Człowiek w pustym mieszkaniu [*]

[*]
Kot w pustym mieszkaniu
Wisława Szymborska

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.

O żadnych skoków pisków na początek.


Ja wiem, ze czas, ze choroba, że mus, że może w niebie poetów jest i nikt Jej nie będzie mówił, wypominał, papierosów, błędów przeszłości, nieudanych wierszy i potknięć. Ale mimo to strata boli. Ludzie nie kochają poetów. Nie umieją kochać niedosłowności i metafor. A przecież tego się nie robi kotu. Tego się nie robi człowiekowi...

Pani Wisławo, miłość do Pani poezji to miłość późna i dojrzała. Będzie mi Pani brakować, bardzo. Że nikt już nigdy nie powie tak jak Pani:

Pochwała złego o sobie mniemania


Myszołów nie ma sobie nic do zarzucenia,
Skrupuły obce są czarnej panterze.
Nie wątpią o słuszności czynów swych piranie.
Grzechotnik aprobuje siebie bez zastrzeżeń.

Samokrytyczny szakal nie istnieje.
Szarańcza, aligator, trychina i giez
żyją jak żyją i rade są z tego.

Sto kilogramów waży serce orki,
ale pod innym względem lekkie jest.

Nic bardziej zwierzęcego
niż czyste sumienie
na trzeciej planecie Słońca.




To miłość radosna i frywolna, zakochana jak nastolatka w lepiejach, altruitkach i odwódkach:

"Wisława Szymborska - "Rymowanki dla dużych dzieci"
Fragmenty książki

ODWÓDKI

Maja zniechęcać do alkoholu, przedstawiając ponure skutki nadużywania trunków. Źrodloslów oczywisty: ludowe przysłowie "od wódki rozum krótki". 

Od whisky iloraz niski.

Od żytniówki dzieci półgłówki.

Od likieru równyś zeru.

Od burbona straszna śledziona.

Od martini potencja mini.

Od sznapsa wezmą cie za psa.

Od rumu pomruki tłumu.

Od samogonu utrata pionu.

Od koniaku finał na haku.

Od palinki wstrętne uczynki.

Od maraskino spadaj rodzino.

Od pejsachówki pogrzeb bez mówki.

Od śliwowicy torsje w piwnicy.

MOSKALIKI
"Wzorem dla tej serii - pisze poetka - stała się zwrotka starej pieśni do slow Rajnolda Suchodolskiego:

Kto powiedział, ze Moskale
Są to bracia dla Lechitów,
Temu pierwszy w łeb wypale
Przed kościołem Karmelitów".

I wedlug tego wzoru idzie:

RYMOWANA ROZPRAWA O WYŻSZOSCI SARMATÓW NAD INSZYMI NACJAMI TUDZIEŻ O
SŁUSZNEJ KARZE NA ZATWARDZIAŁYCH, KTÓRZY TEGO POGLĄDU NIE PODZIELAJĄ

Kto powiedział, ze Anglicy
uczęszczają do teatrów,
tego rąbnę po przyłbicy
pod kościołem Bonifratrów.

Kto powiedział, ze Hiszpanie
noszą czasem jakieś buty,
uzębionym być przestanie
pod dzwonnica świętej Ruty.

Kto powiedział, że Francuzi
piją kawę z filiżanek,
temu pierwszy dam po buzi
pod świątynią Felicjanek.

Kto powiedział, że Finowie
mają wujów i kuzynów,
krzyżem zdzielę go po głowie
w krypcie Ojców Kapucynów.

Kto powiedział, że Bułgarzy
mają coś w rodzaju duszy,
temu przykrość się wydarzy
w studni Braci Templariuszy.

Kto powiedział, że Huculi
mają pewien dryg do tańców,
w samej przegnam go koszuli
spod zakrystii Zmartwychwstańców.

Kto powiedział, że Jankesi
zwykli wstawać o poranku,
tego nawet cud nie wskrzesi
u Pijarów na krużganku.

LEPIEJE

Lepiej złamać obie nogi,
niż miejscowe zjeść pierogi.

Lepiej mieć życiorys brzydki,
niż tutejsze jadać frytki.

Lepiej w glowę dostać dragiem,
niż się tutaj raczyć pstrągiem.

Lepiej mieć horyzont wąski,
niż zamawiać tu zakąski.

Lepiej wynieść się z osiedla,
niż tu przełknąć choćby knedla.

Lepszy ku przepaści marsz,
Niż z tych naleśników farsz.

Lepszy piorun na Nosalu,
niż pulpety w tym lokalu.

Lepieje z akcentem prorodzinnym

Lepiej w domu zjeść konserwę,
niż mieć tutaj w życiu przerwę.

Lepsza w domu świekra z zezem,
niż tu jajko z majonezem.

Lepsza ciotka striptizerka,
niż podane tu żeberka.

Lepiej nie być w żony guście,
niż jeść boczek w tej kapuście.


ALTRUITKI
Na wzór hasła z epoki slusznie minionej: "Oszczedzajac prace zony, jedz gotowe makarony".

Oszczędzając wstydu damie
lepiej cicho siedź, ty chamie.

Miast okradać krowę z mleka
dój bliskiego ci człowieka.

Oszczędzając sił buldoga
sam za niego podnoś noga (śląskie).

Odpoczynek daj królicy,
sam się rozmnóż w kamienicy. 

Urlop naszym posłom daj.
Sam, gdzie możesz, groź i plwaj.

Ulżyj trawie w obowiązkach:
sam wybujaj na Powązkach."


Dziękuje Pani Wisławo! Dziękuję.

Komentarze

  1. Potrzeba było aż śmierci Wisławy, byś dała znać, że żyjesz. To jedyny pożytek z tej obcej, a jednak bliskiej mi śmierci. Mój ulubiony wiersz, bo o mnie ( a w każdym razie lubię tak myśleć;-))):
    Portret kobiecy

    Musi być do wyboru.
    Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
    To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
    Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
    czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
    Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
    Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
    Naiwna, ale najlepiej doradzi.
    Słaba, ale udźwignie.
    Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
    Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
    Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
    Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
    Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
    własne pieniądze na podróż daleką i długą,
    tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
    Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
    Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
    Albo go kocha, albo się uparła.
    Na dobre, na niedobre i na litość boską.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to też jeden z wierszy, który "ryje" psychikę. Nie pozostawia obojętnym. Uwielbiam ten styl, proste niewydumane słowa, a jaki przekaz jaka treść jaka głębia.

    Zante, wybacz mnie grzesznej. Czasami najdalej Ci co najbliżej. Ale zawsze w środku.
    Chwilowo życie usiłuje mnie przeciągnąć pod kilem i rozjechać czołgiem. Ale bez walki się nie poddam. No i jako rasowa introwertyczka wyłażę z nory w czasie przypływu energii. Ale zapraszam w odwiedziny, na kawę z cynamonem i ciepły koc i gorące rozmowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wolę Herberta i skomunalizowane: Bądź wierny, idź...
    ali_ka@onet.pl

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Skorpion i żaba - jeszcze raz o psychofagach.

40 sposobów na gorsze życie