sobota, 27 października 2012

Moje pstrykanie: W kapuście

Moje pstrykanie: W kapuście

Uwielbiam fiolety. A te kapuściane są piękne. I kto mi powie, że taka kapuściana głowa nie może być wdzięcznym obiektem modellingu.

Mariniku, dzięki.

piątek, 26 października 2012

Hasło na dziś...

Ukradłam od znajomej blogerki, bo baaardzo mi się podoba. :) Zapraszam na Jej bloga Zachciało mi się pisać

Nękacz albo stalker...ale męczy tak samo.



Zmienia się świat i prawo, więc i na tych ludzi jakąś metodę można znaleźć. Ale rzecz pierwsza i podstawowa - uświadomić sobie ich istnienie i to, że to oni mają nierówno pod deklem, a nie my.


Oto cenny artykuł z Niebieskiej Linii (nr 1/2004). Zachowany i odkurzony.


Nękacz czyli jak nie dać się pochłonąć

Wojciech Kruczyński 


Nękacz to ktoś, kogo nie chcemy widywać, a kto ustawicznie narzuca nam swoje towarzystwo, psuje humor i zmusza, by o nim pamiętać. Bywa też, że grozi, a czasami zdarza się, że realizuje swoje groźby. Kim jest? Jak się przed nim ustrzec? 

Hasła "nękacz" nie znajdziemy w encyklopediach, słownikach czy literaturze psychologicznej. Jest to jedno z tych słów, które tworzy samo życie - wtedy, gdy jakieś zjawisko pojawia się na tyle często, że wygodnie jest określić je jednym pojęciem. 


Nękaczem może być chłopak, który tygodniami wydzwania, napraszając się o spotkanie. Może to być koleżanka, która przychodzi nie proszona i ignoruje wszelkie delikatne sugestie, że powinna już wyjść. Bardzo często zdarza się, że jest nim także były partner, który nie może się pogodzić z odejściem swojej partnerki, dlatego śledzi ją, pisze sms-y i maile, dzwoni do niej i jej znajomych, prześladuje w szkole lub w pracy. Może to być także "cichy wielbiciel", który niepokoi głuchymi telefonami lub upiornym dyszeniem w słuchawce. Na nękaczy uskarżają się często telewizyjne gwiazdy, które goszcząc codziennie na szklanym ekranie, wywołują u nękacza wrażenie, że są najbliższymi osobami w jego życiu. Istnieją także nękacze śledzący. Taki osobnik chodzi za swoją ofiarą, wystaje pod oknami i zbiera informacje o jej życiu. Niektórzy z nich są po prostu uciążliwi, inni bywają naprawdę niebezpieczni. Oto prawdziwa historia jednego z nich. 

Pewna historia

Na początku znajomości Krzysztof wydawał się Ewie miły i sympatyczny. Trochę dziwne wrażenie robiły na niej historie, które opowiadał. Wydawało jej się, że koloryzuje, ale w gruncie rzeczy jego opowieści były ciekawe. Z czasem stawały się jednak coraz bardziej niedorzeczne. Wszyscy byli przekonani, że Krzysztof je zmyśla. Próbowano mu to udowodnić, ale on nie przyznawał się do kłamstwa. 

Jego zachowanie było nieco ekscentryczne. Nie akceptował społecznych reguł. Dość trudno było wyjaśnić mu, że czegoś robić nie wypada. Brał rzeczy innych bez pytania, i nie polegało to na próbie ich przywłaszczenia, ale raczej na niezrozumieniu zasad własności. Stale chciał przebywać w towarzystwie Ewy i zadawał mnóstwo pytań dotyczących jej życia. Po tygodniu znał już jej rodziców i wszystkich znajomych; miał wszelkie możliwe adresy, numery telefonów. Pożyczył nawet kilka przedmiotów od tych osób i od samej dziewczyny. W rozmowie z Ewą często używał takich sformułowań, jak: "nie mógłbym bez ciebie żyć", "będziemy razem aż do śmierci", "bez ciebie nie istnieję", "należymy całkowicie do siebie", "jesteśmy jednością". 

Po dziewięciu dniach zdołał namówić Ewę, aby wspólnie zamieszkali. Dziewczyna miała wątpliwości, ale tak bardzo nalegał, że nie zdołała mu się oprzeć i mimo wahania wprowadziła się do niego. Historie, które Krzysztof opowiadał, były coraz bardziej absurdalne i wywoływały niechęć ze strony znajomych dziewczyny. Ewa po trzech tygodniach postanowiła się wyprowadzić. Reakcją były prośby i groźby. Krzysztof groził samobójstwem, zabójstwem, pobiciem i publicznym ujawnieniem szczegółów z jej życia. Apelował do jej litości i zapewniał o szalonej miłości. Podczas rozmowy bawił się nożem. 

Z pomocą kilkorga znajomych Ewa wyprowadziła się, z trudnością odzyskując swoje rzeczy. Pożyczone od niej i znajomych przedmioty służyły mu do wymuszenia kontaktu. Mężczyzna zaczął nękać znajomych Ewy: dzwonił do nich, nachodził w domu i w pracy. Mówił im, że został skrzywdzony, oszukany i zdradzony. Dziewczyna ukryła się przed nim u przyjaciół, których nie znał; musiała zmienić numer telefonu. Nadal jednak nachodził ją na uczelni. Nie widząc innego rozwiązania, wzięła urlop dziekański. Krzysztof przestał ją prześladować dopiero po siedmiu miesiącach, kiedy znalazł sobie kolejną ofiarę, z którą mógł powtórzyć cały scenariusz. 

Czego chce nękacz?

Jego celem jest całkowita symbioza z ofiarą, podobnie jak celem płaczącego godzinami noworodka jest całkowita symbioza z matką. Według Fromma istnieją dwa podtypy osobowości symbiotycznej: bierny i czynny. Pierwszy dąży do symbiozy przez zależność i podporządkowanie, drugi poprzez dominację. Ten drugi podtyp to nasz nękacz. Chce uciec od swej samotności i poczucia pustki, czyniąc z drugiej osoby część samego siebie. "Wchłonąwszy" ofiarę, podnosi swą wartość i dopiero wtedy czuje, że żyje. Nie jest zdolny istnieć samodzielnie i nie uznaje najmniejszych odrębności. Stopniowo uzależnia od siebie ofiarę, dążąc do jej całkowitego podporządkowania. 

Nękacz nie musi żyć ze swoją ofiarą w zgodzie, by czuć, że jest z nią w symbiozie. Nie jest ważne, czy z nią mieszka - chce, by między nim a ofiarą działo się cokolwiek. Resztę wypełni sobie fantazjami o intensywności związku. Nękacz nie potrzebuje sympatii, tylko uwagi. Żyje energią, jaką mu się poświęca. Nie jest ważne, na jakich zasadach opiera się kontakt między nim a drugą stroną, najważniejsze jest by był. Nękacz ma swoje sposoby, aby go podtrzymać. 

Jak działa nękacz? 

Oto lista strategii często stosowanych przez nękacza:

  • Finansowe uzależnianie ofiary: "Uważam, że kobiety w ogóle nie powinny pracować". "Jeśli już musisz pracować, pracuj u mnie". 
  • Uzależnienie się finansowe od ofiary: "Jeśli mnie odrzucisz, nie mam dokąd pójść i nie mam żadnych środków do życia. Zamieszkam na dworcu i to ty będziesz temu winna". 
  • Autodeprecjacja: "Jesteś moim duchowym przewodnikiem. Jeśli mnie odrzucisz, stanę się narkomanem, alkoholikiem, przestępcą itd.". 
  • Zadręczanie ofiary opisami własnych psychologicznych problemów, które ta powinna pomóc mu rozwiązać. 
  • Odurzanie się alkoholem i narkotykami, aby znaleźć się w takim stanie, w którym "musisz" się nim zaopiekować. 
  • Manipulowanie zasadą wzajemności: "Jesteś mi coś winna za to wszystko, co dla ciebie zrobiłem". 
  • Olśnienie ofiary: "Jesteś moją boginią". 
  • Wywoływanie poczucia winy: "Zawiodłaś mnie, zdradziłaś, oszukałaś, nie jesteś zdolna do miłości". 
  • Bombardowanie miłością i opieką: "Potrzebujesz mojej pomocy". "Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo jestem ci potrzebny". "Beze mnie zginiesz". 
  • Udawanie choroby, by zmusić ofiarę do opieki nad sobą. 
  • Wywoływanie u ofiary huśtawki emocji: np. wszczynanie awantur pod byle pretekstem, a następnie wystawne, imponujące przeprosiny z kwiatami i świecami. 
  • Obniżanie samooceny ofiary: "Jesteś tak brzydka, że nikt prócz mnie cię nie zechce". "O niczym nie masz pojęcia". "Nic nie umiesz zrobić porządnie". 
  • Samookaleczenie - sznyty, nacięcia na ciele, poparzenia itp. 
  • Samobójstwo (pozorowane lub prawdziwe). 
  • Grożenie zniszczeniem mienia ofiary, czasami realizacja tych gróźb. 
  • Groźby pobicia lub zabójstwa. 
  • Pobicie ofiary lub innej osoby z jej bliskiego otoczenia. 
  • Regularne znęcanie się fizyczne nad ofiarą. 
  • Porwanie dziecka ofiary lub członka jej rodziny. 

Zabójstwo.

W jaki sposób możesz zachęcić nękacza do działania? Załóżmy, że prześladuje cię telefonami. Postanowiłaś nie odbierać. Przez tydzień słyszy on tylko głos sekretarki, a ty odsłuchujesz jego wiadomości i jesteś coraz bardziej poirytowana, wściekła. Po odsłuchaniu dwudziestego nagrania nie wytrzymujesz i dzwonisz do niego z awanturą, żądając, by nigdy więcej nie dzwonił. W tym momencie poniosłaś klęskę. Właśnie poinformowałaś go, że telefon od ciebie kosztuje go tyle, co dwadzieścia impulsów. Przyjął to do wiadomości. Masz zagwarantowanych kolejnych dwadzieścia telefonów. 

Obrona

Ugoda z nękaczem nie jest możliwa. Najlepsze rozwiązanie to natychmiastowe i definitywne zerwanie z nim wszelkiego kontaktu. W kontaktach z nękaczem wiele kobiet popełnia ten sam błąd: próbując uniknąć kłopotów, robią to, czego on od nich oczekuje. Niektóre z nich są do tego stopnia oszołomione działaniem nękacza, że żyją z nim przez wiele lat. Ich życie przeradza się w piekło, ponieważ są coraz bardziej od niego uzależnione i bezradne. Z nękaczem nie ma ugody. Podobnie jak małe dziecko całkowicie zdominowałoby życie rodziców, gdyby mu na to pozwolić, tak nękacz "pożre" z czasem swoją ofiarę. Nie ma żadnej granicy jego zaborczości i cokolwiek wynegocjujesz, zadowoli go to tylko na jakiś czas. Prędzej czy później przekroczy on każdą granicę i nie pozostawi ci żadnej wolnej przestrzeni. 

Jak to wygląda w praktyce? Nękacz "więdnie", jeżeli nie otrzymuje wzmocnień. Jeśli jesteś regularnie niepokojona telefonami, możesz zmienić numer, ale nie jest to najskuteczniejszy sposób, aby się go pozbyć. Chcąc nie chcąc, musisz podać nowy numer znajomym i natręt może znaleźć sposób, by go zdobyć. Zacznie szukać nowego, jeśli nikt nie będzie odbierał pod starym. Dużo lepiej jest zostawić stary numer i uruchomić na nim sekretarkę. Na sekretarce nie nagrywaj własnego głosu, ale jakiś inny, najlepiej kobiecy. Jeśli nagrywasz swój głos, mężczyzna może dzwonić tylko po to, by go sobie przypominać; męski głos może wywołać jego furię. Natomiast nieznany głos młodej kobiety może sprawić, że jego uwaga odwróci się nieco od ciebie i dlatego jest to najlepsze rozwiązanie. Informacja na sekretarce nie powinna zawierać twojego nazwiska, imienia ani żadnych nazw własnych, do których nękacz jest przyzwyczajony. Nie nagrywaj też informacji dla nękacza, np. "Jeśli to ty, Adamie, to dzwonisz niepotrzebnie. Proszę, nie dzwoń więcej". Taka informacja to błąd - bo ona także jest dla nękacza swoistą nagrodą. Najlepiej nagrać tekst neutralny w rodzaju: "Tu numer..., po usłyszeniu sygnału proszę zostawić wiadomość". I jeszcze jedna ważna zasada: nie odsłuchuj i nie odczytuj pozostawianych dla ciebie wiadomości. 

Identyczne reguły obowiązują przy bombardowaniu listami i mailami. Nie powinnaś osobiście ich czytać, oglądać ani nawet sprawdzać, ile ich jest. Możesz poprosić o tę przysługę zaufaną osobę, której zadaniem będzie przekazywanie ci tylko naprawdę istotnych wiadomości. 

W zetknięciu z nękaczem najważniejszą bronią jest konsekwencja i asertywność. Jeśli obiecałaś mu, że więcej się do niego nie odezwiesz, dotrzymaj obietnicy. W przeciwnym razie przestanie brać twoje słowa na poważnie. Gdy ktoś nas nachodzi i nie dostrzega subtelnych sygnałów naszego zniecierpliwienia, często mamy tendencję do unikania go i ukrywania się przed nim. Nie otwieramy drzwi mieszkania, udając, że nas nie ma, unikamy podejścia do telefonu, prosząc o to innych, kłamiemy, że musimy gdzieś wyjść itp. To typowe działanie, ale nieskuteczne. Większość nękaczy bez trudu znajdzie sposób, żeby zmusić nas do grania coraz bardziej uciążliwej komedii. Na przykład jeśli powiesz, że musisz iść coś załatwić, nękacz wyjdzie z tobą i będziesz musiała załatwiać to przy nim. Zmyślisz wizytę rodziców, on poczeka i nie wyjdzie, dopóki oni nie przyjdą. Zdarza się, że chcąc się pozbyć nękacza, marnuje się cały dzień na czynności, których w innym wypadku na pewno by się nie podjęło. 

Ty decydujesz

Zanim zaczniemy uciekać przed nękaczem w kłamstwa, dobrze jest przypomnieć sobie kilka osobistych praw: 
  • masz prawo do dysponowania swoim czasem; 
  • masz prawo do niekontaktowania się z osobami, które cię męczą; 
  • masz prawo do dysponowania swoim mieszkaniem. 
Jedyną skuteczną metodą na nachodzącego nękacza jest jasne, dobitne poinformowanie go, że zdecydowałaś się ograniczyć z nim kontakty lub całkowicie je przerwać. Należy przemyśleć, czego konkretnie oczekujesz (całkowite zerwanie kontaktów, ograniczenie, ograniczenie w określonych godzinach itp.) i spokojnie mu o tym powiedzieć. Bez argumentowania i tłumaczenia się. Niestety, nie wszyscy nękacze dają się zbyć w taki sposób. Jeśli masz do czynienia ze skłonnym do przemocy mężczyzną, może się zdarzyć, że na odrzucenie zareaguje agresją. Wtedy powinnaś zgłosić sprawę na policję. Jeśli tego nie zrobisz, jest to sygnał, że zgadzasz się na takie traktowanie. 

Kogo wybiera nękacz?

Ofiarą nękacza może stać się każdy człowiek, jest jednak kilka kryteriów, którymi kieruje się on przy jej wyborze. Przede wszystkim łatwo rozpoznaje osoby, które potrzebują akceptacji. Jeśli jesteś czuła na komplementy albo marzysz o tym, by mieć chłopaka, nękacz natychmiast to wyczuje. Inną grupą ryzyka są osoby wrażliwe, życzliwe ludziom i skłonne do bezinteresownej pomocy. Nękacz bardzo często bierze życzliwość za objaw słabości i ktoś, kto z początku zwyczajnie chciał mu pomóc, łatwo może zostać wmanipulowany w niewygodną sytuację. 

Jeśli nękaczowi uda się uzależnić cię od siebie, związek zostaje sformalizowany i zamienia się w to, co nazywamy przemocą domową. Obrona przed nękaczem-mężem staje się jeszcze trudniejsza, bo akt ślubu jest dla niego potwierdzeniem, że należysz do niego. Dlatego działania obronne trzeba podejmować jak najwcześniej - nie wtedy, gdy domowy tyran grozi tobie lub dziecku, ale wtedy np. gdy nowy znajomy nie chce zrozumieć, że nie przyjmujesz gości po 21. I jeszcze jedno: nie oczekuj, że nękacz prędko się odczepi. Da ci spokój dopiero wtedy, gdy znajdzie sobie inną ofiarę na twoje miejsce. Bez niej nie potrafi żyć. 

-----------------------------------------------------------------------------------


poniedziałek, 15 października 2012

Karta Praw Niezbywalnych

Dyskutując na jednym z forów o przemocy w rodzinie, przypomniałam sobie temat, a właściwie zbiór praw jakie przysługują wszystkim Dorosłym Dzieciom z Rodzin Dysfunkcyjnych. Chcę Wam o nich przypomnieć, chcę byście pamiętali, że macie do tego pełne prawo i nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa wpędzać Was z tego powodu w poczucie winy, jeśli z nich korzystacie. Niezależnie od tego ile macie lat. Czy jesteście samodzielni, czy macie swoją rodzinę, a może jesteście już  "zbabciowani i zdziadkowani". Każdy czas i miejsce jest dobry by się zmienić i zadbać o siebie. 

Niektóre prawa myślę, że powinny obowiązywać również osoby, które są lub wyszły z toksycznych związków. Wiem jak potrafią takie relacje "zryć beret", zmienić myślenie o sobie i świecie.

Prawa Dorosłych Dzieci i ... partnerów psychofagów*.

• Mam prawo do wszystkich dobrych chwil, za którymi tęskniłem przez te wszystkie lata, a których nigdy nie dostałam.

• Mam prawo do radości w tym życiu - tu i teraz; nie tylko do chwilowego, euforycznego uniesienia, ale do czegoś bardziej trwałego.

• Mam prawo odprężać się i bawić - nie używając alkoholu, narkotyków i innych "stymulatorów".

• Mam prawo aktywnie dążyć do ludzi, miejsc i sytuacji, które pomagają mi osiągnąć dobre życie.

• Mam prawo powiedzieć o tym, gdy czuję, że coś nie jest dla mnie bezpieczne lub gdy nie jestem na coś gotowy.

• Mam prawo nie brać udziału ani w aktywnym, ani w biernym zachowaniu rodziców, rodzeństwa czy innych osób, robiących ze mnie "wariata".

• Mam prawo do podejmowania ryzyka w granicach rozsądku i do eksperymentowania z nowymi sposobami zachowań.

• Mam prawo zmieniać moje nastawienie, moją strategię i mój sposób myślenia.

• Mam prawo do popełniania pomyłek i do niespełniania własnych oczekiwań.

• Mam prawo opuścić towarzystwo osób, które świadomie lub przez nieuwagę tłamszą mnie, wpędzają w poczucie winy czy upokarzają. Dotyczy to również mojego rodzica alkoholika, rodzica niealkoholika i każdego członka rodziny.

• Mam prawo położyć kres obcowaniu z ludźmi, którzy powodują, że czuję się poniżany lub upokarzany.

• Mam prawo czuć to, co czuję.

• Mam prawo ufać swoim uczuciom, sądom, wrażeniom i intuicji.

• Mam prawo, jako integralna osoba, rozwijać się duchowo, umysłowo, mentalnie i emocjonalnie.

• Mam prawo wyrażać wszystkie swoje uczucia w sposób nie destrukcyjny, w bezpiecznym miejscu i czasie.

• Mam prawo do takiego czasu, jaki jest mi potrzebny, abym, dzięki eksperymentom z tymi nowymi ideami, mógł wprowadzić zmiany w swoim życiu.

• Mam prawo do selekcjonowania tego, co otrzymałem od rodziców - do przyjęcia tych rzeczy, które dają się zaakceptować i do odrzucenia wszystkiego, co dla mnie jest nie do zaakceptowania.

• Mam prawo do życia zdrowego pod względem psychicznym i duchowym, nawet jeśli będzie ono częściowo lub w całości odbiegać od filozofii przekazanej mi przez rodziców.

• Mam prawo do znalezienia mojego miejsca w świecie.

• Mam prawo korzystać z powyższych praw - żyć w taki sposób, w jaki ja sam chcę i nie czekać aż mój rodzic wydobrzeje, będzie szczęśliwy, zwróci się o pomoc lub przyzna, że sam ma problem.

*) Psychofagopedia. :)

Poetyckie Handlowanie

Szymborska z Miłoszem mają następcę na allegro. :)

poniedziałek, 8 października 2012

Samotność marzeń


Rano odprowadziłam Młodego i postanowiłam wracać piechotą, przez Stare Miasto. Zabawnie jest o 7-ej, w sobotni poranek. Trójkami, niedopici wojownicy z nocnych barów, chodzili w poszukiwaniu czynnych jeszcze wódpojów, od czasu do czasu waląc w napotkane, zamknięte na głucho drzwi do wyszynku i z wyrażając swoje oburzenie okrzykami: Otwierać, k..., co jest! Tu i ówdzie w ogródkach kawiarnianych, z których nie zdążyli ich przepędzić ochroniarze, usiłują powrócić z Matrixa co słabsze głowy.



Ulice zasłane są wszelkim plastikowym śmieciem, a z resztek jedzenia szwedzki bufet urządzają sobie ptaki i koty, gardząc kapuścianymi niedobitkami, a zgodnie dzieląc się bułką i mięsnymi skrawkami. Na samym Starym Rynku cicho i przyjemnie. O tej porze roku, jest taka uliczka, która łapie wschód słońca prawie znad samego horyzontu i pozwala go obserwować siedząc przy kawiarnianym stoliku. O ile ktoś nienormalny o tej porze otworzył, lub jeszcze nie zamknął przybytku. Dotarłam do przystanku zaraz za Rynkiem, ale skoro nogi mnie same niosły, a powietrze było rześkie i ciepłe, postanowiłam zrobić jeszcze kawałek per pedes i ruszyłam na spacer naszym deptakiem. Po kilku krokach usłyszałam głuche, ale głośne pacnięcie i coś miękko upadło kilka kroków ode mnie. Znałam ten dźwięk. Niestety.
Podeszłam bliżej, nie ruszał się, jego czarne jak węgielki oczy nie drżały, a pióra na szyi były mocno zmierzwione. Delikatnie podniosłam go, by nie uszkodzić niczego. Nie dawał znaku życia. Pod skrzydłem szukałam tętna, ale widziałam jak powieki zamykają się powoli, jak życie z niego ucieka. Jak jego ptasia dusza ulatuje. Wolna. Położyłam jego zwiotczałe ciało z dala od przechodniów.



Chciałam kiedyś zostać weterynarzem. Ale czasami życie nie układa się tak jakbyśmy chcieli. A może po prostu nie umiemy walczyć o marzenia? Nie nauczono nas? Może najczęściej realizujemy cudze marzenia, bo w ich realizacji ktoś nam pomaga. A nasze są skazane na samotność? 


niedziela, 7 października 2012

Miś koala moim pomocnikiem...

Ten oto sposób pomógł mi bardzo, gdy musiałam w moim życiu dokonać radykalnych i stanowczych zmian, a druga strona nie pomagała, a wręcz w swoim egotyzmie i apoteozie głupoty utrudniała najprostsze czynności, nie by osiągnąć cokolwiek rzeczowego, ale by utruć, ukatrupić i patrzeć jak pławię się we własnej niemocy i bezradności.

"Uśpij lwicę. 
Obudź misia coalę. 
On na Ciebie z mordą, a Ty spokojnie sięgasz po kolejny liść eukaliptusa i nic do Ciebie nie dociera. On się wykłóca o przedszkole, a Ty spokojnie zapisujesz dziecko do tego co Ci pasuje i wysyłasz list polecony za potwierdzeniem odbioru, że prosisz o wskazanie przedszkola, do którego ZAPISAŁ dziecko oraz informacje jak zorganizował logistykę, bo jak doskonale wie Ty możesz tylko na takich, a takich warunkach - tu podajesz odległość w kilometrach od domu i godziny, które Ci pasują. Dodatkowo informujesz, że brak odpowiedzi w terminie do dnia... skutkuje podjęciem przez Ciebie samodzielnej decyzji. Jak dzwoni i się pluje przez telefon, to półgłosem i spokojnie, nie zwracając uwagi na Jego krzyki (to Jemu zależy, żeby Cię usłyszeć, bo Tobie to wisi) stwierdzasz, że lepiej będzie jak zadzwoni kiedy się uspokoi i odkładasz słuchawkę. 


Straszenie sądem i policją kwitujesz krótkim "skoro uważasz, że w Twojej sytuacji to rozsądne...", tu zawieszasz głos i chwilę potem "dowiedzenia" i odkładasz słuchawkę. 


Twierdzi, że za 10 lat powie młodej/młodemu, a Ty lekko rzucasz, że masz nadzieję, że "całą prawdę" i wykonujesz swój ulubiony gest, czyli ODKŁADASZ SŁUCHAWKĘ, bo za 10 lat to dziecko samo już będzie wiedziało co jest grane. 


Grozi niani - informujesz, że niania na Jego wniosek ma z Tobą podpisaną legalną umowę i, że w związku z tym uwzględnisz nowy koszt Jej usług w pozwie o podniesienie alimentów. Znajdujesz sobie nowego kolegę. Nie musi być fajny, ma być o głowę wyższy i z 10 kg cięższy od Exa. Zapraszasz kolegę na ciacho, właśnie w czasie odwiedzin Exa u dziecka. Na pytanie "kto to jest" odpowiadasz rzeczowo "Zdzisiek". Przy pytaniach bardziej szczegółowych sięgasz po telefon i pytasz "to wizyta u córki, czy najście, bo nie wiem, czy mam dzwonić po policję". 

I trenujemy w sobie misia coalę. On się pluje - my sięgamy po listek. On się pluje - a my jak po liściach eukaliptusowych. On się pluje - a jak nam się znudzi to trenujemy nasz ulubiony gest ODKŁADANIA SŁUCHAWKI. 

Nad pyskówki w cztery oczy przedkładamy maile i listy polecone za potwierdzeniem odbioru, ze starannie przemyślaną treścią. Kolekcjonujemy SMS'y - szczególnie te z dużą ilością wykrzykników. Odpowiadamy krótko i rzeczowo. Nie wdajemy się nie tylko w pyskówki, ale nawet w dyskusje. Pytamy o to co ZAŁATWIONE. Nie załatwione, to wysyłamy list polecony za potwierdzeniem odbioru "w związku z brakiem propozycji dotyczących tego, a tego, a koniecznością załatwienia sprawy takiej, a takiej, informuję, że kierując się dobrem dziecka zdecydowałam tak, a tak". Nie musisz uzasadniać. Zrób sobie szablon w Wordzie. 


Nie dążymy do zmian w zachowaniu Exa. Dążymy do zmian we własnej świadomości, które pozwolą nam patrzeć na Niego z zadziwieniem (bo jednak to "dziwo"), nieszczególnym zainteresowaniem (w kółko tak samo mu ta gula skacze), lekkim pobłażaniem (nie można za wiele wymagać od "dziwa") i absolutną pewnością, że WSZYSTKO na co Go stać to te śmieszne pokrzykiwania i machanie kończynkami. Od czasu do czasu wizualizujemy Jego stopę w podrygującym bucie i wyobrażamy sobie, że ma pomalowane na czerwono paznokcie u nóg - ot tak dla urozmaicenia chwili przed naszym ulubionym gestem, czyli ODŁOŻENIEM SŁUCHAWKI." 


Tak..ta metoda była doskonała. I do dziś jest. :) Polecam i dziękuję nie znanej mi już dziś autorce metody!