudem.

Wieczorem idąc na spacer z psem usłyszałam kłótnię okołoalkoholową, z mieszkania na piętrze, w domu niedaleko mojego. Przez okno wylatywały wyrzucane męskim głosem wszelkiego rodzaju inwektywy najcięższego kalibru, groźby karalne i obietnice jak najbardziej mające pokrycie w pięściach i posturze, skierowane ku drugiemu osobnikowi płci męskiej. Wtórował mu dyszkant kobiecy usiłujący powstrzymać przekucie słów w czyny. I najwyraźniej również własnym ciałem zasłaniający narażonego na słowne i fizyczne ciosy. W sumie sytuacja niemal co weekendowa kiedy okoliczni mieszkańcy mojej dzielnicy w sobotni wieczór rozluźniają swoje ciała i dusze pokaźną dawką alkoholu. A mimo oddalenia (kilka pięter, podwórko), mimo tego, że byłam tylko bezimiennym spacerowiczem z psem, moje ciało sprężyło się całe jakbym to ja miała otrzymać te wszystkie razy, krew zaczęła krążyć intensywnie przez skurczone adrenaliną tętnice. Mózg opanował atawistyczny lęk: uciekać, schować się, skulić. Zmysły wyostrzyły się przygotowując się na przewidywanie ciosów, uniki, obronę. Jak zaszczute wytresowane zwierzę. 

Nadłożyłam drogi wracając, zanurzyłam się w ciemność zaułków, w które nigdy nie odważyłam się zapuścić, byle nie spotkać się z kipiącą lawą agresji, która zdążyła wypłynąć na podwórko. Szybkim krokiem, pod murami, jak szczur przemykając, żałowałam, że cholerny pies jest biały. Żeby tylko mnie nie zauważyli, żeby tylko nie pomyśleli, że ich podglądam, że czegoś chcę, że coś widzę, że oceniam, że...

Serce mocno biło jeszcze po dotarciu do domu. Czy ten strach nigdy mnie nie opuści? Czy zawsze będę reagować jak maltretowany pies na podniesioną rękę, chociaż to już nie jest ręka pana?

Ja była żona alkoholika.

wtorek, 6 września 2011

Czas i ogórkowa

Przekonuję się boleśnie, że posiadanie wrażliwej duszy, życia emocjonalnego głębszego niż fejsbukowe i przeżywania stanów myślowych wykraczajacych poza banalną frazeologię kolorowych tabloidów i pseudopsychologicznych czasopism ślizgających się po wierzchniej warstwie ludzkich przeżyć jest bardzo passé i nieżyciowe.
Nie należy zbyt długo rozpaczać nad przeszła miłością, nie wolno przezywać straconych przyjaźni. Należy szybko zastąpić je nowymi. Nowe fascynujące przeżycia, szybko, już teraz. Czas. Teraz czas stał się wrogiem. Wszystko musi być zrobione szybko, a co za tym idzie powierzchownie. Mężczyznom przestało się chcieć wysilać. Czy to szukajac nowych zwiazków, czy to w małżeństwie. Już za samo bycie mężczyzną oczekują hołdów. Kobiety szukajac nowych wrażeń stają się przesadnie roszczeniowe nie dając nic w zamian: chce być jednocześnie feministką i utrzymanką. Nikomu nic się nie chce. Bo po co. Wszystko co się znudzi można zastąpić czymś lepszym, czymś co mile połechce próżność. Nie ma ludzi niezastąpionych. Gadżety na wymianę. Nowsze, lepsze bardziej dizajnerskie. Wielka wymiana ludzi i uczuć w każdym sezonie.
Bo przecież kontakt z tą samą osobą od lat jest nudny. Bo ludzie się nie zmieniają. A to błąd w założeniu. Zmieniają się.
Jeśli chcą. I czują potrzebę, nie tylko dla siebie , dla innych, jeśli im zalezy. I za każdym razem może być inaczej. Za każdym razem może być ciekawie. Bo może znienawidzona ogórkowa może zacznie smakować. Tylko wystarczy zmienić przyprawy.