wtorek, 17 kwietnia 2012

Piłka jest kwadratowa, a bramka jest.

Nie interesuję się piłką nożną.  Nie ja jedyna. Ja się tym sportem nie interesuję i chcę by ten sport nie interesował się mną. By nie łaził za mną gdziekolwiek się obrócę: w sklepie, w księgarni, w parku, szkole, telewizji, radiu. Wszędzie. Czuję się zindoktrynowana. Dotąd udawało nam się wzajemnie mijać. Ale teraz...

Nie uważam EURO 2012 za jedyną, niepowtarzalną szansę, szczególnie dla mojego miasta. Szczególnie, że widzę, iż inwestycje poczynione na ten cel zjadają więcej pieniędzy niż w przyszłości wygenerują, chaos jest nie do opanowania, a mieszkańcy w imię "wyższych" celów są spychani na margines rzeczywistości.  

Nie, nie uważam, że to tylko miesiąc. To aż miesiąc. 


2 komentarze:

  1. O miesiąc za dużo. W mieście panuje rozgardiasz, bałagan i nieład. Niemal chaos. Tak, tak chaos.
    Też mnie wkurza wszędobylskie euro. Niedługo otworzę swoją lodówkę i wyskoczy mi.... euro 2012!

    OdpowiedzUsuń
  2. A niechże się ludzie cieszą. W imię tego warto zacieśnić swoje granice. Nasza rzeczywistość mieni się różnymi kolorami; nie wszystkie muszą się nam podobać, ale mają prawo zaistnieć w tęczy. Zróbmy im miejsce. Nikt z nas nie jest aż tak wyjątkowy, żeby zasługiwał na rezygnację z odrobiny przyjemności przez innych.
    ali_ka@onet.pl

    OdpowiedzUsuń