Miś koala moim pomocnikiem...

Ten oto sposób pomógł mi bardzo, gdy musiałam w moim życiu dokonać radykalnych i stanowczych zmian, a druga strona nie pomagała, a wręcz w swoim egotyzmie i apoteozie głupoty utrudniała najprostsze czynności, nie by osiągnąć cokolwiek rzeczowego, ale by utruć, ukatrupić i patrzeć jak pławię się we własnej niemocy i bezradności.

"Uśpij lwicę. 
Obudź misia coalę. 
On na Ciebie z mordą, a Ty spokojnie sięgasz po kolejny liść eukaliptusa i nic do Ciebie nie dociera. On się wykłóca o przedszkole, a Ty spokojnie zapisujesz dziecko do tego co Ci pasuje i wysyłasz list polecony za potwierdzeniem odbioru, że prosisz o wskazanie przedszkola, do którego ZAPISAŁ dziecko oraz informacje jak zorganizował logistykę, bo jak doskonale wie Ty możesz tylko na takich, a takich warunkach - tu podajesz odległość w kilometrach od domu i godziny, które Ci pasują. Dodatkowo informujesz, że brak odpowiedzi w terminie do dnia... skutkuje podjęciem przez Ciebie samodzielnej decyzji. Jak dzwoni i się pluje przez telefon, to półgłosem i spokojnie, nie zwracając uwagi na Jego krzyki (to Jemu zależy, żeby Cię usłyszeć, bo Tobie to wisi) stwierdzasz, że lepiej będzie jak zadzwoni kiedy się uspokoi i odkładasz słuchawkę. 


Straszenie sądem i policją kwitujesz krótkim "skoro uważasz, że w Twojej sytuacji to rozsądne...", tu zawieszasz głos i chwilę potem "dowiedzenia" i odkładasz słuchawkę. 


Twierdzi, że za 10 lat powie młodej/młodemu, a Ty lekko rzucasz, że masz nadzieję, że "całą prawdę" i wykonujesz swój ulubiony gest, czyli ODKŁADASZ SŁUCHAWKĘ, bo za 10 lat to dziecko samo już będzie wiedziało co jest grane. 


Grozi niani - informujesz, że niania na Jego wniosek ma z Tobą podpisaną legalną umowę i, że w związku z tym uwzględnisz nowy koszt Jej usług w pozwie o podniesienie alimentów. Znajdujesz sobie nowego kolegę. Nie musi być fajny, ma być o głowę wyższy i z 10 kg cięższy od Exa. Zapraszasz kolegę na ciacho, właśnie w czasie odwiedzin Exa u dziecka. Na pytanie "kto to jest" odpowiadasz rzeczowo "Zdzisiek". Przy pytaniach bardziej szczegółowych sięgasz po telefon i pytasz "to wizyta u córki, czy najście, bo nie wiem, czy mam dzwonić po policję". 

I trenujemy w sobie misia coalę. On się pluje - my sięgamy po listek. On się pluje - a my jak po liściach eukaliptusowych. On się pluje - a jak nam się znudzi to trenujemy nasz ulubiony gest ODKŁADANIA SŁUCHAWKI. 

Nad pyskówki w cztery oczy przedkładamy maile i listy polecone za potwierdzeniem odbioru, ze starannie przemyślaną treścią. Kolekcjonujemy SMS'y - szczególnie te z dużą ilością wykrzykników. Odpowiadamy krótko i rzeczowo. Nie wdajemy się nie tylko w pyskówki, ale nawet w dyskusje. Pytamy o to co ZAŁATWIONE. Nie załatwione, to wysyłamy list polecony za potwierdzeniem odbioru "w związku z brakiem propozycji dotyczących tego, a tego, a koniecznością załatwienia sprawy takiej, a takiej, informuję, że kierując się dobrem dziecka zdecydowałam tak, a tak". Nie musisz uzasadniać. Zrób sobie szablon w Wordzie. 


Nie dążymy do zmian w zachowaniu Exa. Dążymy do zmian we własnej świadomości, które pozwolą nam patrzeć na Niego z zadziwieniem (bo jednak to "dziwo"), nieszczególnym zainteresowaniem (w kółko tak samo mu ta gula skacze), lekkim pobłażaniem (nie można za wiele wymagać od "dziwa") i absolutną pewnością, że WSZYSTKO na co Go stać to te śmieszne pokrzykiwania i machanie kończynkami. Od czasu do czasu wizualizujemy Jego stopę w podrygującym bucie i wyobrażamy sobie, że ma pomalowane na czerwono paznokcie u nóg - ot tak dla urozmaicenia chwili przed naszym ulubionym gestem, czyli ODŁOŻENIEM SŁUCHAWKI." 


Tak..ta metoda była doskonała. I do dziś jest. :) Polecam i dziękuję nie znanej mi już dziś autorce metody!

Komentarze

  1. PCK = precyzja, cierpliwość, konsekwencja. I SPOKÓJ. Ciężko wypracowany, ale wreszcie spokój.
    Nie mam z nim dzieci. Na szczęście. To on ma ze mną niedokończoną sprawę - nie dobił mnie. Raz na jakiś czas wyciąga swoje plugawe łapska, które mu przytrzaskuję w drzwiach. Jemu nadal się zdaje, że ma prawo, bo tak długo byłam wiernopoddańczym zerem, że to aż niemożliwe, żebym już nie była. Zepsułam się. Mam awarię, ale to mi na pewno minie. Więc próbuje. Nie wie, że moim eukaliptusem, który zawsze mam pod ręką są wspomnienia i obrzydzenie. Do siebie. Tamtej siebie.

    Tylko..., jeśli mogę się wtrącić, zmieniłabym wielką literę na małą w zaimku osobowym "on". W całej odmianie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo... Dziecko mam. Niestety z nim. Ale już duża kobietka, powoli sama ocenia.
    Metoda na koalę działa także w sprawach zawodowych, bo ja niestety w ten sposób nadal jestem uwiązana.
    Hmm... mam nawet wrażenie, że mojej córce lepiej niż mnie wychodzi metoda na koalę w stosunku do ojca.
    Ten Zdzisek to od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie. Bo pomimo rozwodu od kilku miesięcy uprawomocnionego - jakoś nie kuma, żem ja już obca kobieta dla niego.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie najbardziej rozwala, jak dzwoni do mnie jeszcze, przy okazji telefonów do dziecka i skarży się, że tu go strzyka, tam boli, a tu ktoś na niego krzywo spojrzał, a to pieniędzy nie ma, a to że Nexia go rzuciła...a kiedy odpowiadam, że mnie to nie obchodzi, bo jestem już obcą kobietą dla niego, mówi, ze jak, że przecież dziecko na zawsze razem! Hahaha! No to to tylko o dziecku możemy rozmawiać. A reszta mi wisi i dynda. I jeść nie woła. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. OOOOOOOO widzę Matki skądinąd świetnie znane............

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszelki duch...znaczy Izumi!!!! I tyś zawitała!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Metoda na koalę musi przyjść w odpowiednim czasie:) Mi się wcześniej wydawało ,że to już. A to była tylko złość. A potem dół i płacz.
    Ale już powoli się wsmakowałam w liście eukaliptusa..baaardzo smaczne:) Wręcz uzdrawiające:)

    OdpowiedzUsuń
  7. No jedna, uszkodzona foremka ich stworzyła, jak Boginię kocham.
    Ja dziś przeżułam jego ego pomiędzy liśćmi eukaliptusa.
    Publicznie, przy świadkach jasno i spokojnie wyartykułowałam, że nie życzę sobie żadnych telefonów. Zacytuję samą siebie: "Nie życzę sobie ŻADNYCH telefonów w jakichkolwiek sprawach prócz formalnych, dramatycznych firmowych. I dotyczy to zwłaszcza telefonów "Kto jutro otwiera?" - nie jestem ani Twoją żoną ani asystentką ani niańką ani matką. Jeszcze jeden taki telefon i wnoszę o stosowanie stalkingu".
    Wzrok kretyna mówił "Ale że co? Jak to nie życzysz sobie. Mnie?"
    Tak więc pociągnęłam dalej: "Nie rozumiesz, że NIE ŻYCZĘ sobie z tobą żadnego kontaktu poza niemożliwym do uniknięcia firmowym? To ja Ci teraz powtarzam - Nie życzę sobie. Po to się właśnie rozwiodłam."
    I odwróciłam się żując liść eukaliptusa ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Skorpion i żaba - jeszcze raz o psychofagach.

40 sposobów na gorsze życie