poniedziałek, 31 grudnia 2012

2012//2013




Jak co roku nie czynię, żadnych postanowień, żadnych obietnic i żadnych przyrzeczeń. Osoba, która ma silną wolę i chęć dotrzyma postanowienia danego w każdym czasie i porze. I taka chciałabym być i nad tym pracuję. Rok 2012 nie był najgorszy i oby następny nie zawiódł mnie. Nie podłożył nogi. A z resztą sobie poradzę, choć samotnie czasem ciężko.



A czego sobie życzę na nowy rok 2013. Spokoju serca. By na pustyni mego serca skończyły się już burze. Nie oczekuję, że nagle spadnie deszcz i pustynia rozkwitnie na nowo. Nie rozkwitnie, bo żyznej gleby już nie ma. Ale przecież pustkowie też tętni życiem. Może głębiej, może pod osłoną nocy. Rozkwitają oazy przy źródłach. Jeśli tylko burze ustaną. I znajdą się wtedy nomadowie, którzy pokochają pustynię taką jak jest. Trudną do pokochania, ale wierną, piękną, niebezpieczną w swojej urodzie, lecz na pewno nie nudną. 

A czego Wam życzę? Również spokoju serca - w Waszym wymiarze. 

Thuria

Marina and the Diamonds

Muzyka świetna i ten tekst! Mocne. Jak wszystko z jej płyty. Marina and the Diamonds

Bubblegum Bitch

Got a figure like a pin-up, got a figure like a doll.
Don't care if you think I'm dumb, I don't care at all.
Candy best, sweety pie, wanna be adored.
I'm the girl you die for.
I chew you up and I spit you out,
'Cause that's what your love is all about.
So pull me closer and kiss me hard,
I'm gonna pop your bubblegum heart.


I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love, steal me with a kiss.
I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.

Uh-oh, uh-oh, uh-oh, Uh-oh, uh-oh, oh.

Queentex, latex, I'm your wonder maid,
Life gave me some lemons, so I made some lemonade. 
Soda pop, soda pop, baby here I come 
Straight to number one 

Oh dear diary, I met a boy,
He made my dull heart light up with joy.
Oh dear diary, we fell apart,
Welcome to the life of Electra Heart. 

I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love, steal me with a kiss.
I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.

I think I want your, your American tan, 
I think you're gonna, be my biggest fan.

I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love, steal me with a kiss.
I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.

I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love,
Steal me with a kiss.
I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.
--------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam figurę jak dziewczyna pin-up, mam figurę jak lalka.
Nie obchodzi mnie, że myślisz, że jestem głupia, 
W ogóle mnie to nie obchodzi. 
Najlepszy cukierek, słodziutki, chcę być uwielbiana. 
Jestem dziewczyną, za którą będziesz gotów umrzeć.

Przeżuję cię i wypluję, 
Bo o to chodzi w twojej miłości. 
Więc przyciągnij mnie do siebie i pocałuj mocno, 
Mam zamiar rozerwać twoje słodkie aż do mdłości serce. 

Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Zdobądź mnie swoją słodką miłością, ukradnij mnie pocałunkiem. 
Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Będę słodką aż do mdłości suką, 
Będę słodką aż do mdłości suką. 

Queentex, lateks, jestem twoją pokojówką,
Życie dało mi kilka cytryn, więc zrobiłam z nich lemoniadę. 
Napój gazowany, napój gazowany, skarbie, nadchodzę
Prosto do numeru jeden. 

Och drogi pamiętniczku, poznałam chłopaka. 
On sprawił, że moje mdłe serce zabłysnęło radością.
Och drogi pamiętniczku, rozpadliśmy się, 
Witajcie w świecie Elektry Heart. 

Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Zdobądź mnie swoją słodką miłością, ukradnij mnie pocałunkiem. 
Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Będę słodką aż do mdłości suką, 
Będę słodką aż do mdłości suką. 

Chyba chcę twojej, twojej amerykańskiej opalenizny,
Sądzę, że zostaniesz moim największym fanem. 

Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Zdobądź mnie swoją słodką miłością, ukradnij mnie pocałunkiem. 
Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Będę słodką aż do mdłości suką, 
Będę słodką aż do mdłości suką. 

Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Zdobądź mnie swoją słodką miłością, ukradnij mnie pocałunkiem. 
Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Będę słodką aż do mdłości suką, 
Będę słodką aż do mdłości suką.*)

*)Żródło tekstu i tłumaczenia: www.tekstowo.pl

sobota, 29 grudnia 2012

60 lat - 30 kg różnicy

Po i przed

       Święta dla mnie to czas błogosławiony i straszny zarazem. Wszystko zależy od tego jak bardzo uwikłana jestem w obowiązki rodzinne i różne zobowiązania. Nie każdy ma szczęście, że jego bliscy akceptują go takim jaki jest. W świecie opanowanym przez różnego rodzaju interakcje i natłok informacji ciężko jest wytłumaczyć innym, że męczą nas kolejne kurtuazyjne wizyty, szczególnie kiedy nie jest to spotkanie w wąskim gronie, a spęd rodzinny, gdzie i owszem jest wesoło, radośnie, ale stanowczo za głośno i chaotycznie. Jestem w stanie oczywiście cieszyć się spotkaniami, brać w nich żywy i aktywny udział, ale męczą mnie one na dłuższą metę, bo ileż razy można odpowiadać na te same pytania, skoro drugiej strony nie interesuje odpowiedź. Ba, potrafi być nawet zaskakująco sfochowana, kiedy nie usłyszy satysfakcjonującej jej odpowiedzi. Bo ja niestety odstaję od schematów. Mocno. 
      Nie uważam za konieczne odpowiadanie na pytania, co słychać u mojego byłego i odsyłam bezpośrednio do niego. Nie narzekam na życie i pracę, a wręcz mówię wprost, że dziękuję Bogu za każdy dzień, za to co mam, bo nie miałam i wiem jak było źle i ciężko. Chwalę dziecko, bo też i kłopoty jakie mam są trudne, lecz do pokonania. Na siebie nie narzekam, ot czasem, ale tylko wobec najwierniejszej przyjaciółki, a reszta przecież i tak zalet nie doceni, a na potknięcia czeka. Nie będę ułatwiać. Nie chwalę się za to nowymi nabytkami, bo takich jak oni oczekują nie mam: ani TV płaskiego jak nastoletnia modelka, ani smartfona z IQ wyższym od noblisty, ani zaklepanej wycieczki do Egiptu, bo nie lubię się smażyć jak frytka, a moje marzenie zwiedzenia wszystkich największych metropolii świata na nikim wrażenia nie zrobi. Fascynacja bronią, socjologią, kryminalistyką, komputerami rozbrzmiewa tylko echem w pustym naczyniu. Bo jaka normalna kobieta lubi takie rzeczy!? 
- Ale co ostatnio upiekłaś?  
- Marchewkę jak spadła na palnik z patelni. 
- Coś ugotowałaś? 
- Się, jak nie mogłam wydusić zdania przez telefon w rozmowie z klientem. 
- Oglądałaś "Perfekcyjną..."?
- O tak, by zobaczyć, ze ktoś ma gorszy syf niż ja ;). 
- A co sądzisz o kuchni proponowanej przez Pascala - mrrr, seksowny jest jego akcent. 
- A widziałaś ostatni odcinek M jak miłość? 
- To Ulica Sezamkowa sponsorowana przez literkę M? 

I tak oto uchodzę w rodzince za dziwadło. :) 

A po świętach marzę tylko o tym by odpocząć, w ciszy i spokoju, przy lampce wina, lub na długim spacerze. Mogłabym i mocno się zmęczyć fizycznie, ale chwilowo stan zdrowia nie pozwala (antybiotyk).

Do Sylwestra wydobrzeję, a wtedy ...klękajcie narody. :D 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Świątecznie

Wszystkim moim Przyjaciołom Blogowym i Pozablogowym, życzę spokojnego przejścia przez przedświąteczne zawirowania, świąteczne wariactwo i poświąteczne bóle wątroby i z całego tego okresu zapamiętanie tylko tego co nas wzmacnia, cieszy, otacza ciepłem, wspiera i koi. By zawsze zdarzało się coś  co będzie najpyszniejszą wisienką na torcie, a wszelkie zdarzenia przybierały dobry obrót. 

Thuria

niedziela, 23 grudnia 2012

Jestem wzruszona...

Kto jak kto, ale wszechwiedząca wyszukiwarka pamiętała o moich dzisiejszych urodzinach. Taka jestem wzruszona. To doskonały prezent dla samotnych. Miło wiedzieć, że chociaż maszynka o nas pamięta. Czekam, kiedy pralka złoży mi życzenia.

wtorek, 18 grudnia 2012

Cuda przed świętami

Grudzień to ciężki finansowo miesiąc. Nie tylko dla nas, niestety.

Siedzimy przy stole. Na kolację chleb z żółtym serem (a co! jeszcze nas stać, wypłata była niedawno!) i chwilę przeżuwania pełnego zadumy przerywa głos Młodego:
- Mamo, jaki jest synonim cudu? 
- Nie wiem... - mielę leniwie żuchwą - brak połączenia z mózgiem.
- Gdy komornik przyjdzie na kawę...

Ot, patrzcie, nieopierzone to-to a już zna życie. :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Góra lodowa...

Kiedy on jak góra lodowa...A Ty jak wieczna himalaistka. Czasem masz już uszy odmrożone. Oczywiście na złość mamusi. Ale rajcuje Cię to i przyciąga. Ta adrenalina, ten piękny, niedostępny szczyt, który podczas pięknej pogody lśni tak kusząco. Zdaje się tak blisko, już, już prawie na nim jesteś. I załamanie pogody. Zejście przymusowe w dół. Wściekłość, rozpacz niepowodzenia. I nadzieja, będę lepsza, przygotuję się lepiej, na pewno się uda.

E. Hopper
Przeczytaj...

"Jest, ale jakby go nie było. Odległy, szorstki, a nawet trochę groźny. Niczego nie obiecuje i nie bierze odpowiedzialności za twoje uczucia. Ma zamknięte serce i ramiona. Jeśli zakochałaś się w niedostępnym mężczyźnie, mylisz tęsknotę z miłością.


Ciąg dalszy tutaj..."

Teraz już wiesz - nie każdemu pisana Korona Ziemi. :) Ale Kopiec Kościuszki we dwoje też może być fajny. Szczególnie na kocu piknikowym z flaszeczką zacnego wina i pogawędką o wszystkim i niczym. I niekoniecznie musicie wracać tramwajem. Yamaha też się nada :).

Młody Reklamożerca

Uwagi Młodego po obejrzeniu pewnej reklamy:

"No ja nie rozumiem co się ludzie dziwią, że szkolnictwo leży - jak w reklamie tego serka tatuś głupi jakby podstawówki nie skończył, a córeczka czyta jakby miała jej nigdy nie skończyć. Dobrze, że matka się nie odzywa..."

 

sobota, 15 grudnia 2012

DIY czyli Zocha sama robi

Na wszelkie stresy, lęki i inne udręki, jak się przekonałam, działa na mnie jakaś nieskomplikowana manualna robota, która daje szybki i widoczny w krótkim czasie efekt. Kiedyś czekając na wiecznie spóźniajacego się apsztyfikanta, nauczyłam się "sztrykować". A potem nie mogąc patrzeć na Exa skupiałam swoje zapłakane oczęta na wszelakiej innej robocie głównie wycinankach, filetowaniu (ale nie rybek!) i dzierganiu koronek na szydełku. Nie ważne, że talentu nijakiego nie mam. Co tam. Śpiewać też nie umiem, ale jak dowiedziałam się, ze kto śpiewa, ten dwa razy się modli to słychać mnie na każdej imprezie. Czy to świeckiej czy religijnej.  Nie umiem śpiewać, ale lubię, a jak komuś się nie podoba niech zainwestuje w stopery. Moich rękodzieł też nie trzeba oglądać. Co z góry zaznaczam. Osoby o wielce wyrafinowanym, subtelnym i wyszukanym guście estetycznym, aspiracjach artystycznych i dbające o swój niczym nie skażony obraz piękna, są upraszane o opuszczenie bloga i pojawienie się tu znów, kiedy zdjęcia zejdą z pierwszej strony, a ja zdążę usunąć wszelkie hejterskie, krytyczne, niepochlebne, obraźliwe, plugawe komentarze. :)))). No bo ja też dbam o swoje ego. Musi być dopieszczone i wygłaskane. Byle nie pod włos. Jako, że moje dzieła w większości przypadków służą jako szmaty podłogowe, zabawki dla kotów, zatyczki do dziur w oknach i zasłonki na strychu, w chwili obecnej mogę się pochwalić tylko tym: marnymi ozdobami świątecznymi. Pierwocinami mojego talentu. Nieudanymi próbami. Podróbami klasyki internetu. 

Niech już będzie. Patrzcie. Ale ostrzegałam. Reklamacji nie przyjmuję.



czwartek, 13 grudnia 2012

Praca albo zdrowie...

Lubię swoją pracę. Pracowałam nawet dla kilku szefów naraz. Ale czasami wystarczy tylko dwóch by mieć dosyć. Jeden każe mi być samodzielną - drugi krzywi się na moje decyzje. Jeden prosi o pilnowanie terminowych zadań do wykonania przez drugiego, a ten wścieka się, że mu marudzę nad głową, po czym jak nie marudzę, to kto jest winny zawalenia terminu? Mam zrealizować jakiś projekt odpowiednio wcześniej na życzenie drugiego - proszę bardzo na 99% zrealizowane, a  1 % to końcowe tak lub nie pierwszego szefa. Oczywiście jest udzielane na ostatnią chwilę, kiedy termin już jest na CITO i przychodzi do realizacji na ostatnią chwilę często po godzinach i w weekendy (moje nadgodziny i weekendy!). I pretensje szefów skierowane do mnie: Czemu na ostatnią chwilę?! Nie potrafią się dogadać między sobą, a ja siedzę między młotem a kowadłem. Ich wzajemne nieporozumienia skupiają się na mnie. I choć bronię się przed niesprawiedliwością, bo nie mam zamiaru zbierać cięgi za grzechy niepopełnione, to mimo wszystko ciężko się pracuje. 

środa, 12 grudnia 2012

Miotła o pojemności skokowej ... część 2

Nie mogłam kontynuować nauki jazdy, ponieważ śnieg zasypał świat cały, a jak zastrzegła Koleżanka Wiedźma, na letnim ogumieniu kijowo się jeździ. Jako, że miotła służbowa, kolega z pracy został zobowiązany do zlokalizowania zimowego zapasu, i wymiany niewłaściwego na właściwy. Trochę mógł być z tym problem, bo miotła przechodziła różne pracownicze ręce i nikt tak naprawdę nie wiedział co, gdzie i jak z tym zapasem, ale wymiany należało dokonać i już.

Kolega ociągał się, aż zobowiązanie zostało podkreślone zobligowaniem i pobrawszy zaliczkę poprowadził przez zaspy miotłę do warsztatu, gdzie rzekomo miały być przechowywane opony.

Wrócił szczęśliwy jak troć po tarle. I pyta mnie od progu:
- Wiesz gdzie były nasze zimowe opony?! Wiesz?!
- No nie wiem.
- Na kołach!

Okazało się, że cały czas jeździliśmy na zimówkach.

Podobno mechanik dziwnie popatrzył na kolegę i zapytał głośno, tak by wszyscy słyszeli :
 - A pan to chciałby zimowe na letnie zmienić?

Ubaw w warsztacie był setny.

wtorek, 11 grudnia 2012

Taxi Driver

Dziś spotkała mnie mała, miła rzecz, która uśmiech na twarzy wywołała, na cały dzień dała dobry humor i siłę przetrwania w starciu z chorobą i NFZ.

Czasami zmuszona jestem do korzystania z taksówek, luksusu dla mnie wielkiego, ale koniecznego, kiedy w grę wchodzi przykładowo zdrowie mojej latorośli. Przejażdżka komunikacją miejską objazdami w mrozie i śniegu, skończyć by się mogła ciężkim zapaleniem płuc zamiast lekkiego przeziębienia, które w owej taksówce wraz z synem do lekarza zawieźć musiałam. Zwykle panowie kierowcy są rozmowni, panie mniej, a jeśli nie są, to z radia bombarduje moje uszy wszelkiego rodzaju muzyka nadawana przez rozgłośnie serwujące przeboje od dance po discopolo po drodze zahaczając o stare złote przebije i pop-sieczkę. Och, gdybyż ktoś pomyślał o stworzeniu korporacji taksówkowej w zależności od muzyki słuchanej przez kierowców. Miałabym jakiś wybór. Mogłabym oczywiście poprosić o ściszenie, bądź wyłączenie ustrojstwa, ale obawiałabym się nieadekwatnej do prośby reakcji: You talking to me?. Pozostaje więc mentalne wyłączenie się z wszechogarniającego umpa-umpa, bądź "rozmowa z kierowcą w trakcie jazdy", która zabroniona nie jest, a w każdym razie żadne tabliczki o tym nie informują. Kulturalne zagajenie powoduje zazwyczaj przyciszenie radia, bo mówię normalnym głosem, nie przekrzykując Bajbera, Ryjhanny, czy innej Dojdy. Daje to ulgę systemowi odsłuchowemu w mojej głowie, a właściwe zadane pytanie pozwala nie nadwyrężyć organu mowy i jakoś bez większych duchowych szkód (czytaj totalnego wkur...) dojechać do celu. 

Dzisiaj za to Pan Taksówkarz (wielki szacunek) nie dość, że czekając na mnie o określonej godzinie czytał tomiszcze biblioteczne (zwykle kierowcy posypiają,  czytają "Przegląd sportowy", sms-ują lub zagłuszają myśli muzycznym łomotem - mają prawo, ale jaka miła odmiana), to jeszcze po zajęciu miejsca w samochodzie otuliła mnie łagodna muzyka, niezbyt głośna, o tonach wyraźnie dalekich od taneczno-popowej siekanki. Musiałam trochę dziwnie wyglądać filując co też on tam ma w odtwarzaczu, zapuszczając żurawia zza fotela, bądź przechylając się na tylnym siedzeniu jak w kolejce górskiej. W końcu prezenter radiowy puścił dżingla z nazwą stacji. Kierowca słuchał radia z  muzyką poważną i filmową nadawaną non stop. To i tak było w sumie mało istotne, ot zwykła ciekawość, ale możliwość złagodzenia oczekiwania w korkach, ulubione fragmenty muzyczne, spokój i harmonia, spowodowały, że miałam "banana" na twarzy, tak jak mój Młody. Śnieżny, szary dzień nie wydawał się już taki okropny. 

Niestety napiwek był mizerny z mojej strony, bo cienko z kasą u mnie. Nie zdążyłam też zerknąć na numer boczny taksówki, tak byłam pod wrażeniem. Ale dziękuje Panu Taksówkarzowi za kulturę, Kulturę i złamanie stereotypu. Ave!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dla koleżanek i kolegów filologów i nie tylko...


Uwielbiam kongenialną twórczość Stanisława Barańczaka. Znając oryginał jakże wspaniale można ocenić talenty translatorskie. Ten oto przykład jest przypisywany własnie jemu. Nie mogę sobie odmówić przyjemności przytoczenia tej miłej rozmowy:

HUSBAND: Honey, I’m home!
MĄŻ: Miodzie, jestem domem!
WIFE: Is that you, Matthew? Finally! What took you so long?
ŻONA: Czyż jesteś to ty, Matthew’ie? Finalnie! Co cię wzięło takiego długiego?
HUSBAND: Come, come, Jennifer, don’t get upset.
MĄŻ: Przybądź, przybądź, Jenniferze, nie uzyskuj przewagi jednego seta w meczu tenisowym.
WIFE: Why, you ‘ve certainly taken your time this time.
ŻONA: Dlaczego, ty z pewnością zabrałeś swój czas tymczasem.
HUSBAND: It’s a jungle out there, my dear. Traffic jams every freaking five minutes, pardon my French. How was your day, by the way?
MĄŻ: To jest dżungla tam na zewnątrz, moja zwierzyno płowa. Dżemy sklepików tytoniowych każde pieprzone pięć minut, ułaskaw mojego Francuza. Jak był twój dzień, na poboczu drogi?
WIFE: Nothing out of the ordinary. Your mother called to complain that you don’t call her often enough. Your son broke another two front teeth playing ice hockey. The garbage people are on strike. I washed the kitchen floor, and now my back is killing me. My allergies are a pain-in-the-neck as well. And this foul weather gives me a hell of a pleasant feeling to boot. Other than that, my life as a typical suburban housewife ran its everyday course smoothly today. In any case, dinner is served.
ŻONA: Nic poza obrębem czegoś ordynarnego. Twoja matka wołała narzekać, że ty wołasz ją nie często dosyć. Twój syn złamał jeszcze jedne dwa zęby frontowe grając na hokeju z lodu. Śmieciarze są na uderzeniu. Wyprałam kuchenne piętro i teraz mój tył zabija mnie. Moja alergia jest bólem-w-szyi jako studnia. I ta niesportowa pogoda daje mi piekło proszącego czucia do buta. Inne niż to, moje życie jako typowej podurbanistycznej domowej żony biegło swój każdodzienny kurs gładko dziś. W dowolnym futerale, obiad jest obsłużony.
HUSBAND: Can you fix me a stiff drink first?
MĄŻ: Możesz ty zreperować mi jakiś sztywny napój, po pierwsze?
WIFE: Out of the question. The food is getting cold. Besides, why don’t you fix one for yourself? I have my hands full, tossing the salad.
ŻONA: Na zewnątrz pytania. Żywność jest dostająca chłodu. Obok, dlaczego ty nie zreperujesz jednego dla siebie sam? Ja mam moje ręce pełne, podrzucając sałatę.
HUSBAND: All right, then. I’ll get myself a can of Bud from the icebox. What are we having tonight?
MĄŻ: Wszystko na prawo, tedy. Dostanę sobie puszkę Pąku z lodopudła. Co jesteśmy mający tej nocy?
WIFE: You didn ‘t expect anything fancy, did you? What we have tonight is ever-so-popular hamburgers and fries from Burger King. There’s nothing like the regular meat-and-potato kind of stuff. (Aside:) I think I’m gonna throw up.
ŻONA: Ty nie oczekiwałeś żadnej wymyślnej rzeczy, oczekiwałeś ty? Co my mamy dziś, to są zawsze-tak-popularni szynkowi mieszczanie i smażonki z „Mieszczanina-Króla”. Tam jest nicość przypominająca regularny mięsno-kartoflany rodzaj substancji. (Leżąc na boku:) Myślę, jestem gonną w trakcie rzutu wzwyż.
HUSBAND: Just what the doctor ordered. You know I’m basically your meat-and-potato kind of guy.
MĄŻ: Sprawiedliwe jest to, za co doktor dostanie order. Ty wiesz, podstawowo ja jestem twój mięsno-kartoflany rodzaj faceta.
WIFE: Let’s change the subject. Speaking of beer, don’t you think you drink too much?
ŻONA: Pozwólmy nam zmienić poddanego. Mówiąc o piwie, ty nie myślisz ty pijesz za dużo?
HUSBAND: Me? Are you kidding me, baby? Look, I never get drunk. I drink nothing but beer, and more often than not, light beer, like Bud Lite.
MĄŻ: Mnie? Jesteś robiąca mnie w dziecko, niemowlaku? Patrz, ja nigdy nie dostaję pijaka. Ja nie piję nic, ale piwo, i – bardziej często niż nie – świecące piwo, jak „Światło Pąkowia”.
WIFE: Well, I don’t know.
ŻONA: Studnia, ja nie wiem.
HUSBAND: O.K., a Martini or two now and then, but that’s social drinking. That doesn’t count. I wouldn’t touch hard liquor with a ten-foot pole, except on the rocks or with lots of soda.
MĄŻ: O.K. , jakiś Martini albo dwóch Martinich każde teraz i potem, ale to jest picie socjalne. Tego nie robi hrabia. Ja twardego likieru nie dotknąłbym Polakiem o dziesięciu stopach, z wyjątkiem na skałach albo z parcelami sody.
WIFE: See? I rest my case.
ŻONA: Biskupstwo? Wypoczywam mój przypadek gramatyczny.
HUSBAND: Now what are you trying to tell me? That I’m a basket case? That I don’t have the guts to kick a habit?
MĄŻ: W chwili obecnej, co jesteś próbująca mi powiedzieć? Że jestem wiklinową gablotką? Że nie mam jelit, aby dać kopa komuś w habicie?
WIFE: Calm down. Don’t raise your voice. Let’s not let your drinking problem bother us now; instead, let’s sit down and have our dinner.
ŻONA: Uspokój się na dole. Nie hoduj swojego głosu. Pozwólmy nam nie pozwolić twojemu problemowi napojowemu denerwować nas teraz; zamiast, pozwólmy nam siąść w dół i mieć nasz obiad.
HUSBAND: Fine with me. So, the French fries! Boy, am I starved.
MĄŻ: Wyrafinowani ze mną. Toteż, Francuz smaży! Jako chłopak, jestem ja wygłodzony.
WIFE: Help yourself.
ŻONA: Pomagaj swojej jaźni.
HUSBAND: Pass the salt, will you?
MĄŻ: Przeminie sól; ty też?
WIFE: Here we go.
ŻONA: W tym kierunku idziemy.
HUSBAND: And ketchup. These two burgers look real great.
MĄŻ: I doganiamy. Ci dwaj mieszczanie spoglądają prawdziwi, wielcy.
WIFE: You may have mine. (Another aside:) For some reason, I’m not particularly hungry at this point.
ŻONA: Możesz mieć kopalnię. (Przewraca się na
drugi bok). Dla jakiegoś rozumu, nie jestem ani cząsteczkowo głodna przy tym czubku.
HUSBAND: You don’t know what you ‘re missing.
MĄŻ: Nie wiesz, do czego chybiasz.
WIFE: I’m missing the boat, that’s what I’m missing.
ŻONA: Chybiam do łódki, to jest to, do czego chybiam.
HUSBAND: What are you talking about?
MĄŻ: Czym jesteś ty mówiąca o?
WIFE: Years go by, and I move in a rut. This may be my last chance. There are still those things I’ve always dreamed of doing. Like, for instance, being a Florence Nightingale. A black singer. A Hillary Clinton, even. Enough is enough. Our relationship has never really worked, anyway. Another day like this, and I’m going to pieces. I’m nobody’s slave. I need more space.
ŻONA: Lata jeżdżą obok, a ja wzruszam w bruździe. Tegoroczny maju, bądź moim ostatnim przypadkiem! Tam są nieruchome te rzeczy, ja zawsze marzyłam o robieniu których. Jak, dla instancji, bycie Florenckim Słowikiem. Czarną maszyną do szycia. Hilarym Clintonem, parzystym. Dosyć jest dosyć. Nasz statek do przewozu krewnych nigdy naprawdę nie pracował, dowolną drogą. Jeden inny dzień jak ten, i ja jestem idąca w kierunku kawałków. Ja jestem bezcielesną Słowianką. Ja potrzebuję więcej przestrzeni kosmicznej.
HUSBAND: So, what are you going to do now?
MĄŻ: Toteż, co ty jesteś idąca robić teraz?
WIFE: Move back in with my Mom.
ŻONA: Poruszać tylną częścią ciała we wspólnych występach z moją Mamą.

sobota, 8 grudnia 2012

Szron...by Thuria






 
foto Thuria

Dla takich widoków jestem w stanie chwilowo polubić zimę. Oczywiście minusów, łącznie z temperaturą jest więcej, ale moja wrażliwość estetyczna została mile połaskotana i otulona bielą jak futrem.

piątek, 7 grudnia 2012

Wszechstronna inteligencja...

Nowy pracownik. Mężczyzna. Doświadczony, wykształcony. Samodzielne stanowisko wymagające operatywności i kreatywności. Wiek odpowiedni. Stan cywilny: żonaty, dzieciaty.

W biurze zimno jak w psiarni, bo całą noc piec nie działał. Od rana każdy swoje pomieszczenie chroni przed utrata ciepła jak może, byle kaloryfery na nowo doprowadziły pokoje do użyteczności.

Ów nowy pracownik siedzi nadal w zimnym pomieszczeniu, drzwi zamknięte. Wchodzę do niego kilka razy, ale myślę sobie - dorosły facet, chyba wie co robi, lubi zimno, może ćwiczy przed wyprawą na biegun. Po czym starannie drzwi zamykam, żeby nie schładzał innych.

Po jakimś czasie dowiaduję się, że skarżył się jednemu z praktykantów na nieznośny ziąb i zepsute kaloryfery. Praktykant podszedł do kaloryfera, po czym przekręcił pokrętło termostatu z 0 na MAX.


 - Teraz powinno być lepiej, cieplej. - podsumował praktykant. I było.


--------------------------------------
Cóż, mówią, że ornitolog nie musi latać, a inteligencja niekoniecznie musi objawiać się w umiejętności odkręcania kaloryfera...

niedziela, 2 grudnia 2012

Miotła o pojemności skokowej...

Żyję. Ja i wszelkie stworzenie dookoła, a nawet mój instruktor, który miał czelność i odwagę być ze mną w dramatycznych chwilach, wspierając słowem i czynem, nie zważawszy na zagrożenia wszelakie, w tym zdrowia i życia. Poświęcenie jakim się wykazał ten święty człowiek zasługuje na nagrodę, bicie pokłonów i stóp całowanie, albowiem tylko ktoś niesłychanie spokojny, odważny i łagodny, gotów był na takie poświecenie i brawurowy wyczyn. 

Z polecenia odgórnego musiałam przygotować się do obsługi miotły mechanicznej z silnikiem spalinowym. Trudno, zimą i tak na modelu napędzanym nożnie nie polatam, bo i komfort fatalny i błoto na plecach w żołwiową skorupę się zmienia. Polecenie to polecenie. Pensja mi jeszcze miła. Naraziłam więc na śmiertelne niebezpieczeństwo moją Koleżankę Wiedźmę, która w chwili całkowitego zamroczenia nieopatrznie obiecała, że pomoże mi w przypomnieniu sobie arkanów powożenia miotłą. Bo widzicie Państwo,  ja prawo jazdy mam, ba, nawet dość długo je posiadam i za czas jakiś nabierze wartości archiwalnej, ale za to umiejętności żadnych, gdyż nie praktykowałam od dwudziestu zim. Zaczynałam naukę jeszcze na modelu 126p, i na takowym zdawałam egzamin. Żadnej styczności potem z niczym bardziej zaawansowanym technologicznie nie miałam. Bo i biedna wiedźma jestem, i jakoś smrodek spalin mnie nie pociągał. A tu na stare lata taka niespodzianka. 

Koleżanka Wiedźma wybrała obszar niezamieszkały, o utwardzonej powierzchni, bez przeszkód wodnych, leśnych, zwierzęcych, zasieków i duktów. Nie wiem, czy krawężniki i 2 latarnie się liczą jako przeszkoda, ale zakładając moje żenujące umiejętności, prawdopodobieństwo skasowania miotły od strony podwozia czy maski było znaczne, nawet przy placu wielkości boiska piłkarskiego. Cdn...



czwartek, 29 listopada 2012

Nie lubie maili-łańcuszków, ale...

Kobiety... takie jesteśmy:))) (Taki liścik łańcuszek dostałam od Przyjaciółki, ale nie z wszystkimi punktami się zgadzam).

Nie czytamy żadnych instrukcji. Wciskam guziki, aż zadziała.
Dziwne, bo w większości to mężczyźni nie czytają instrukcji wychodząc z założenia, że to przecież m u s i być proste i "co-to-ja-nie-dam-rady!?". W kobietach jest więcej pokory i myślenia "na przyszłość". 

Nie potrzebuje alkoholu, żeby narobić sobie obciachu. I bez alkoholu daję radę:-)
Tylko dlaczego zawsze myślą, że jestem narąbana jak Messerschmitt.

Nie jestem rozkapryszona, tylko "emocjonalnie elastyczna"!
Ależ skąd - mam tylko słusznie uzasadnione zastrzeżenia.

Najpiękniejsze słowa świata: "Idę na zakupy" :-)
No nie, współczesne dziewczyny, inwestują, zarabiają, oszczędzają, by móc sobie pozwolić na wolność wyboru: torebki, sukienki, książki, wystawy, serwisu, czy wyprawy na Bali. 

Nie mam żadnych dziwactw! To są "special effects"!
To nie dziwactwa, ani żadne efekty specjalne to INDYWIDUALIZM.

Kobiety powinny wyglądać jak kobiety, a nie wytapetowane kości!
Fakt, chłop nie pies na kości nie poleci.

Przebaczyć i zapomnieć? Ani nie jestem Jezusem, ani nie mam Alzheimera!
Nie będę też stosować grubej kreski, radykalnych odcięć i pozytywnego myślenia.

My kobiety jesteśmy aniołami, a gdy się nam podetnie skrzydła, lecimy dalej - na miotle! Bo w końcu jesteśmy elastyczne!!!
I w każdej z nas siedzi wiedźma - od wszechwiedzącej. 

To nie jest żaden tłuszcz! To "erotyczna powierzchnia użytkowa"!
Użytkowa!? To proste jak nie ma kantów jest milej, przytulniej i seksowniej.

Gdy Bóg stworzył mężczyznę, obiecał, że idealnego faceta będzie można spotkać na każdym rogu.... a potem uczynił ziemię okrągłą.
Ideały są takie nuuudne. Musi być w nim coś co jestem w stanie mu wybaczyć, bo reszta cech to rekompensuje. 
 
Na moim nagrobku niech będzie napis:"Co się głupio gapisz? Też bym wolała leżeć teraz na plaży!"
Amen.

Tak tak...my kobiety jesteśmy bowiem jedyne w swoim rodzaju...Wyjątkowe i niesamowite. I na szczęście inne niż Oni. :)

Thuria

wtorek, 27 listopada 2012

Afirmacja czyli nie będę już ofiarą...

Tak sobie myślę, że wiele kobiet pielęgnuje w sobie syndrom ofiary, bo czują się w nim bezpiecznie skupiając na sobie uwagę i troskę innych. Ale niekoniecznie same ze sobą czują się dobrze. Tymczasem, by poczuć się silną trzeba przestać nadstawiać tyłek do kopania, a przestaną znajdować się Ci, którzy będą mieli ochotę go kopać. Nawet najbardziej pokręcona osoba może się zmienić i zasługuje na to, jeśli tylko sama tego chce. Dla siebie. I warto to zrobić. Więc do boju:



Ja ............. rezygnuję z karania siebie niewłaściwymi związkami.

Rezygnuję tu i teraz z przyciągania do siebie takich ludzi i sytuacji aby siebie ukarać.

Rezygnuję z chęci karania siebie i udowadniania sobie, że zasługuję na karę. 
Rezygnuję z karania siebie poprzez krzywdzenie innych. 
Rezygnuję z karania siebie poprzez manipulację innymi w celu doprowadzenia do sytuacji, która będzie bolesna dla każdego.
Rezygnuję z kreowania sobie związków mających na celu nakopać mi w tyłek i dowalić w serducho. Rezygnuję ze stawiania sobie na drodze takich ludzi, którzy mi w tym pomogą.
Rezygnuję z mszczenia się na sobie za to kim byłam kiedyś i za to jak postępowałam kiedyś. Już wiem, że to co było nie ma już żadnego znaczenia, nie ma również na mnie już żadnego wpływu. 
Jestem bezpieczna, niewinna i wolna w tu i teraz.
Jestem już całkowicie i do końca wolna! 
Wolna od przymusu kreowania sobie karania i mszczenia się. 
Jestem wolna od mszczenia się na sobie i innych, szczególnie płci przeciwnej. 
Jestem wolna od udowadniania sobie, że jestem beee. 

Ja .................... jestem już tu i teraz wolna od mechanizmu manipulacji sobą i swoimi uczuciami. Jestem wolna od manipulowania innymi swoim poczuciem winy. 
Jestem wolna od wzbudzania w sobie poczucia winy, także po to aby mieć argument i powód do manipulacji. 
Jestem wolna od wzbudzania w sobie poczucia ofiary. także po to aby mieć argument i powód do manipulacji uczuciami innych.
Jestem już wolna od wszelkich mechanizmów ofiary. 
Jestem już wolna od manipulowania sobą samą i innymi w celu udowodnienia sobie jaką wielką jestem ofiarą. 
Jestem wolna już od potrzeby wzbudzania w sobie wszelkich intencji dokopania sobie i manipulacji samą sobą.
Nie muszę już robić z siebie ofiary aby być kochaną i szanowaną. 
Nie muszę już robić z siebie ofiary aby zaskarbić sobie swoją i cudzą miłość. 
Nie muszę już manipulować i kręcić rzeczywistością aby udowadniać sobie na nowo, że jestem ofiarą. Nie potrzebuję już więcej czuć się ofiarą. 

Ja ................ nie muszę robić nic aby kochać i szanować siebie. Wystarczy że Jestem.
Już wiem, że jestem dobrą osobą, że jestem dobrym dzieckiem, że jestem dobrą kobietą.
Już wiem, że mogę siebie kochać i szanować zawsze i wszędzie. 
Już wiem, że zasługuję na swoją własną miłość i szacunek. 
Już wiem że kocham i szanuję siebie a karanie siebie nie jest dla mnie przyjazne i właściwe. 
Już wiem że karanie siebie jest niezgodne z okazywaniem miłości sobie i innym. 
Już wiem, że czeka na mnie sama miłość. 
Już wiem, że zasługuję na najwspanialszą Boską Prawdziwą Miłość względem mnie samej. 
Już wiem, że taką właśnie miłością mogę obdarzyć siebie bezpiecznie i niewinne. 
Już wiem że to właściwe i zgodne z Boskim planem.
Już wiem że naprawdę mogę siebie kochać i nikt mi nie zarzuci, że to wbrew Bogu. 
Ja wiem, że Bóg mnie Kocha, a więc i ja sama mogę siebie kochać.
Ja ........... kocham siebie z całego serca.
Jestem wolna w wyrażaniu miłości do siebie. 
Jestem wolna w wyrażaniu miłości do innych. 
Jestem wolna w wyrażaniu i okazywaniu miłości.

Miłość jest bezpieczna. 
Bycie kochaną jest bezpieczne, niewinne i w porządku. 
Przyjmowanie miłości i jej oznak od drugiej osoby jest zdecydowanie w pełni bezpieczne i niewinne. Ja .................. już wiem, że przyjmowanie Miłości jest nie tylko bezpieczne ale i cudownie radosne.
Że przyjmowanie miłości otwiera na jeszcze większą Miłość. I już teraz świadomie decyduję się na trzeźwe i radosne przyjmowanie Miłości od innych osób i od samej siebie.

Ja .................. już teraz doświadczam harmonijnych relacji ze sobą samą i innymi ludźmi. Moje wszystkie związki i relacje oparte są na miłości, szczerości, zaufaniu, radości i wzajemnym wsparciu i zrozumieniu.

Ja ................. wybaczyłam sobie już wszystkie krzywdy które wyrządziłam sama sobie i które wyrządziłam innym poprzez kreację sytuacji, które miały mi dokopać. 
Wybaczyłam sobie już całkowicie i do końca, że prowokowałam i manipulowałam innymi aby mi dokopywali w celu udowodnienia mi moich prawdziwych podświadomych intencji. 
Wybaczyłam sobie już całkowicie i do końca, że sama siebie krzywdziłam i raniłam, że sama sobie stwarzałam sytuacje sprawiające mi ból i zawód. 
Wybaczyłam sobie, że sama sobie stwarzałam poczucie bycia biedną i niekochaną ofiarą. 
Wybaczyłam sama sobie, że chciałam poczuć się kochaną poprzez podświadome manipulacje i kombinowanie.

Jestem z tym bezpieczna, niewinna i w porządku, że tak postępowałam, ponieważ:
Zdaję już sobie sprawę, że to były jedynie moje podświadome intencje, które już teraz są mi nie potrzebne i pozbywam się ich raz na zawsze, na trzeźwo i przytomnie. 
Na trzeźwo i przytomnie rezygnuję z nich całkowicie i do końca.
Całkowicie świadomie oczyszczam się z tych intencji karania siebie i robienia z siebie ofiary. Oczyszczam siebie z intencji manipulowania sobą i innymi w celu ukarania siebie.

Jestem odpowiedzialna w 100% jedynie za swoje życie. 
Tak teraz świadoma tej odpowiedzialności wybieram wolność od manipulacji sobą i innymi, wybieram
wolność od karania siebie i innych. 
Wybieram wolność od bycia ofiarą. 
Wybieram życie pełne miłości, jedności i harmonii. 
Wybieram życie pełne harmonijnych związków i relacji z innymi ludźmi. 
Wybieram życie w wolności wyrażania miłości do siebie samej i do innych. 
Wybieram życie w wolności wyrażania swojej miłości szacunku i akceptacji dla siebie i innych.
Wybieram życie pełne szczęścia i radości. 
Wybieram życie pełne bogactw duchowych i materialnych.

Jestem świadoma podjętych przeze mnie decyzji. 
Jestem gotowa i otwarta na nowe lepsze życie.

Ja ........................ już wiem że zasługuję na nowe lepsze życie. 
Że teraz mogę pozwolić sobie na nową lepsza przyszłość. 
Na nowe lepsze związki z ludźmi. 
Na nowy wspaniały związek z mężczyzną. 
Na nowy lepszy dom. 
Na nową lepszą pracę. 
Na nowe lepsze zarobki. 
Na nowe lepsze życie. 
Już wiem, że ja ....................... jestem całkowicie gotowa i otwarta na nowe pełna prawdziwej miłości wyzwania.

Z Wielkiej Miłości i szacunku do siebie dbam o siebie samą. 
Z wielkiej miłości do siebie kreuję sobie doskonałe zdrowie. 
Z miłości i szacunku do samej siebie kreuje sobie wspaniałe związki i kontakty z ludźmi. 
Z wielkiej miłości i szacunku do samej siebie kreuje sobie wspaniałą pracę i wspaniałe zarobki. 
W wielkiej miłości i szacunku do samej siebie kreuję sobie pełną jedność i harmonię w swoim życiu, na każdym poziomie: fizycznym, duchowym i materialnym.

Dziękuję Ci Boże, że z dnia na dzień moje życie jest coraz piękniejsze, bardziej harmonijne, przyjazne, radosne i pełne miłości do samej siebie i innych. Dziękuję Ci Boże, że Jesteś i że się troszczysz o mnie każdego dnia.

-----------------------------------
....z sieci www.

niedziela, 18 listopada 2012

Domowe melodie




do góry łono wznoszę
o pomstę nie poproszę
on poszedł z tamtą panią
 a ty zostałaś sama

żeby nie było za smutno
wytrę ci łezkę kołdrą
wytańcujemy smutki
żal już będzie krótki

po takim draniu mniej boli
nie tobie pół życia spierdoli
zostaw żeszże jego
dam Ci jutro lepszego

do góry łono wnoszę
o pomstę nie poproszę
on poszedł z tamtą panią 
a ty zostałaś tu sama

lepiej się pomódl do siebie
jak to ci będzie w tym niebie
co sobie sama zgotujesz
z kim zjesz, z kim zżyjesz

może na razie ze sobą
bo Ty sama w sobie ozdobą
najlepszą babką damą poczuj się
dziś z rana
lalala laj


Wściekłe gacie

żródło: Deviantart
Po kolejnym życiowym rozczarowaniu, a właściwie rozczarowaniu drugim człowiekiem, pozostaje mi w sercu jedynie smutne zadowolenie, że oto nauczyłam się jednak czegoś na swoich błędach. Że nie dałam się w nic wmanipulować, ani wpędzić w niezawinione poczucie winy, tylko dlatego, że druga strona miała takie a nie inne wyobrażenie mojej osoby. Nie przystawałam do tych wyobrażeń, ani do schematu postępowania jaki zadowalałby drugą osobę, więc po próbach ustawienia mnie do pionu zagrywkami typu: złość, ignorowanie, wyładowanie wściekłości i wreszcie bierna agresja, widząc, że ani do rzekomego błędu przyznawać się nie zamierzam, a jeszcze tkwię w przeświadczeniu, że jestem oto obrażana i poniżana bez powodu, osoba owa przeszła do jawnej wrogości i wulgaryzmów. Nie ważne, że wzajemne poznawanie się rozpoczęło jakiś miesiąc wcześniej. Zostałam zmuszona do wysłuchania "wnikliwej" diagnozy psychologicznej mojej osobowości z uwzględnieniem wszystkich możliwie najgorszych cech patologicznych i skierowana na leczenie psychiatryczne w oddziale zamkniętym. Oskarżeń o wszelkie niszczycielskie skłonności, demonizowanie osobowości egotycznej i  straszenie sądem ostatecznym pominę jako mniej ciekawe. 

Cóż było robić. Ano podziękowałam za kontakty grzecznie acz stanowczo, a kiedy nękana dalszymi wyrzutami ze stekiem wyzwisk, bo widać drugiej stronie zaangażowanie przejść nie mogło, a mój spokój wkurzał niezmiernie, podziękowałam drugi raz. Tylko teraz stanowczo, lecz już niegrzecznie. Powiedziałabym nawet, że nieco zniżyłam się do poziomu interlokutora. Piszę nico, gdyż całkiem się nie dało, bo mój kręgosłup moralny źle znosi takie wygibasy i usztywniony na takie ekscesy nie pozwala. Na szczęście przysłowiowe Amen, zakończyło znajomość i mam nadzieję, że toksyczny człowieczek będzie sam się pławił we własnym wściekłym sosie. 

Cieszę się, że we współpracy nie zabrnęłam do etapu wzajemnych deklaracji, umów itp. Strasznie potem ciężko to wszystko odkręcić. No...mimo niesmaku i jakiegoś takiego poczucia porażki i pustki, leciutkie zadowolenie, że nie dałam się wkręcić w toksyczną relację. Tylko czasu i zaangażowania żal.




środa, 7 listopada 2012

Wsparcie...

Oboje z Młodym lubimy słodycze. Naszła nas ochota więc...

W sklepie:
Ja: - To Młody dla Ciebie biała czekolada z jagodami, a dla mnie co weźmiemy?
Syn: - Wafle ryżowe.

Czas się odchudzać? Ech, żmija na własnej krwi wyhodowana.... :))))

Nadzieja z Zielonej Wyspy

Dziś zaproszenie na stronę blogerki, którą sobie bardzo cenię: Oli Łojek. Czytuję ją regularnie i choć pewnie Ona mnie nie zna, prawem celebryty blogowego świata ma we mnie fankę. :)

Napisała bardzo ważną notkę. Notkę o przemocy. O tym co spotyka kobiety na Zielonej Wyspie. I choć to smutna notka, jest w niej przesłanie, że można zacząć od nowa, tu i tam. Wyrwać się. Powiedzieć nie. Czasami ktoś musi pomóc przerwać tą pokoleniową sztafetę pokory i bezsilności.

Podduszał tylko czasem i nie za mocno

Dziękuję Olu za ten wpis i inne.


wtorek, 6 listopada 2012

Logos dojący gwiazdę...

Dziś nocną porą, dla wszystkich kobiet, wiersz soczysty, mocny i prawdziwy. Nie udawajmy, że nas to nie kręci, że nie istnieje, że takie jesteśmy grzeczne, rączki na kołdrze i w ten deseń. Anne Sexton wiedziała jak to-to nazwać.

Poetka, jest mi szczególnie bliska, nie tylko przez wspólnotę poetyckiego odczuwania, ale i przez towarzystwo naszej wspólnej koleżanki - Pani D.

Kiedy mężczyzna wchodzi w kobietę

Kiedy mężczyzna
wchodzi w kobietę
jak fala która wgryza się w brzeg
raz za razem
i kobieta otwiera usta w rozkoszy,
a zęby jej lśnią
jak alfabet,
zjawia się Logos dojący gwiazdę,
i mężczyzna
wewnątrz kobiety
zawiązuje węzeł,
by nic ich nigdy
nie rozdzieliło,
a kobieta
wdrapuje się do środka kwiatu
i połyka łodygę,
i zjawia się Logos
i puszcza z uwięzi ich rzeki.
Ten mężczyzna,
ta kobieta,
zgłodniali w dwójnasób,
usiłowali przedrzeć się
przez zasłonę Boga
i na chwilę zdołali,
a jednak Bóg
z właściwą sobie perfidią
rozwiązuje węzeł.
Egotistic by strich9ine
on deviantart

poniedziałek, 5 listopada 2012

Brawo Mela!


Nareszcie piosenka z tekstem, melodią i w fantastycznym wykonaniu. Cała płyta godna polecenia. Choć akurat ta piosenka najbardziej przemówiła do mojego serca.

sobota, 27 października 2012

Moje pstrykanie: W kapuście

Moje pstrykanie: W kapuście

Uwielbiam fiolety. A te kapuściane są piękne. I kto mi powie, że taka kapuściana głowa nie może być wdzięcznym obiektem modellingu.

Mariniku, dzięki.

piątek, 26 października 2012

Hasło na dziś...

Ukradłam od znajomej blogerki, bo baaardzo mi się podoba. :) Zapraszam na Jej bloga Zachciało mi się pisać

Nękacz albo stalker...ale męczy tak samo.



Zmienia się świat i prawo, więc i na tych ludzi jakąś metodę można znaleźć. Ale rzecz pierwsza i podstawowa - uświadomić sobie ich istnienie i to, że to oni mają nierówno pod deklem, a nie my.


Oto cenny artykuł z Niebieskiej Linii (nr 1/2004). Zachowany i odkurzony.


Nękacz czyli jak nie dać się pochłonąć

Wojciech Kruczyński 


Nękacz to ktoś, kogo nie chcemy widywać, a kto ustawicznie narzuca nam swoje towarzystwo, psuje humor i zmusza, by o nim pamiętać. Bywa też, że grozi, a czasami zdarza się, że realizuje swoje groźby. Kim jest? Jak się przed nim ustrzec? 

Hasła "nękacz" nie znajdziemy w encyklopediach, słownikach czy literaturze psychologicznej. Jest to jedno z tych słów, które tworzy samo życie - wtedy, gdy jakieś zjawisko pojawia się na tyle często, że wygodnie jest określić je jednym pojęciem. 


Nękaczem może być chłopak, który tygodniami wydzwania, napraszając się o spotkanie. Może to być koleżanka, która przychodzi nie proszona i ignoruje wszelkie delikatne sugestie, że powinna już wyjść. Bardzo często zdarza się, że jest nim także były partner, który nie może się pogodzić z odejściem swojej partnerki, dlatego śledzi ją, pisze sms-y i maile, dzwoni do niej i jej znajomych, prześladuje w szkole lub w pracy. Może to być także "cichy wielbiciel", który niepokoi głuchymi telefonami lub upiornym dyszeniem w słuchawce. Na nękaczy uskarżają się często telewizyjne gwiazdy, które goszcząc codziennie na szklanym ekranie, wywołują u nękacza wrażenie, że są najbliższymi osobami w jego życiu. Istnieją także nękacze śledzący. Taki osobnik chodzi za swoją ofiarą, wystaje pod oknami i zbiera informacje o jej życiu. Niektórzy z nich są po prostu uciążliwi, inni bywają naprawdę niebezpieczni. Oto prawdziwa historia jednego z nich. 

Pewna historia

Na początku znajomości Krzysztof wydawał się Ewie miły i sympatyczny. Trochę dziwne wrażenie robiły na niej historie, które opowiadał. Wydawało jej się, że koloryzuje, ale w gruncie rzeczy jego opowieści były ciekawe. Z czasem stawały się jednak coraz bardziej niedorzeczne. Wszyscy byli przekonani, że Krzysztof je zmyśla. Próbowano mu to udowodnić, ale on nie przyznawał się do kłamstwa. 

Jego zachowanie było nieco ekscentryczne. Nie akceptował społecznych reguł. Dość trudno było wyjaśnić mu, że czegoś robić nie wypada. Brał rzeczy innych bez pytania, i nie polegało to na próbie ich przywłaszczenia, ale raczej na niezrozumieniu zasad własności. Stale chciał przebywać w towarzystwie Ewy i zadawał mnóstwo pytań dotyczących jej życia. Po tygodniu znał już jej rodziców i wszystkich znajomych; miał wszelkie możliwe adresy, numery telefonów. Pożyczył nawet kilka przedmiotów od tych osób i od samej dziewczyny. W rozmowie z Ewą często używał takich sformułowań, jak: "nie mógłbym bez ciebie żyć", "będziemy razem aż do śmierci", "bez ciebie nie istnieję", "należymy całkowicie do siebie", "jesteśmy jednością". 

Po dziewięciu dniach zdołał namówić Ewę, aby wspólnie zamieszkali. Dziewczyna miała wątpliwości, ale tak bardzo nalegał, że nie zdołała mu się oprzeć i mimo wahania wprowadziła się do niego. Historie, które Krzysztof opowiadał, były coraz bardziej absurdalne i wywoływały niechęć ze strony znajomych dziewczyny. Ewa po trzech tygodniach postanowiła się wyprowadzić. Reakcją były prośby i groźby. Krzysztof groził samobójstwem, zabójstwem, pobiciem i publicznym ujawnieniem szczegółów z jej życia. Apelował do jej litości i zapewniał o szalonej miłości. Podczas rozmowy bawił się nożem. 

Z pomocą kilkorga znajomych Ewa wyprowadziła się, z trudnością odzyskując swoje rzeczy. Pożyczone od niej i znajomych przedmioty służyły mu do wymuszenia kontaktu. Mężczyzna zaczął nękać znajomych Ewy: dzwonił do nich, nachodził w domu i w pracy. Mówił im, że został skrzywdzony, oszukany i zdradzony. Dziewczyna ukryła się przed nim u przyjaciół, których nie znał; musiała zmienić numer telefonu. Nadal jednak nachodził ją na uczelni. Nie widząc innego rozwiązania, wzięła urlop dziekański. Krzysztof przestał ją prześladować dopiero po siedmiu miesiącach, kiedy znalazł sobie kolejną ofiarę, z którą mógł powtórzyć cały scenariusz. 

Czego chce nękacz?

Jego celem jest całkowita symbioza z ofiarą, podobnie jak celem płaczącego godzinami noworodka jest całkowita symbioza z matką. Według Fromma istnieją dwa podtypy osobowości symbiotycznej: bierny i czynny. Pierwszy dąży do symbiozy przez zależność i podporządkowanie, drugi poprzez dominację. Ten drugi podtyp to nasz nękacz. Chce uciec od swej samotności i poczucia pustki, czyniąc z drugiej osoby część samego siebie. "Wchłonąwszy" ofiarę, podnosi swą wartość i dopiero wtedy czuje, że żyje. Nie jest zdolny istnieć samodzielnie i nie uznaje najmniejszych odrębności. Stopniowo uzależnia od siebie ofiarę, dążąc do jej całkowitego podporządkowania. 

Nękacz nie musi żyć ze swoją ofiarą w zgodzie, by czuć, że jest z nią w symbiozie. Nie jest ważne, czy z nią mieszka - chce, by między nim a ofiarą działo się cokolwiek. Resztę wypełni sobie fantazjami o intensywności związku. Nękacz nie potrzebuje sympatii, tylko uwagi. Żyje energią, jaką mu się poświęca. Nie jest ważne, na jakich zasadach opiera się kontakt między nim a drugą stroną, najważniejsze jest by był. Nękacz ma swoje sposoby, aby go podtrzymać. 

Jak działa nękacz? 

Oto lista strategii często stosowanych przez nękacza:

  • Finansowe uzależnianie ofiary: "Uważam, że kobiety w ogóle nie powinny pracować". "Jeśli już musisz pracować, pracuj u mnie". 
  • Uzależnienie się finansowe od ofiary: "Jeśli mnie odrzucisz, nie mam dokąd pójść i nie mam żadnych środków do życia. Zamieszkam na dworcu i to ty będziesz temu winna". 
  • Autodeprecjacja: "Jesteś moim duchowym przewodnikiem. Jeśli mnie odrzucisz, stanę się narkomanem, alkoholikiem, przestępcą itd.". 
  • Zadręczanie ofiary opisami własnych psychologicznych problemów, które ta powinna pomóc mu rozwiązać. 
  • Odurzanie się alkoholem i narkotykami, aby znaleźć się w takim stanie, w którym "musisz" się nim zaopiekować. 
  • Manipulowanie zasadą wzajemności: "Jesteś mi coś winna za to wszystko, co dla ciebie zrobiłem". 
  • Olśnienie ofiary: "Jesteś moją boginią". 
  • Wywoływanie poczucia winy: "Zawiodłaś mnie, zdradziłaś, oszukałaś, nie jesteś zdolna do miłości". 
  • Bombardowanie miłością i opieką: "Potrzebujesz mojej pomocy". "Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo jestem ci potrzebny". "Beze mnie zginiesz". 
  • Udawanie choroby, by zmusić ofiarę do opieki nad sobą. 
  • Wywoływanie u ofiary huśtawki emocji: np. wszczynanie awantur pod byle pretekstem, a następnie wystawne, imponujące przeprosiny z kwiatami i świecami. 
  • Obniżanie samooceny ofiary: "Jesteś tak brzydka, że nikt prócz mnie cię nie zechce". "O niczym nie masz pojęcia". "Nic nie umiesz zrobić porządnie". 
  • Samookaleczenie - sznyty, nacięcia na ciele, poparzenia itp. 
  • Samobójstwo (pozorowane lub prawdziwe). 
  • Grożenie zniszczeniem mienia ofiary, czasami realizacja tych gróźb. 
  • Groźby pobicia lub zabójstwa. 
  • Pobicie ofiary lub innej osoby z jej bliskiego otoczenia. 
  • Regularne znęcanie się fizyczne nad ofiarą. 
  • Porwanie dziecka ofiary lub członka jej rodziny. 

Zabójstwo.

W jaki sposób możesz zachęcić nękacza do działania? Załóżmy, że prześladuje cię telefonami. Postanowiłaś nie odbierać. Przez tydzień słyszy on tylko głos sekretarki, a ty odsłuchujesz jego wiadomości i jesteś coraz bardziej poirytowana, wściekła. Po odsłuchaniu dwudziestego nagrania nie wytrzymujesz i dzwonisz do niego z awanturą, żądając, by nigdy więcej nie dzwonił. W tym momencie poniosłaś klęskę. Właśnie poinformowałaś go, że telefon od ciebie kosztuje go tyle, co dwadzieścia impulsów. Przyjął to do wiadomości. Masz zagwarantowanych kolejnych dwadzieścia telefonów. 

Obrona

Ugoda z nękaczem nie jest możliwa. Najlepsze rozwiązanie to natychmiastowe i definitywne zerwanie z nim wszelkiego kontaktu. W kontaktach z nękaczem wiele kobiet popełnia ten sam błąd: próbując uniknąć kłopotów, robią to, czego on od nich oczekuje. Niektóre z nich są do tego stopnia oszołomione działaniem nękacza, że żyją z nim przez wiele lat. Ich życie przeradza się w piekło, ponieważ są coraz bardziej od niego uzależnione i bezradne. Z nękaczem nie ma ugody. Podobnie jak małe dziecko całkowicie zdominowałoby życie rodziców, gdyby mu na to pozwolić, tak nękacz "pożre" z czasem swoją ofiarę. Nie ma żadnej granicy jego zaborczości i cokolwiek wynegocjujesz, zadowoli go to tylko na jakiś czas. Prędzej czy później przekroczy on każdą granicę i nie pozostawi ci żadnej wolnej przestrzeni. 

Jak to wygląda w praktyce? Nękacz "więdnie", jeżeli nie otrzymuje wzmocnień. Jeśli jesteś regularnie niepokojona telefonami, możesz zmienić numer, ale nie jest to najskuteczniejszy sposób, aby się go pozbyć. Chcąc nie chcąc, musisz podać nowy numer znajomym i natręt może znaleźć sposób, by go zdobyć. Zacznie szukać nowego, jeśli nikt nie będzie odbierał pod starym. Dużo lepiej jest zostawić stary numer i uruchomić na nim sekretarkę. Na sekretarce nie nagrywaj własnego głosu, ale jakiś inny, najlepiej kobiecy. Jeśli nagrywasz swój głos, mężczyzna może dzwonić tylko po to, by go sobie przypominać; męski głos może wywołać jego furię. Natomiast nieznany głos młodej kobiety może sprawić, że jego uwaga odwróci się nieco od ciebie i dlatego jest to najlepsze rozwiązanie. Informacja na sekretarce nie powinna zawierać twojego nazwiska, imienia ani żadnych nazw własnych, do których nękacz jest przyzwyczajony. Nie nagrywaj też informacji dla nękacza, np. "Jeśli to ty, Adamie, to dzwonisz niepotrzebnie. Proszę, nie dzwoń więcej". Taka informacja to błąd - bo ona także jest dla nękacza swoistą nagrodą. Najlepiej nagrać tekst neutralny w rodzaju: "Tu numer..., po usłyszeniu sygnału proszę zostawić wiadomość". I jeszcze jedna ważna zasada: nie odsłuchuj i nie odczytuj pozostawianych dla ciebie wiadomości. 

Identyczne reguły obowiązują przy bombardowaniu listami i mailami. Nie powinnaś osobiście ich czytać, oglądać ani nawet sprawdzać, ile ich jest. Możesz poprosić o tę przysługę zaufaną osobę, której zadaniem będzie przekazywanie ci tylko naprawdę istotnych wiadomości. 

W zetknięciu z nękaczem najważniejszą bronią jest konsekwencja i asertywność. Jeśli obiecałaś mu, że więcej się do niego nie odezwiesz, dotrzymaj obietnicy. W przeciwnym razie przestanie brać twoje słowa na poważnie. Gdy ktoś nas nachodzi i nie dostrzega subtelnych sygnałów naszego zniecierpliwienia, często mamy tendencję do unikania go i ukrywania się przed nim. Nie otwieramy drzwi mieszkania, udając, że nas nie ma, unikamy podejścia do telefonu, prosząc o to innych, kłamiemy, że musimy gdzieś wyjść itp. To typowe działanie, ale nieskuteczne. Większość nękaczy bez trudu znajdzie sposób, żeby zmusić nas do grania coraz bardziej uciążliwej komedii. Na przykład jeśli powiesz, że musisz iść coś załatwić, nękacz wyjdzie z tobą i będziesz musiała załatwiać to przy nim. Zmyślisz wizytę rodziców, on poczeka i nie wyjdzie, dopóki oni nie przyjdą. Zdarza się, że chcąc się pozbyć nękacza, marnuje się cały dzień na czynności, których w innym wypadku na pewno by się nie podjęło. 

Ty decydujesz

Zanim zaczniemy uciekać przed nękaczem w kłamstwa, dobrze jest przypomnieć sobie kilka osobistych praw: 
  • masz prawo do dysponowania swoim czasem; 
  • masz prawo do niekontaktowania się z osobami, które cię męczą; 
  • masz prawo do dysponowania swoim mieszkaniem. 
Jedyną skuteczną metodą na nachodzącego nękacza jest jasne, dobitne poinformowanie go, że zdecydowałaś się ograniczyć z nim kontakty lub całkowicie je przerwać. Należy przemyśleć, czego konkretnie oczekujesz (całkowite zerwanie kontaktów, ograniczenie, ograniczenie w określonych godzinach itp.) i spokojnie mu o tym powiedzieć. Bez argumentowania i tłumaczenia się. Niestety, nie wszyscy nękacze dają się zbyć w taki sposób. Jeśli masz do czynienia ze skłonnym do przemocy mężczyzną, może się zdarzyć, że na odrzucenie zareaguje agresją. Wtedy powinnaś zgłosić sprawę na policję. Jeśli tego nie zrobisz, jest to sygnał, że zgadzasz się na takie traktowanie. 

Kogo wybiera nękacz?

Ofiarą nękacza może stać się każdy człowiek, jest jednak kilka kryteriów, którymi kieruje się on przy jej wyborze. Przede wszystkim łatwo rozpoznaje osoby, które potrzebują akceptacji. Jeśli jesteś czuła na komplementy albo marzysz o tym, by mieć chłopaka, nękacz natychmiast to wyczuje. Inną grupą ryzyka są osoby wrażliwe, życzliwe ludziom i skłonne do bezinteresownej pomocy. Nękacz bardzo często bierze życzliwość za objaw słabości i ktoś, kto z początku zwyczajnie chciał mu pomóc, łatwo może zostać wmanipulowany w niewygodną sytuację. 

Jeśli nękaczowi uda się uzależnić cię od siebie, związek zostaje sformalizowany i zamienia się w to, co nazywamy przemocą domową. Obrona przed nękaczem-mężem staje się jeszcze trudniejsza, bo akt ślubu jest dla niego potwierdzeniem, że należysz do niego. Dlatego działania obronne trzeba podejmować jak najwcześniej - nie wtedy, gdy domowy tyran grozi tobie lub dziecku, ale wtedy np. gdy nowy znajomy nie chce zrozumieć, że nie przyjmujesz gości po 21. I jeszcze jedno: nie oczekuj, że nękacz prędko się odczepi. Da ci spokój dopiero wtedy, gdy znajdzie sobie inną ofiarę na twoje miejsce. Bez niej nie potrafi żyć. 

-----------------------------------------------------------------------------------