poniedziałek, 31 grudnia 2012

2012//2013




Jak co roku nie czynię, żadnych postanowień, żadnych obietnic i żadnych przyrzeczeń. Osoba, która ma silną wolę i chęć dotrzyma postanowienia danego w każdym czasie i porze. I taka chciałabym być i nad tym pracuję. Rok 2012 nie był najgorszy i oby następny nie zawiódł mnie. Nie podłożył nogi. A z resztą sobie poradzę, choć samotnie czasem ciężko.



A czego sobie życzę na nowy rok 2013. Spokoju serca. By na pustyni mego serca skończyły się już burze. Nie oczekuję, że nagle spadnie deszcz i pustynia rozkwitnie na nowo. Nie rozkwitnie, bo żyznej gleby już nie ma. Ale przecież pustkowie też tętni życiem. Może głębiej, może pod osłoną nocy. Rozkwitają oazy przy źródłach. Jeśli tylko burze ustaną. I znajdą się wtedy nomadowie, którzy pokochają pustynię taką jak jest. Trudną do pokochania, ale wierną, piękną, niebezpieczną w swojej urodzie, lecz na pewno nie nudną. 

A czego Wam życzę? Również spokoju serca - w Waszym wymiarze. 

Thuria

Marina and the Diamonds

Muzyka świetna i ten tekst! Mocne. Jak wszystko z jej płyty. Marina and the Diamonds

Bubblegum Bitch

Got a figure like a pin-up, got a figure like a doll.
Don't care if you think I'm dumb, I don't care at all.
Candy best, sweety pie, wanna be adored.
I'm the girl you die for.
I chew you up and I spit you out,
'Cause that's what your love is all about.
So pull me closer and kiss me hard,
I'm gonna pop your bubblegum heart.


I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love, steal me with a kiss.
I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.

Uh-oh, uh-oh, uh-oh, Uh-oh, uh-oh, oh.

Queentex, latex, I'm your wonder maid,
Life gave me some lemons, so I made some lemonade. 
Soda pop, soda pop, baby here I come 
Straight to number one 

Oh dear diary, I met a boy,
He made my dull heart light up with joy.
Oh dear diary, we fell apart,
Welcome to the life of Electra Heart. 

I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love, steal me with a kiss.
I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.

I think I want your, your American tan, 
I think you're gonna, be my biggest fan.

I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love, steal me with a kiss.
I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.

I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love,
Steal me with a kiss.
I'm Miss Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.
--------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam figurę jak dziewczyna pin-up, mam figurę jak lalka.
Nie obchodzi mnie, że myślisz, że jestem głupia, 
W ogóle mnie to nie obchodzi. 
Najlepszy cukierek, słodziutki, chcę być uwielbiana. 
Jestem dziewczyną, za którą będziesz gotów umrzeć.

Przeżuję cię i wypluję, 
Bo o to chodzi w twojej miłości. 
Więc przyciągnij mnie do siebie i pocałuj mocno, 
Mam zamiar rozerwać twoje słodkie aż do mdłości serce. 

Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Zdobądź mnie swoją słodką miłością, ukradnij mnie pocałunkiem. 
Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Będę słodką aż do mdłości suką, 
Będę słodką aż do mdłości suką. 

Queentex, lateks, jestem twoją pokojówką,
Życie dało mi kilka cytryn, więc zrobiłam z nich lemoniadę. 
Napój gazowany, napój gazowany, skarbie, nadchodzę
Prosto do numeru jeden. 

Och drogi pamiętniczku, poznałam chłopaka. 
On sprawił, że moje mdłe serce zabłysnęło radością.
Och drogi pamiętniczku, rozpadliśmy się, 
Witajcie w świecie Elektry Heart. 

Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Zdobądź mnie swoją słodką miłością, ukradnij mnie pocałunkiem. 
Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Będę słodką aż do mdłości suką, 
Będę słodką aż do mdłości suką. 

Chyba chcę twojej, twojej amerykańskiej opalenizny,
Sądzę, że zostaniesz moim największym fanem. 

Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Zdobądź mnie swoją słodką miłością, ukradnij mnie pocałunkiem. 
Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Będę słodką aż do mdłości suką, 
Będę słodką aż do mdłości suką. 

Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Zdobądź mnie swoją słodką miłością, ukradnij mnie pocałunkiem. 
Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych, alkoholowych ustach, 
Będę słodką aż do mdłości suką, 
Będę słodką aż do mdłości suką.*)

*)Żródło tekstu i tłumaczenia: www.tekstowo.pl

sobota, 29 grudnia 2012

60 lat - 30 kg różnicy

Po i przed

       Święta dla mnie to czas błogosławiony i straszny zarazem. Wszystko zależy od tego jak bardzo uwikłana jestem w obowiązki rodzinne i różne zobowiązania. Nie każdy ma szczęście, że jego bliscy akceptują go takim jaki jest. W świecie opanowanym przez różnego rodzaju interakcje i natłok informacji ciężko jest wytłumaczyć innym, że męczą nas kolejne kurtuazyjne wizyty, szczególnie kiedy nie jest to spotkanie w wąskim gronie, a spęd rodzinny, gdzie i owszem jest wesoło, radośnie, ale stanowczo za głośno i chaotycznie. Jestem w stanie oczywiście cieszyć się spotkaniami, brać w nich żywy i aktywny udział, ale męczą mnie one na dłuższą metę, bo ileż razy można odpowiadać na te same pytania, skoro drugiej strony nie interesuje odpowiedź. Ba, potrafi być nawet zaskakująco sfochowana, kiedy nie usłyszy satysfakcjonującej jej odpowiedzi. Bo ja niestety odstaję od schematów. Mocno. 
      Nie uważam za konieczne odpowiadanie na pytania, co słychać u mojego byłego i odsyłam bezpośrednio do niego. Nie narzekam na życie i pracę, a wręcz mówię wprost, że dziękuję Bogu za każdy dzień, za to co mam, bo nie miałam i wiem jak było źle i ciężko. Chwalę dziecko, bo też i kłopoty jakie mam są trudne, lecz do pokonania. Na siebie nie narzekam, ot czasem, ale tylko wobec najwierniejszej przyjaciółki, a reszta przecież i tak zalet nie doceni, a na potknięcia czeka. Nie będę ułatwiać. Nie chwalę się za to nowymi nabytkami, bo takich jak oni oczekują nie mam: ani TV płaskiego jak nastoletnia modelka, ani smartfona z IQ wyższym od noblisty, ani zaklepanej wycieczki do Egiptu, bo nie lubię się smażyć jak frytka, a moje marzenie zwiedzenia wszystkich największych metropolii świata na nikim wrażenia nie zrobi. Fascynacja bronią, socjologią, kryminalistyką, komputerami rozbrzmiewa tylko echem w pustym naczyniu. Bo jaka normalna kobieta lubi takie rzeczy!? 
- Ale co ostatnio upiekłaś?  
- Marchewkę jak spadła na palnik z patelni. 
- Coś ugotowałaś? 
- Się, jak nie mogłam wydusić zdania przez telefon w rozmowie z klientem. 
- Oglądałaś "Perfekcyjną..."?
- O tak, by zobaczyć, ze ktoś ma gorszy syf niż ja ;). 
- A co sądzisz o kuchni proponowanej przez Pascala - mrrr, seksowny jest jego akcent. 
- A widziałaś ostatni odcinek M jak miłość? 
- To Ulica Sezamkowa sponsorowana przez literkę M? 

I tak oto uchodzę w rodzince za dziwadło. :) 

A po świętach marzę tylko o tym by odpocząć, w ciszy i spokoju, przy lampce wina, lub na długim spacerze. Mogłabym i mocno się zmęczyć fizycznie, ale chwilowo stan zdrowia nie pozwala (antybiotyk).

Do Sylwestra wydobrzeję, a wtedy ...klękajcie narody. :D 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Świątecznie

Wszystkim moim Przyjaciołom Blogowym i Pozablogowym, życzę spokojnego przejścia przez przedświąteczne zawirowania, świąteczne wariactwo i poświąteczne bóle wątroby i z całego tego okresu zapamiętanie tylko tego co nas wzmacnia, cieszy, otacza ciepłem, wspiera i koi. By zawsze zdarzało się coś  co będzie najpyszniejszą wisienką na torcie, a wszelkie zdarzenia przybierały dobry obrót. 

Thuria

niedziela, 23 grudnia 2012

Jestem wzruszona...

Kto jak kto, ale wszechwiedząca wyszukiwarka pamiętała o moich dzisiejszych urodzinach. Taka jestem wzruszona. To doskonały prezent dla samotnych. Miło wiedzieć, że chociaż maszynka o nas pamięta. Czekam, kiedy pralka złoży mi życzenia.

wtorek, 18 grudnia 2012

Cuda przed świętami

Grudzień to ciężki finansowo miesiąc. Nie tylko dla nas, niestety.

Siedzimy przy stole. Na kolację chleb z żółtym serem (a co! jeszcze nas stać, wypłata była niedawno!) i chwilę przeżuwania pełnego zadumy przerywa głos Młodego:
- Mamo, jaki jest synonim cudu? 
- Nie wiem... - mielę leniwie żuchwą - brak połączenia z mózgiem.
- Gdy komornik przyjdzie na kawę...

Ot, patrzcie, nieopierzone to-to a już zna życie. :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Góra lodowa...

Kiedy on jak góra lodowa...A Ty jak wieczna himalaistka. Czasem masz już uszy odmrożone. Oczywiście na złość mamusi. Ale rajcuje Cię to i przyciąga. Ta adrenalina, ten piękny, niedostępny szczyt, który podczas pięknej pogody lśni tak kusząco. Zdaje się tak blisko, już, już prawie na nim jesteś. I załamanie pogody. Zejście przymusowe w dół. Wściekłość, rozpacz niepowodzenia. I nadzieja, będę lepsza, przygotuję się lepiej, na pewno się uda.

E. Hopper
Przeczytaj...

"Jest, ale jakby go nie było. Odległy, szorstki, a nawet trochę groźny. Niczego nie obiecuje i nie bierze odpowiedzialności za twoje uczucia. Ma zamknięte serce i ramiona. Jeśli zakochałaś się w niedostępnym mężczyźnie, mylisz tęsknotę z miłością.


Ciąg dalszy tutaj..."

Teraz już wiesz - nie każdemu pisana Korona Ziemi. :) Ale Kopiec Kościuszki we dwoje też może być fajny. Szczególnie na kocu piknikowym z flaszeczką zacnego wina i pogawędką o wszystkim i niczym. I niekoniecznie musicie wracać tramwajem. Yamaha też się nada :).

Młody Reklamożerca

Uwagi Młodego po obejrzeniu pewnej reklamy:

"No ja nie rozumiem co się ludzie dziwią, że szkolnictwo leży - jak w reklamie tego serka tatuś głupi jakby podstawówki nie skończył, a córeczka czyta jakby miała jej nigdy nie skończyć. Dobrze, że matka się nie odzywa..."

 

sobota, 15 grudnia 2012

DIY czyli Zocha sama robi

Na wszelkie stresy, lęki i inne udręki, jak się przekonałam, działa na mnie jakaś nieskomplikowana manualna robota, która daje szybki i widoczny w krótkim czasie efekt. Kiedyś czekając na wiecznie spóźniajacego się apsztyfikanta, nauczyłam się "sztrykować". A potem nie mogąc patrzeć na Exa skupiałam swoje zapłakane oczęta na wszelakiej innej robocie głównie wycinankach, filetowaniu (ale nie rybek!) i dzierganiu koronek na szydełku. Nie ważne, że talentu nijakiego nie mam. Co tam. Śpiewać też nie umiem, ale jak dowiedziałam się, ze kto śpiewa, ten dwa razy się modli to słychać mnie na każdej imprezie. Czy to świeckiej czy religijnej.  Nie umiem śpiewać, ale lubię, a jak komuś się nie podoba niech zainwestuje w stopery. Moich rękodzieł też nie trzeba oglądać. Co z góry zaznaczam. Osoby o wielce wyrafinowanym, subtelnym i wyszukanym guście estetycznym, aspiracjach artystycznych i dbające o swój niczym nie skażony obraz piękna, są upraszane o opuszczenie bloga i pojawienie się tu znów, kiedy zdjęcia zejdą z pierwszej strony, a ja zdążę usunąć wszelkie hejterskie, krytyczne, niepochlebne, obraźliwe, plugawe komentarze. :)))). No bo ja też dbam o swoje ego. Musi być dopieszczone i wygłaskane. Byle nie pod włos. Jako, że moje dzieła w większości przypadków służą jako szmaty podłogowe, zabawki dla kotów, zatyczki do dziur w oknach i zasłonki na strychu, w chwili obecnej mogę się pochwalić tylko tym: marnymi ozdobami świątecznymi. Pierwocinami mojego talentu. Nieudanymi próbami. Podróbami klasyki internetu. 

Niech już będzie. Patrzcie. Ale ostrzegałam. Reklamacji nie przyjmuję.



czwartek, 13 grudnia 2012

Praca albo zdrowie...

Lubię swoją pracę. Pracowałam nawet dla kilku szefów naraz. Ale czasami wystarczy tylko dwóch by mieć dosyć. Jeden każe mi być samodzielną - drugi krzywi się na moje decyzje. Jeden prosi o pilnowanie terminowych zadań do wykonania przez drugiego, a ten wścieka się, że mu marudzę nad głową, po czym jak nie marudzę, to kto jest winny zawalenia terminu? Mam zrealizować jakiś projekt odpowiednio wcześniej na życzenie drugiego - proszę bardzo na 99% zrealizowane, a  1 % to końcowe tak lub nie pierwszego szefa. Oczywiście jest udzielane na ostatnią chwilę, kiedy termin już jest na CITO i przychodzi do realizacji na ostatnią chwilę często po godzinach i w weekendy (moje nadgodziny i weekendy!). I pretensje szefów skierowane do mnie: Czemu na ostatnią chwilę?! Nie potrafią się dogadać między sobą, a ja siedzę między młotem a kowadłem. Ich wzajemne nieporozumienia skupiają się na mnie. I choć bronię się przed niesprawiedliwością, bo nie mam zamiaru zbierać cięgi za grzechy niepopełnione, to mimo wszystko ciężko się pracuje. 

środa, 12 grudnia 2012

Miotła o pojemności skokowej ... część 2

Nie mogłam kontynuować nauki jazdy, ponieważ śnieg zasypał świat cały, a jak zastrzegła Koleżanka Wiedźma, na letnim ogumieniu kijowo się jeździ. Jako, że miotła służbowa, kolega z pracy został zobowiązany do zlokalizowania zimowego zapasu, i wymiany niewłaściwego na właściwy. Trochę mógł być z tym problem, bo miotła przechodziła różne pracownicze ręce i nikt tak naprawdę nie wiedział co, gdzie i jak z tym zapasem, ale wymiany należało dokonać i już.

Kolega ociągał się, aż zobowiązanie zostało podkreślone zobligowaniem i pobrawszy zaliczkę poprowadził przez zaspy miotłę do warsztatu, gdzie rzekomo miały być przechowywane opony.

Wrócił szczęśliwy jak troć po tarle. I pyta mnie od progu:
- Wiesz gdzie były nasze zimowe opony?! Wiesz?!
- No nie wiem.
- Na kołach!

Okazało się, że cały czas jeździliśmy na zimówkach.

Podobno mechanik dziwnie popatrzył na kolegę i zapytał głośno, tak by wszyscy słyszeli :
 - A pan to chciałby zimowe na letnie zmienić?

Ubaw w warsztacie był setny.

wtorek, 11 grudnia 2012

Taxi Driver

Dziś spotkała mnie mała, miła rzecz, która uśmiech na twarzy wywołała, na cały dzień dała dobry humor i siłę przetrwania w starciu z chorobą i NFZ.

Czasami zmuszona jestem do korzystania z taksówek, luksusu dla mnie wielkiego, ale koniecznego, kiedy w grę wchodzi przykładowo zdrowie mojej latorośli. Przejażdżka komunikacją miejską objazdami w mrozie i śniegu, skończyć by się mogła ciężkim zapaleniem płuc zamiast lekkiego przeziębienia, które w owej taksówce wraz z synem do lekarza zawieźć musiałam. Zwykle panowie kierowcy są rozmowni, panie mniej, a jeśli nie są, to z radia bombarduje moje uszy wszelkiego rodzaju muzyka nadawana przez rozgłośnie serwujące przeboje od dance po discopolo po drodze zahaczając o stare złote przebije i pop-sieczkę. Och, gdybyż ktoś pomyślał o stworzeniu korporacji taksówkowej w zależności od muzyki słuchanej przez kierowców. Miałabym jakiś wybór. Mogłabym oczywiście poprosić o ściszenie, bądź wyłączenie ustrojstwa, ale obawiałabym się nieadekwatnej do prośby reakcji: You talking to me?. Pozostaje więc mentalne wyłączenie się z wszechogarniającego umpa-umpa, bądź "rozmowa z kierowcą w trakcie jazdy", która zabroniona nie jest, a w każdym razie żadne tabliczki o tym nie informują. Kulturalne zagajenie powoduje zazwyczaj przyciszenie radia, bo mówię normalnym głosem, nie przekrzykując Bajbera, Ryjhanny, czy innej Dojdy. Daje to ulgę systemowi odsłuchowemu w mojej głowie, a właściwe zadane pytanie pozwala nie nadwyrężyć organu mowy i jakoś bez większych duchowych szkód (czytaj totalnego wkur...) dojechać do celu. 

Dzisiaj za to Pan Taksówkarz (wielki szacunek) nie dość, że czekając na mnie o określonej godzinie czytał tomiszcze biblioteczne (zwykle kierowcy posypiają,  czytają "Przegląd sportowy", sms-ują lub zagłuszają myśli muzycznym łomotem - mają prawo, ale jaka miła odmiana), to jeszcze po zajęciu miejsca w samochodzie otuliła mnie łagodna muzyka, niezbyt głośna, o tonach wyraźnie dalekich od taneczno-popowej siekanki. Musiałam trochę dziwnie wyglądać filując co też on tam ma w odtwarzaczu, zapuszczając żurawia zza fotela, bądź przechylając się na tylnym siedzeniu jak w kolejce górskiej. W końcu prezenter radiowy puścił dżingla z nazwą stacji. Kierowca słuchał radia z  muzyką poważną i filmową nadawaną non stop. To i tak było w sumie mało istotne, ot zwykła ciekawość, ale możliwość złagodzenia oczekiwania w korkach, ulubione fragmenty muzyczne, spokój i harmonia, spowodowały, że miałam "banana" na twarzy, tak jak mój Młody. Śnieżny, szary dzień nie wydawał się już taki okropny. 

Niestety napiwek był mizerny z mojej strony, bo cienko z kasą u mnie. Nie zdążyłam też zerknąć na numer boczny taksówki, tak byłam pod wrażeniem. Ale dziękuje Panu Taksówkarzowi za kulturę, Kulturę i złamanie stereotypu. Ave!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dla koleżanek i kolegów filologów i nie tylko...


Uwielbiam kongenialną twórczość Stanisława Barańczaka. Znając oryginał jakże wspaniale można ocenić talenty translatorskie. Ten oto przykład jest przypisywany własnie jemu. Nie mogę sobie odmówić przyjemności przytoczenia tej miłej rozmowy:

HUSBAND: Honey, I’m home!
MĄŻ: Miodzie, jestem domem!
WIFE: Is that you, Matthew? Finally! What took you so long?
ŻONA: Czyż jesteś to ty, Matthew’ie? Finalnie! Co cię wzięło takiego długiego?
HUSBAND: Come, come, Jennifer, don’t get upset.
MĄŻ: Przybądź, przybądź, Jenniferze, nie uzyskuj przewagi jednego seta w meczu tenisowym.
WIFE: Why, you ‘ve certainly taken your time this time.
ŻONA: Dlaczego, ty z pewnością zabrałeś swój czas tymczasem.
HUSBAND: It’s a jungle out there, my dear. Traffic jams every freaking five minutes, pardon my French. How was your day, by the way?
MĄŻ: To jest dżungla tam na zewnątrz, moja zwierzyno płowa. Dżemy sklepików tytoniowych każde pieprzone pięć minut, ułaskaw mojego Francuza. Jak był twój dzień, na poboczu drogi?
WIFE: Nothing out of the ordinary. Your mother called to complain that you don’t call her often enough. Your son broke another two front teeth playing ice hockey. The garbage people are on strike. I washed the kitchen floor, and now my back is killing me. My allergies are a pain-in-the-neck as well. And this foul weather gives me a hell of a pleasant feeling to boot. Other than that, my life as a typical suburban housewife ran its everyday course smoothly today. In any case, dinner is served.
ŻONA: Nic poza obrębem czegoś ordynarnego. Twoja matka wołała narzekać, że ty wołasz ją nie często dosyć. Twój syn złamał jeszcze jedne dwa zęby frontowe grając na hokeju z lodu. Śmieciarze są na uderzeniu. Wyprałam kuchenne piętro i teraz mój tył zabija mnie. Moja alergia jest bólem-w-szyi jako studnia. I ta niesportowa pogoda daje mi piekło proszącego czucia do buta. Inne niż to, moje życie jako typowej podurbanistycznej domowej żony biegło swój każdodzienny kurs gładko dziś. W dowolnym futerale, obiad jest obsłużony.
HUSBAND: Can you fix me a stiff drink first?
MĄŻ: Możesz ty zreperować mi jakiś sztywny napój, po pierwsze?
WIFE: Out of the question. The food is getting cold. Besides, why don’t you fix one for yourself? I have my hands full, tossing the salad.
ŻONA: Na zewnątrz pytania. Żywność jest dostająca chłodu. Obok, dlaczego ty nie zreperujesz jednego dla siebie sam? Ja mam moje ręce pełne, podrzucając sałatę.
HUSBAND: All right, then. I’ll get myself a can of Bud from the icebox. What are we having tonight?
MĄŻ: Wszystko na prawo, tedy. Dostanę sobie puszkę Pąku z lodopudła. Co jesteśmy mający tej nocy?
WIFE: You didn ‘t expect anything fancy, did you? What we have tonight is ever-so-popular hamburgers and fries from Burger King. There’s nothing like the regular meat-and-potato kind of stuff. (Aside:) I think I’m gonna throw up.
ŻONA: Ty nie oczekiwałeś żadnej wymyślnej rzeczy, oczekiwałeś ty? Co my mamy dziś, to są zawsze-tak-popularni szynkowi mieszczanie i smażonki z „Mieszczanina-Króla”. Tam jest nicość przypominająca regularny mięsno-kartoflany rodzaj substancji. (Leżąc na boku:) Myślę, jestem gonną w trakcie rzutu wzwyż.
HUSBAND: Just what the doctor ordered. You know I’m basically your meat-and-potato kind of guy.
MĄŻ: Sprawiedliwe jest to, za co doktor dostanie order. Ty wiesz, podstawowo ja jestem twój mięsno-kartoflany rodzaj faceta.
WIFE: Let’s change the subject. Speaking of beer, don’t you think you drink too much?
ŻONA: Pozwólmy nam zmienić poddanego. Mówiąc o piwie, ty nie myślisz ty pijesz za dużo?
HUSBAND: Me? Are you kidding me, baby? Look, I never get drunk. I drink nothing but beer, and more often than not, light beer, like Bud Lite.
MĄŻ: Mnie? Jesteś robiąca mnie w dziecko, niemowlaku? Patrz, ja nigdy nie dostaję pijaka. Ja nie piję nic, ale piwo, i – bardziej często niż nie – świecące piwo, jak „Światło Pąkowia”.
WIFE: Well, I don’t know.
ŻONA: Studnia, ja nie wiem.
HUSBAND: O.K., a Martini or two now and then, but that’s social drinking. That doesn’t count. I wouldn’t touch hard liquor with a ten-foot pole, except on the rocks or with lots of soda.
MĄŻ: O.K. , jakiś Martini albo dwóch Martinich każde teraz i potem, ale to jest picie socjalne. Tego nie robi hrabia. Ja twardego likieru nie dotknąłbym Polakiem o dziesięciu stopach, z wyjątkiem na skałach albo z parcelami sody.
WIFE: See? I rest my case.
ŻONA: Biskupstwo? Wypoczywam mój przypadek gramatyczny.
HUSBAND: Now what are you trying to tell me? That I’m a basket case? That I don’t have the guts to kick a habit?
MĄŻ: W chwili obecnej, co jesteś próbująca mi powiedzieć? Że jestem wiklinową gablotką? Że nie mam jelit, aby dać kopa komuś w habicie?
WIFE: Calm down. Don’t raise your voice. Let’s not let your drinking problem bother us now; instead, let’s sit down and have our dinner.
ŻONA: Uspokój się na dole. Nie hoduj swojego głosu. Pozwólmy nam nie pozwolić twojemu problemowi napojowemu denerwować nas teraz; zamiast, pozwólmy nam siąść w dół i mieć nasz obiad.
HUSBAND: Fine with me. So, the French fries! Boy, am I starved.
MĄŻ: Wyrafinowani ze mną. Toteż, Francuz smaży! Jako chłopak, jestem ja wygłodzony.
WIFE: Help yourself.
ŻONA: Pomagaj swojej jaźni.
HUSBAND: Pass the salt, will you?
MĄŻ: Przeminie sól; ty też?
WIFE: Here we go.
ŻONA: W tym kierunku idziemy.
HUSBAND: And ketchup. These two burgers look real great.
MĄŻ: I doganiamy. Ci dwaj mieszczanie spoglądają prawdziwi, wielcy.
WIFE: You may have mine. (Another aside:) For some reason, I’m not particularly hungry at this point.
ŻONA: Możesz mieć kopalnię. (Przewraca się na
drugi bok). Dla jakiegoś rozumu, nie jestem ani cząsteczkowo głodna przy tym czubku.
HUSBAND: You don’t know what you ‘re missing.
MĄŻ: Nie wiesz, do czego chybiasz.
WIFE: I’m missing the boat, that’s what I’m missing.
ŻONA: Chybiam do łódki, to jest to, do czego chybiam.
HUSBAND: What are you talking about?
MĄŻ: Czym jesteś ty mówiąca o?
WIFE: Years go by, and I move in a rut. This may be my last chance. There are still those things I’ve always dreamed of doing. Like, for instance, being a Florence Nightingale. A black singer. A Hillary Clinton, even. Enough is enough. Our relationship has never really worked, anyway. Another day like this, and I’m going to pieces. I’m nobody’s slave. I need more space.
ŻONA: Lata jeżdżą obok, a ja wzruszam w bruździe. Tegoroczny maju, bądź moim ostatnim przypadkiem! Tam są nieruchome te rzeczy, ja zawsze marzyłam o robieniu których. Jak, dla instancji, bycie Florenckim Słowikiem. Czarną maszyną do szycia. Hilarym Clintonem, parzystym. Dosyć jest dosyć. Nasz statek do przewozu krewnych nigdy naprawdę nie pracował, dowolną drogą. Jeden inny dzień jak ten, i ja jestem idąca w kierunku kawałków. Ja jestem bezcielesną Słowianką. Ja potrzebuję więcej przestrzeni kosmicznej.
HUSBAND: So, what are you going to do now?
MĄŻ: Toteż, co ty jesteś idąca robić teraz?
WIFE: Move back in with my Mom.
ŻONA: Poruszać tylną częścią ciała we wspólnych występach z moją Mamą.

sobota, 8 grudnia 2012

Szron...by Thuria






 
foto Thuria

Dla takich widoków jestem w stanie chwilowo polubić zimę. Oczywiście minusów, łącznie z temperaturą jest więcej, ale moja wrażliwość estetyczna została mile połaskotana i otulona bielą jak futrem.

piątek, 7 grudnia 2012

Wszechstronna inteligencja...

Nowy pracownik. Mężczyzna. Doświadczony, wykształcony. Samodzielne stanowisko wymagające operatywności i kreatywności. Wiek odpowiedni. Stan cywilny: żonaty, dzieciaty.

W biurze zimno jak w psiarni, bo całą noc piec nie działał. Od rana każdy swoje pomieszczenie chroni przed utrata ciepła jak może, byle kaloryfery na nowo doprowadziły pokoje do użyteczności.

Ów nowy pracownik siedzi nadal w zimnym pomieszczeniu, drzwi zamknięte. Wchodzę do niego kilka razy, ale myślę sobie - dorosły facet, chyba wie co robi, lubi zimno, może ćwiczy przed wyprawą na biegun. Po czym starannie drzwi zamykam, żeby nie schładzał innych.

Po jakimś czasie dowiaduję się, że skarżył się jednemu z praktykantów na nieznośny ziąb i zepsute kaloryfery. Praktykant podszedł do kaloryfera, po czym przekręcił pokrętło termostatu z 0 na MAX.


 - Teraz powinno być lepiej, cieplej. - podsumował praktykant. I było.


--------------------------------------
Cóż, mówią, że ornitolog nie musi latać, a inteligencja niekoniecznie musi objawiać się w umiejętności odkręcania kaloryfera...

niedziela, 2 grudnia 2012

Miotła o pojemności skokowej...

Żyję. Ja i wszelkie stworzenie dookoła, a nawet mój instruktor, który miał czelność i odwagę być ze mną w dramatycznych chwilach, wspierając słowem i czynem, nie zważawszy na zagrożenia wszelakie, w tym zdrowia i życia. Poświęcenie jakim się wykazał ten święty człowiek zasługuje na nagrodę, bicie pokłonów i stóp całowanie, albowiem tylko ktoś niesłychanie spokojny, odważny i łagodny, gotów był na takie poświecenie i brawurowy wyczyn. 

Z polecenia odgórnego musiałam przygotować się do obsługi miotły mechanicznej z silnikiem spalinowym. Trudno, zimą i tak na modelu napędzanym nożnie nie polatam, bo i komfort fatalny i błoto na plecach w żołwiową skorupę się zmienia. Polecenie to polecenie. Pensja mi jeszcze miła. Naraziłam więc na śmiertelne niebezpieczeństwo moją Koleżankę Wiedźmę, która w chwili całkowitego zamroczenia nieopatrznie obiecała, że pomoże mi w przypomnieniu sobie arkanów powożenia miotłą. Bo widzicie Państwo,  ja prawo jazdy mam, ba, nawet dość długo je posiadam i za czas jakiś nabierze wartości archiwalnej, ale za to umiejętności żadnych, gdyż nie praktykowałam od dwudziestu zim. Zaczynałam naukę jeszcze na modelu 126p, i na takowym zdawałam egzamin. Żadnej styczności potem z niczym bardziej zaawansowanym technologicznie nie miałam. Bo i biedna wiedźma jestem, i jakoś smrodek spalin mnie nie pociągał. A tu na stare lata taka niespodzianka. 

Koleżanka Wiedźma wybrała obszar niezamieszkały, o utwardzonej powierzchni, bez przeszkód wodnych, leśnych, zwierzęcych, zasieków i duktów. Nie wiem, czy krawężniki i 2 latarnie się liczą jako przeszkoda, ale zakładając moje żenujące umiejętności, prawdopodobieństwo skasowania miotły od strony podwozia czy maski było znaczne, nawet przy placu wielkości boiska piłkarskiego. Cdn...