czwartek, 13 grudnia 2012

Praca albo zdrowie...

Lubię swoją pracę. Pracowałam nawet dla kilku szefów naraz. Ale czasami wystarczy tylko dwóch by mieć dosyć. Jeden każe mi być samodzielną - drugi krzywi się na moje decyzje. Jeden prosi o pilnowanie terminowych zadań do wykonania przez drugiego, a ten wścieka się, że mu marudzę nad głową, po czym jak nie marudzę, to kto jest winny zawalenia terminu? Mam zrealizować jakiś projekt odpowiednio wcześniej na życzenie drugiego - proszę bardzo na 99% zrealizowane, a  1 % to końcowe tak lub nie pierwszego szefa. Oczywiście jest udzielane na ostatnią chwilę, kiedy termin już jest na CITO i przychodzi do realizacji na ostatnią chwilę często po godzinach i w weekendy (moje nadgodziny i weekendy!). I pretensje szefów skierowane do mnie: Czemu na ostatnią chwilę?! Nie potrafią się dogadać między sobą, a ja siedzę między młotem a kowadłem. Ich wzajemne nieporozumienia skupiają się na mnie. I choć bronię się przed niesprawiedliwością, bo nie mam zamiaru zbierać cięgi za grzechy niepopełnione, to mimo wszystko ciężko się pracuje. 

1 komentarz:

  1. Choć nie w identycznej sytuacji, byłam w podobnej i doskonale wiem o czym mówisz. Trudne to i stresujące. I tak naprawdę nie do rozwiązania, bo musiałabyś wziąć za szmaty jednego i drugiego, posadzić na przeciw siebie i zmusić do ujednolicenia stanowiska. Wiadomo, że tego pracownik zrobić nie może. Więc co w takiej sytuacji może?.... Tak się pytam, ale chyba odpowiedź jest jasna: nic

    OdpowiedzUsuń