wtorek, 11 grudnia 2012

Taxi Driver

Dziś spotkała mnie mała, miła rzecz, która uśmiech na twarzy wywołała, na cały dzień dała dobry humor i siłę przetrwania w starciu z chorobą i NFZ.

Czasami zmuszona jestem do korzystania z taksówek, luksusu dla mnie wielkiego, ale koniecznego, kiedy w grę wchodzi przykładowo zdrowie mojej latorośli. Przejażdżka komunikacją miejską objazdami w mrozie i śniegu, skończyć by się mogła ciężkim zapaleniem płuc zamiast lekkiego przeziębienia, które w owej taksówce wraz z synem do lekarza zawieźć musiałam. Zwykle panowie kierowcy są rozmowni, panie mniej, a jeśli nie są, to z radia bombarduje moje uszy wszelkiego rodzaju muzyka nadawana przez rozgłośnie serwujące przeboje od dance po discopolo po drodze zahaczając o stare złote przebije i pop-sieczkę. Och, gdybyż ktoś pomyślał o stworzeniu korporacji taksówkowej w zależności od muzyki słuchanej przez kierowców. Miałabym jakiś wybór. Mogłabym oczywiście poprosić o ściszenie, bądź wyłączenie ustrojstwa, ale obawiałabym się nieadekwatnej do prośby reakcji: You talking to me?. Pozostaje więc mentalne wyłączenie się z wszechogarniającego umpa-umpa, bądź "rozmowa z kierowcą w trakcie jazdy", która zabroniona nie jest, a w każdym razie żadne tabliczki o tym nie informują. Kulturalne zagajenie powoduje zazwyczaj przyciszenie radia, bo mówię normalnym głosem, nie przekrzykując Bajbera, Ryjhanny, czy innej Dojdy. Daje to ulgę systemowi odsłuchowemu w mojej głowie, a właściwe zadane pytanie pozwala nie nadwyrężyć organu mowy i jakoś bez większych duchowych szkód (czytaj totalnego wkur...) dojechać do celu. 

Dzisiaj za to Pan Taksówkarz (wielki szacunek) nie dość, że czekając na mnie o określonej godzinie czytał tomiszcze biblioteczne (zwykle kierowcy posypiają,  czytają "Przegląd sportowy", sms-ują lub zagłuszają myśli muzycznym łomotem - mają prawo, ale jaka miła odmiana), to jeszcze po zajęciu miejsca w samochodzie otuliła mnie łagodna muzyka, niezbyt głośna, o tonach wyraźnie dalekich od taneczno-popowej siekanki. Musiałam trochę dziwnie wyglądać filując co też on tam ma w odtwarzaczu, zapuszczając żurawia zza fotela, bądź przechylając się na tylnym siedzeniu jak w kolejce górskiej. W końcu prezenter radiowy puścił dżingla z nazwą stacji. Kierowca słuchał radia z  muzyką poważną i filmową nadawaną non stop. To i tak było w sumie mało istotne, ot zwykła ciekawość, ale możliwość złagodzenia oczekiwania w korkach, ulubione fragmenty muzyczne, spokój i harmonia, spowodowały, że miałam "banana" na twarzy, tak jak mój Młody. Śnieżny, szary dzień nie wydawał się już taki okropny. 

Niestety napiwek był mizerny z mojej strony, bo cienko z kasą u mnie. Nie zdążyłam też zerknąć na numer boczny taksówki, tak byłam pod wrażeniem. Ale dziękuje Panu Taksówkarzowi za kulturę, Kulturę i złamanie stereotypu. Ave!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz