poniedziałek, 23 grudnia 2013

Między ...a między...

Google jak zwykle pamięta. :)
Cóż, dzień przed Wigilią nie jest najlepszą datą, nawet sama sobie poświętować mogę miedzy pracą, pastowaniem podłogi, pieczeniem piernika i zalewaniem śledzi olejem. Mam jeszcze potężny katar, ogólnie czuję się źle, ale to będą pierwsze naprawdę MOJE święta w całym 40-letnim życiu.

sobota, 16 listopada 2013

Matka się dziwi

by LizaczSoli Deviantart
"Tomoko Kuroki to super popularna licealistka posiadająca 50 lat doświadczenia w randkowaniu z ponad setką chłopaków… w dziewczęcych symulatorach randkowych. W prawdziwym świecie to 15-letnia, zamknięta w sobie dziewczyna, która posiada wszystkie cechy tak zwanego “mojo” (posępnej i niepopularnej kobiety). Jednak gdy w szkole jej się nie powodzi oraz okazuje się, że wcale nie ma takiego wzięcia jak jej się wydawało, bohaterka po raz pierwszy od lat spogląda na swoje odbicie w lustrze, co sprawia, iż dochodzi do szokujących wniosków...!" Źródło

"Kilkaset lat temu, ludzie zostali praktycznie całkowicie wytępieni przez olbrzymów. Są oni zazwyczaj wielcy na kilka pięter, ich inteligencja jest bliska zeru, a na dokładkę pożerają ludzi i to nie w celach żywieniowych, a dla zabawy. Maleńki procent ludzkości przeżył barykadując się w mieście otoczonym ogromnym murem, wyższym od największych gigantów.

Przenieśmy się teraz do teraźniejszości, czasów, gdzie od 100 lat nie widziano już olbrzymów.
Nastolatek Eren i jego przyrodnia siostra Mikasa są świadkami czegoś przerażającego – oglądają jak mury ich bezpiecznego schronienia zostają zniszczone przez potężnego giganta, który, mogliby przysiąc, pojawił się znikąd! Pomniejsze olbrzymy zalewają miasto, zaś dwójka dzieci patrzy jak ich matka zostaje pożarta żywcem na ich oczach. Wtedy właśnie Eren przysięga, że zabije każdego giganta jaki istnieje – zemści się za zło wyrządzone ludzkości!" Źródło

Opis anime "Watashi ga Motenai no wa Dou Kangaete mo Omaera ga Warui!" i "Attack on Titan". Opisy anime napisane przez zapalonych otaku (z jap. dziwak, oznacza fana mangi, anime i wszelkich produktów im podobnych*). IMO dozwolone od lat: 100 i z gruntownym wykształceniem. 

A po równie dziwne rzeczy, tyle że z Polski (chyba) zapraszam do Niezatapialnej Armady Kolonasa Waazona



-------------------------
* by Tasak, który próbował matce wyjaśnić wszystkie terminy związane z anime. Czasem bezskutecznie.

odp. Thuria:  Hahaha...miałam napady dzikiego śmiechu...tego nie da się ogarnąć dorosłym rozumem.

Tasak: A ja ogarniam ^^









Pomóż mi zrozumieć...

Poproszono mnie kiedyś bym z własnego doświadczenia pomogła zrozumieć bliskim z otoczenia osób chorych na depresję jak to jest, jak im pomóc. Sama wiem, że będąc chorym najtrudniej jest wytłumaczyć, co tak właściwie mi jest. Jak mi pomóc.

Oto proste zestawienie zaczerpnięte ze strony: http://www.dwubiegunowa.net.pl/artykul.php?ks=19 Opiera się na wyznaniach osób z portalu http://www.tacyjakja.pl/

"Proszę przeczytaj ten list - może będzie nam łatwiej porozmawiać na temat mojej choroby. Chciałbym z tobą o tym rozmawiać, a nie udawać, że wszystko jest w porządku. Depresja to choroba. Jej objawem jest smutek, spadek nastroju i energii, ciągłe zmęczenie, poczucie beznadziejności, lęk i niedowartościowanie. Każdemu takie momenty zdarzają się w życiu, ale w depresji nie można tego po prostu przezwyciężyć. 

 List do bliskich

Chciałbym Ci powiedzieć jak się czuję...

JEST MI CAŁY CZAS SMUTNO,
Chce mi się płakać,
Boję się nie wiem czego,
Czuję się bezradna/y,
Zagubiona/y, bezużyteczna/y,
Brak mi poczucia bezpieczeństwa,
Jestem samotny/a,
Jestem zmęczony/a,
Jestem przygnębiony/a,
Żyję w wiecznym stresie,
Mam problemy z koncentracją i z pamięcią,
Nie mogę spać w nocy,
Mogę przesypiać całe dnie,
Nie mam apetytu,
Jem non stop,
Czuję się nic nie wart,
Bywam zirytowana/y i drażliwa/y,
Boję się, że spotka mnie lub Ciebie coś złego.
Nic mi się nie chce, nic mnie nie cieszy i na nic nie mam siły.
Czuję się winny/a, że tak się czuję.


Dlatego proszę Cię?
Nie mów do mnie "weź się wreszcie w garść" - bo nie mogę tego teraz zrobić. Zrozum ja walczę - mimo że tego nie widać.
Nie mów "weź się w garść", tylko powiedz "głowa do góry, wszystko będzie dobrze", "Jestem przy Tobie, damy radę".
Nie pytaj "kiedy Ci to minie".
Nie mów: "Inni mają gorzej", "Ja to mam problemy, a nie Ty", "Zobacz ile nieszczęścia na świecie..." - to wzmaga poczucie winy, a ja i tak czuję się wystarczająco źle z tym, że nie mogę sobie poradzić z sobą..
Zdobądź się na cierpliwość. wiem, że to trudne, ale często najprostsza rzecz jest dla mnie wyzwaniem . jeśli czegoś nie zrobię, lub zrobię źle - bądź wyrozumiały/a dla mnie.
Nie osądzaj mnie,
Nie krytykuj,
Nie krzycz na mnie,
Nie kpij z mojej choroby,
Nie wstydź się mnie,
Nie mów, że jestem leniem, w tej chwili nie mam zupełnie siły ani energii na najprostsze czynności. Ale nie pozwól mi zupełnie się zapuścić, powiedz: "chodź zrobimy to razem".
Pomóż mi ogarnąć rzeczywistość, ale nie pozbawiaj mnie odpowiedzialności za nią. Nie ubezwłasnowolniaj.
Nie mów, że wymyślam sobie chorobę, żeby nic nie robić, lub żeby inni się litowali nade mną.
Czasem bywam drażliwy i niemiły, ale nie bierz tego do siebie, proszę.
Nie przedstawiaj mi pomysłów na moje życie- gdybym miała siłę je realizować, byłabym też w stanie wymyślić własne.
Ostrożnie obchodź się z tym, co powiem ci w zaufaniu, nie używaj tego przeciwko mnie, ani teraz ani w przyszłości.
Nie szukaj bez przerwy przyczyn mojego samopoczucia. Depresja nie musi mieć przyczyny.
Nie zniechęcaj mnie do wizyty u lekarza, twierdząc, że "leki usuwają skutek, a nie przyczynę". Ważna jest i przyczyna, i skutek, a dopóki czuję się źle, nie potrafię podjąć skutecznego działania.
Spróbuj po prostu być, wspólnie spędzać czas nawet jeśli uciekam w samotność.
Jeśli żywisz do mnie uczucie - okaż mi czułość.
Powiedz coś śmiesznego, żeby rozładować napięcie. Nawet jeśli zareaguję "półuśmiechem".
Powtarzaj mi, że to kiedyś minie, że jest we mnie siła by z tym walczyć, nawet małymi kroczkami.
Dowiedz się czegoś więcej o depresji. Bardzo pomaga, gdy widzę, że nie traktujesz mojej choroby jak fanaberii."

Pozwoliłam sobie uzupełnić zdania o własne przemyślenia - wpisane kursywą.

Polecam Wam dwie książki: "Mój czarny pies. Depresja" Matthew Johnstona, o depresji właśnie i dla bliskich osób chorujących na depresję "Życie pod psem, który wabi się Depresja" Matthew i Ainsley Johnstonów. Tak, tak - drugą część Matthew napisał razem z żoną. 


http://kzet.pl/2010/07/depresja-narysowana.html



niedziela, 15 września 2013

środa, 7 sierpnia 2013

Przekorologia stosowana

Robię porządek w moich książkach, część z nich znajdzie pewnie nowego właściciela. rzeglądając zakurzone woluminy wpadła mi w ręce "Przekorologia" książka napisana w latach boomu małych wydawnictw księgarskich, traktująca o tzw. prawach Murphy'ego. Skądinąd bardzo zgrabnie przetłumaczona nazwa zjawiska.

Oto kilka pomysłów, które z pewnością warte są zacytowania, a pomogą przetrwać, nie tylko w pracy:


1. Podstawowym założeniem kierownictwa jest mit o jego niezbędności.

2. Najcenniejszą formą nagrody jest uznanie...np. uścisk dłoni szefa.

3. Zasady szefa:

"Jeśli podwładny zada trudne pytanie - popatrz na niego jakby stracił głowę, a potem każ mu znaleźć odpowiedź na nie."

"Zawsze spiesz się, gdy opuszczasz swoje biuro - ogranicza to do minimum pytania i oczekiwania podwładnych"

4. Zapytany o szanse powodzenia odpowiadaj 30 do 70, ale nie mów, w którą stronę.

5. Jeśli pochowałeś narzędzia i skończyłeś pracę - to z pewnością ktoś poprosi cię o przykręcenie jeszcze jednej śrubki.

6. Praca zespołowa ma zasadniczą zaletę - umożliwia obwinianie o błędy kogoś innego.

7. Nie ma nigdy dość czasu na prawidłowe wykonanie zadania, ale zawsze jest go dość na napisanie sprawozdania.

8. Nie istnieją części w pełni wymienne. Wymienny jest tylko personel.

9. Nie stosuj siły - weź większy młotek.

10. Program komputerowy robi to co mu każesz, a nie to o czym marzysz.

:) i inne:

Ten kto chrapie, zawsze zasypia pierwszy.

Jeśli w danym miesiącu są 3 atrakcje to wszystkie wypadną tego samego dnia.




niedziela, 7 lipca 2013

Czuję...

Czułam - przez Mózg przechodził Pogrzeb -
Minuta po minucie
Kondukt szedł - szedł - i deptał we mnie
Butami zdolność czucia

Gdy wszyscy Żałobnicy siedli -
Monotonne egzekwie
Załomotały bębnem - Umysł
Zaczął mi w końcu drętwieć -

Słyszałam - jak podnoszą Skrzynię -
Jak przez Duszę raz jeszcze
Skrzypią ich Ołowiane Buty -
Tu rozdzwoniła się Przestrzeń,

Jakby Niebiosa były Dzwonem -
Uchem - całe Istnienie -
A ja i Cisza - porzuconym
W klęsce - samotnym Plemieniem -

A wtedy - Deska w dnie Rozumu
Trzasnęła - zaczęłam spadać -
Tłukąc się o krawędzie Światów -
Aż je przestałam poznawać -

emily dickinson

wtorek, 25 czerwca 2013

Miło być pomocnym...

Mój ex zadzwonił do mnie z błaganiem w głosie z prośbą o pożyczkę niewielkiej kwoty. Dobrze wiedział, że dla mnie jest on ostatnią osobą, której pożyczyłabym cokolwiek, nawet łyżeczkę soli, więc zdaję sobie sprawę jak bardzo musiał być przyparty do muru i jak mocno to musiało być dla niego przykre, prosić mnie o przysługę. (Gwoli wyjaśnienia: ex'a pieniądze jakoś się nigdy nie trzymały, więc pożyczanie mu jakiejkolwiek kwoty było jak skakanie na bungee z naderwaną liną). Skoro go tyle to kosztowało, widać mus był wielki, a ja ostatnią deską ratunku. Tonący się brzytwy chwyta, nawet tak ostrej jak jego exżona. :) Po przelaniu pieniędzy na konto, miał zadzwonić i dać znać, że wpłynęły. Po jakimś czasie odbieram telefon od ex'a:
- Hallo...
- Ty wiesz kto mi życie uratował?! - radośnie świergoli do słuchawki ex. 
- Tak - odpowiadam - Twoja była...
- Skąd wiesz? - zdziwienie w głosie totalne.
- Bo właśnie zadzwoniłeś do swojej byłej, a nie aktualnej.
Cisza, którą po chwili przerywa głos exa:
- O, matko.

Jak miło być pomocną.


sobota, 22 czerwca 2013

Mrożek jest prorokiem

Oto rysunek z książeczki wydanej w 1968 roku. Początków kariery Mrożka. Do XXI wieku było jeszcze daleko. Przemiany obyczajowe dopiero kwiliły niemowlęcym jękiem skutecznie zatykane smoczkiem. I oto Mrożek wiedziony wizjonerskim przeczuciem narysował jakże znamienne proroctwo. Spełnia się ono dziś na naszych oczach. I to Mrożkowi nie Lechowi trzeba stawiać pomniki, choć prawdę gorzką pokazuje. Tylko takich proroków to raczej pali się na stosie niż hołubi.

czwartek, 20 czerwca 2013

środa, 19 czerwca 2013

Scenka uliczna


Mężczyzna stoi na ulicy, wydziera się do słuchawki:

- Słuchaj mnie, ale mnie kurwa posłuchaj! Słyszysz mnie! Posłuchaj! 

Przed nim stoi 3, 4-letnie dziecko, wpatrzone w mężczyznę z przestrachem. Kiedy ten wyłączył telefon, chłopiec zapytał:

- Do domu?

- Nie! - wrzasnął mężczyzna - Nie idziemy do domu! Idziemy do Mac'a. 

- Ale chce do domu - prosi cicho chłopiec.

- Nie! - mężczyzna nadal krzyczy - Zobacz, masz pojebaną matkę, idziemy więc do Mac'a tak jak chcieliśmy. 

- Ale.. - dziecko prawie płacze cichutko.

W tej chwili zadzwonił telefon i ojciec zaczął wydzierać się ponownie na matkę dziecka. Mały dreptał potulnie za tatą...

sobota, 8 czerwca 2013

Zasada nr 2 ;)

Zwyczajni mężczyźni często mają ukryty potencjał, który tylko właściwa kobieta umie wydobyć. Muszą tylko chcieć i nie bać się oddać go w jej ręce.

By Thuria

wtorek, 4 czerwca 2013

Prosta zasada

Cały dzień przytulania kobiety, które mężczyznę nic nie kosztuje, daje mu cała noc kosztowania raju. 

sobota, 1 czerwca 2013

Pierwszy krok

Są ludzie, którzy chcą wiedzieć. Są ludzie, którzy nie chcą wiedzieć. I są też tacy, którzy nie powinni wiedzieć.

Ja chciałam wiedzieć. Wiem. I jestem wolna. Wiedza to wolność.

czwartek, 23 maja 2013

Syr 6,5-17




   Miła mowa pomnaża przyjaciół, a język uprzejmy pomnaża miłe pozdrowienia. Żyjących z tobą w pokoju może być wielu, ale gdy idzie o doradców, [niech będzie] jeden z tysiąca! 
Jeżeli chcesz mieć przyjaciela, posiądź go po próbie, a niezbyt szybko mu zaufaj! 
Bywa bowiem przyjaciel, ale tylko na czas jemu dogodny, nie pozostanie nim w dzień twego ucisku.
Bywa przyjaciel, który przechodzi do nieprzyjaźni i wyjawia wasz spór na twoją hańbę. 
Bywa przyjaciel, ale tylko jako towarzysz stołu, nie wytrwa on w dniu twego ucisku. W powodzeniu twoim będzie jak [drugi] ty, z domownikami twymi będzie w zażyłości. Jeśli zaś zostaniesz poniżony, stanie przeciw tobie i skryje się przed twym obliczem. 
Od nieprzyjaciół bądź z daleka i miej się na baczności przed twymi przyjaciółmi. Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. 
Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za wielką jego wartość. 
Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana. Kto się boi Pana, dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, bo jaki jest on, taki i jego bliźni.


poniedziałek, 20 maja 2013

Nie mów: do widzenia, kiedy myślisz: żegnaj.

Są zdarzenia, traumy, po których zostaje milion pytań. Pytań bez odpowiedzi. Zagadek, kropla po kropli wyjaławiających uczucia i pragnienia. Niedopowiedzenia i przypuszczenia sprawiają, że nie potrafi się zaufać, jednocześnie bardzo pragnąc miłości i bezpieczeństwa. Nie jest łatwo zamknąć za sobą drzwi i odciąć się od minionego, kiedy przeszłość wpływa na teraźniejszość i jednocześnie determinuje przyszłość. Dar przetrwania to czasami nie jest nowe życie. To po prostu kalekie życie. 

Zraniona dusza - ogród, którego urodę pamięta się dokładnie, który tętnił życiem i cieszył oko, rozwijał się. Którego każdy element był wypielęgnowany, wypieszczony i bezcenny. Który zakwitł i rozszalał się obietnicą owoców. Który chciał i mógł dzielić się swoją radością i bogactwem, ale który został zniszczony bez swojej winy i woli. Oto ręce osoby, dla której miał kwitnąć i owocować, podpaliły wszystko. Nie wystarczyło ścięcie kwiatów, nie zadowoliło wyrwanie ich z korzeniami. Trzeba było spalić, wyjałowić glebę do szczętu, by nic już nie wyrosło i nic się nie odrodziło. Dymy rozczarowania i bólu zasnuły niebo na lata całe. Nie docierał do powierzchni ziemi najmniejszy promyk zdolny ogrzać pogorzelisko. Wiatr opuścił to nieprzyjazne miejsce krztusząc się popiołem wzbijanym przy najlżejszym podmuchu. Spalenizna i pustka. Martwa ziemia. Nie wiadomo co z nią zrobić. Rodzić już nie będzie, surowego piękna pustyni też w niej nie ma, tylko poczerniałe resztki pod lada dotknięciem rozpadające się w pył. Bezużyteczny kawałek, niezdolny do niczego, zatruwający resztę i nie dający się nijak oddzielić. 

Najważniejsze pytanie: dlaczego? pozostające lata całe bez odpowiedzi, sprawia, że nie jest łatwo uznać to zdarzenie za kolej rzeczy, przypadek. Dociekanie przyczyn podpalenia: bezowocne, frustrujące, z mnóstwem fałszywych hipotez i domniemań, zabiera wolę walki o przyszłość. Z czasem trzeba pogodzić się z wyrokiem, zaakceptować stan jaki jest. Może nawet podjąć jakieś próby zmuszenia ziemi do odrodzenia się. Pokochania tego skrawka duszy taki jaki jest. 

Ale może się zdarzyć, że któregoś dnia nadejdzie możliwość usłyszenia prawdy. Chce się wiedzieć. Skończyć z tysiącami gdybań i roztrząsaniem możliwości. Zamknąć raz na zawsze furtki nadziei, wiary i miłości do tego skrawka ziemi z resztkami minionej świetności. Tylko czy aby na pewno tego właśnie potrzeba? Odkopywania zaszłości, nicowania ich, by usłyszeć coś czego lepiej wcale nie słyszeć. Podobno prawda jest najlepsza, ale czy jej znajomość złagodzi czy zmieni cokolwiek? Czy misterna układanka podtrzymująca duszę nie rozpadnie się, rujnując i tę delikatną konstrukcję jaką udało się sklecić z resztek? Czy nie lepiej zostawić wszystko tak jak jest, nie dążyć do odpowiedzi, nie dociekać? Pozostaje jednak strach, że zaniechanie też jest zaniedbaniem, za które przyjdzie może kiedyś odcierpieć. 

Nadzieja umiera ostatnia, bo żywi się duszą.

wtorek, 7 maja 2013

Polowanie na duszę...

Małgorzata Hillar: Cisza


Kiedy jestem sama
przychodzi cisza

Kosmatymi łapami
łazi po ścianach

Ociera się o słoneczniki
w dzbanku

Kładzie się przy mnie
szepcze

Jesteś sama
Nie masz pieniędzy
Znowu nie spałaś
całą noc

Idź do diabła
mówię

a ona siada
glinianemu kogutowi na ogonie
i śmieje się

Jest miękka i słodka
jak zapach gazu

Nie zostawiaj mnie z nią
długo sam na sam


------------------

Dziś otrzymałam wiadomość, dla której w mojej duszy od wielu lat żyła nadzieja i nie pozwoliła jej umrzeć. Cieszę się szczęściem innych, łaską wytrwałości i wiary. Mnie pozostaje tylko być z boku. I dziękować Bogu, że nigdy nas nie opuścił.

piątek, 3 maja 2013

Apus Apus

Zawsze czekam na ten moment. Dzień jest łagodnie ciepły, bezwietrzny. Potem lekką szarością nadchodzi wieczór. Powoli zapalają lampiony świateł. Zamiera popołudniowy ruch i w powietrzu unosi się już zapowiedź nocnego chłodu. Ich nadejście jest dla mnie znakiem. Cezurą. Od tego wieczoru będę zasypiać w ich towarzystwie. Jerzyki. Są. 
http://www.biodiv.be/cooperation/chm_coop/euchm-coop/spring/doc942187/



Common Swift (Apus apus) Tornseglare

by http://www.flickr.com/photos/birds_by_stefan/

wtorek, 23 kwietnia 2013

Sucharów cd.

Wychodzimy z Młodym od ortopedy. Moja mina nietęga, a Młody przeciąga się leniwie i mówi:

- Jestem szlachta. Mam lordozę.

I jak tu się nie uśmiechnąć.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Kolejna porcja sucharów by Młody....

Oglądamy sobie z Młodym program "Wiem co kupuję" i akurat jakiś miły Pan doktor opowiada o składzie i zawartości podpasek oraz ich wpływie na higienę i zdrowie kobiet. Mówi coś o tym, że w tych najcieńszych zamiast waty bawełnianej czy celulozowej jest wysokochłonny granulat. 

Młody zdziwiony do mnie:
- Nowoczesne podpaski to takie eee... torebki z kuwetą? 

czwartek, 18 kwietnia 2013

Kobieca furia - prasówka

Ten artykuł swego czasu bardzo mną wstrząsnął i dał dużo do myślenia, jak bardzo stereotypowe jest wychowanie dziewczynek i jak mocno wpływa na późniejsze zachowania i ich postrzeganie oraz interpretację w dorosłym życiu. 

Wiele razy zastanawiałam się jak to jest, że choćbym nie wiem jak postępowała, czy zgodnie z sobą, czy zgodnie z oczekiwaniami społecznymi lub bliskich zawsze będzie źle i nie tak jak powinno. Ileż to razy gubiłam się we wskazówkach z różnych stron, mających mi pomóc, a wprowadzających jeszcze większy chaos w moim życiu. Nigdy nie byłam wystarczająco dobra, ani wystarczająco mądra. Zawsze za dobra, albo zła, głupia albo przemądrzała, itd. Może właśnie dlatego, zgodnie ze słowami Eichelbergera, mam nieodparte wrażenie, że każdy chciałby mnie widzieć na "swój obraz i podobieństwo", a nie taką jaka naprawdę jestem.

Zresztą sami przeczytajcie:


Kobieca furia      
Wojciech Eichelberger

WYSOKIE OBCASY nr 25
(GW nr 146 z dnia 24.06.2000)
[skróty i wyróżnienia moje]

Wiele kobiet, które spotykam zarówno w moim życiu prywatnym, jak i zawodowym, pyta, dlaczego doświadczają nagłych, niekontrolowanych i niezrozumiałych napadów złości. Postanowiłem więc zająć się tym tematem. (...)

Po pierwsze - pamiętajmy, że kobieta, zanim stanie się kobietą, długo jest dziewczynką, a dziewczynka powinna być cicha, grzeczna, miła i słodka. I pamiętać, że złość piękności szkodzi. Powinna mówić cichutko i cieniutko, a najlepiej wcale, bo dziewczynki i ryby głosu nie mają.

Dziewczynka powinna ustępować, oddawać, ulegać, służyć, wyręczać, opiekować się, na nic się nie skarżyć i cieszyć się, że żyje. Powinna być zwiewna i lekka jak mgiełka, poruszac się na paluszkach bezszelestnie jak motylek. Powinna być czyściutka i bielutka. Niczego brudnego nie dotykać, nie pocić się i nie wydzielać żadnego naturalnego zapachu. Oczywiście, nie powinna się niczego brzydzić, a jeśli się brzydzi, to nie powinna tego pokazywać. Od najwcześniejszych lat winna pasjonować się proszkami do prania, wybielaczami, środkami czyszczącymi i bakteriobójczymi, a nade wszystko  dezodorantami. Powinna marzyć o tym, że jak będzie duża, to wystąpi być może w telewizyjnej reklamie jakiegoś superproszku, po którym pranie będzie jeszcze bielsze niż dotąd. 

Dziewczynka powinna jeść jak ptaszek, pić jak ptaszek i wydalać jak ptaszek. A najlepiej wcale. Umiejętność siedzenia godzinami na przepełnionym do granic możliwości pęcherzu  moczowym to podstawowe wyposażenie na dalszą drogę kobiecego życia. Dziewczynka powinna szanować autorytety i wiedzieć, kto tu rządzi. Dlatego nie powinna niczego odmawiać swoim dorosłym opiekunom, krewnym, nauczycielom, korepetytorom, spowiednikom i lekarzom. A także listonoszom, strażakom, policjantom i innym ofiarnym służbom mundurowym, nie mówiąc o urzędnikach administracji państwowej i wszelkich innych szacownych instytucji. 

Każda dziewczynka powinna wiedzieć, że jeśli jest bita albo wykorzystywana przez silniejszych, to jest to wyłącznie jej wina. Krótko mówiąc, zasłużyła sobie. Dziewczynce nie wypada chcieć i nie wypada nie chcieć. A gdy ją ktoś zapyta, czego chce, powinna odpowiedzieć: sama nie wiem.
    
Dziewczynka powinna się bać, wstydzić i brzydzić swego ciała (szczególnie, gdy zaczyna dorastać). Najlepiej się do niego nie przyznawać. Trzymać ręce na kołdrze i wszelkimi dostępnymi środkami walczyć z owłosieniem nóg.

Jednym słowem, dziewczynka może być, a nawet jest, mile widziana pod warunkiem, że jej nie ma.
    
Po drugie - dzięki takiemu ułożeniu dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. 

A w szczególności zrozumie, że:

gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. 
Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. 
Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. 
Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. 
Gdy się cieszy, to się wygłupia albo jest pijana. 
Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy kimś się zainteresuje, to się puszcza. 
Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi, to jest bezwstydna. 
Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie, czego chce. 
Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. 
Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. 
Jeśli chce być kimś - to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. 
Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. 
Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii - to jej się tylko tak zdaje. 

W każdym razie może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.
----------------------- 

Być może już kiedyś umieściłam ten artykuł na blogu. Nie szkodzi - wraca on do mnie często i w różnych rozmyślaniach. Warto odkrywać go ciągle na nowo.

***

[Kiedy wspomnę] 

Kiedy wspomnę 
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy 
ustawia gliniane garnki na sosnowej półce 

Bezradna czuję
jak płomienie twoich palców
zapałają szyje, ramiona

Stoję tak czasem
w środku dnia 
na białej ulicy 
i zakrywam ręką usta 

Nie mogę przecież krzyczeć

M. Hillar


niedziela, 14 kwietnia 2013

Wyrafinowane i ekskluzywne...

Byłam dziś z Młodym w Mc'fucku. To skutek prezentu od ojca, jaki Młody dostał, a który to prezent był pakietem kilku etykiet z pewnego napoju, uprawniających do zniżki na fast foodowe "pyszności". Młody określił ten prezent z przekąsem jako darowizna dla bezdomnego i że wolałaby coś mniej ekskluzywnego. 

Aby zdobyć ów kupon zniżkowy trzeba kupić najpierw napój,  a potem na podstawie etykiety można uzyskać rabat 11 zł na następujący zestaw: 2 rozwodnione cole, 2 paczki niedoważonych zapałczanych frytek i 2 buły z ... no coś takiego: 


Jak to się ma zdjęć reklamowych sami wiecie.  

Nie jestem fanką fast foodów, które w w moim przypadku są raczej speed foodem, bo mam krótszy czas reakcji na zjedzenie, niż samego jedzenia. Niestety tym razem uległam namowom Młodego . Inna kwestia, że rodziciel się marudził Młodemu dlaczego z taką-pewną-nieśmialością realizujemy te kupony, bo już zbiera następne! O Matko Bosko Na Rowerze! Za taki zestaw szajsowatego jedzenia trzeba zapłacić 25 zł. Za te pieniądze to ja mam domowy obiad w ilości niepośledniej, a i na wyjście do zacnej knajpki z wyszynkiem by wystarczyło i na najedzenie się slow food'u po uszy. Chromolę taki prezent, pomijając już kwestie wychowawcze i dietetyczne. 

Kiedy zwizualizowałam sobie ilość etykiet jakie wkrótce zasypią mi przedpokój i pobudzonego kofeiną z napoju ex'a, histeryzującego, dlaczego nie wykorzystaliśmy w s z y s t k i c h kuponów, na pomoc mojej wyobraźni przyszedł Młody:

- Wiesz moglibyście w pracy dodawać po kuponie do każdej nowej sprawy. Taka promocja. Tylko w ogłoszeniu trzeba napisać, że ilość kuponów ograniczona. 

:D 

Zacznę te kupony chyba faktycznie rozdawać, ale muszę uważać, bo to nie promocja dla biedaków. Nas też nie stać na wypady do Mc'a co kilka dni, zanim skończy się promocja. A i nie mam zamiaru nabijać kabzy zagranicznym koncernom. Bo okazuje się, że do żarełka dodają kolejne kupony promocyjne!!! I tak oto nakręcają koniunkturę, a ludzie głuuuupi. Ja wysiadam...Przynajmniej wolę swoją głupotę trwonić na bardziej wysublimowane rzeczy, a oponki hodować na wyszukanych smakach slow foodowych pyszności. 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Sprawdzian z nerwów...

To dziś. Trzymam pion, poziom, kciuki, modlę się, nie denerwuję, denerwuję, gryzę kłykcie, paznokcie, łokcie i co tam się ugryźć da. Oczywiście wiem, że ten sprawdzian jest tylko i aż podsumowaniem 6 lat nauki i nie ma wpływu na dalsze losy dziecka (no chyba, że zawali), ale mimo wszystko zawsze jakiś stres jest i to nie nawet o wynik. A bardziej o zderzenie Latorośli z nową sytuacją. Młody i tak twierdzi, że najbardziej Go dobije czekanie na wyniki. A one dopiero w czerwcu!!! Sadyści.

Trzymaj się Synu.

DarthMother


piątek, 29 marca 2013

Kolorowo i jajecznie

via: http://sweetapolita.com/2012/04/marzipan-filled-easter-pastries-figolla-from-malta/
via http://allwashitape.blogspot.fr/

via: http://www.craftberrybush.com/2011/03/many-colours-of-me.html



O Ałtoreczkach, pisakach i blogaskach...



Zupełny wieloryb Ogden Nash

Uważam, że wyszłoby na dobre wszystkim bez wyjątku literackim utworom,
Gdyby ich autorzy trochę się pohamowali w szastaniu porównaniem i metaforą.
Pisarze wszelkich ras i tworzący we wszystkich językach, poczynając
od argentyńskiego i australijskiego, a kończąc na łacinie, grece
oraz ki – swahili,
Nie potrafią jakoś powiedzieć po prostu, że coś jest tym, czym jest,
natomiast wyłażą ze skóry, aby nam wmówić, że to coś jest jak coś
innego lub wręcz jest tym czymś innym – dlaczego? Bo oni sobie
tak tę rzecz „uzmysłowili”.
Co faktycznie chce nam powiedzieć poeta, kiedy, w szale twórczym rwąc włosy z brody,
Komponuje tę np. linijkę: "Asyryjczyk tak runął, jak wilk spada na trzody”?
Przede wszystkim, George Gordon Byron nie był dzieckiem, znał jako tako życie
i dawno już nabrał był odpowiednich myślowych nawyków,

Aby wiedzieć, że w sytuacji tego rodzaju najprawdopodobniej chodziło
nie o jednego Asyryjczyka, ale o całą masę Asyryjczyków.
Ale dobrze, nie będziemy się przecież wykłócać o szczegóły, zwłaszcza
że groziłoby to apopleksją w jakimś sporu szczytowym momencie:

Zgódźmy się dla świętego spokoju, że to pojedynczy Asyryjczyk wykonał
wspomniane runięcie.
Idźmy jednakowoż dalej: mamy tego konkretnego Asyryjczyka i teraz w następnej
linijce czytamy o nim, że „złotem i purpurą kohort parł i miażdżył
przeszkody”.
No i co właściwie poeta chce nam przekazać, skoro sam przecież powiedział
przed chwilą, że tenże Asyryjczyk runął, jak wilk spada na trzody?
Że więcej jest dziwów w niebie i na ziemi, niż to się marzy naszym filozofom,
wiadomo nam od dość dawna i zaskoczeni tym faktem nie będziem,
Ale nie wyobrażam sobie, żeby nawet wśród tych dziwów mógł się znaleźć wilk
miażdżący przeszkody złotymi i purpurowymi kohortami, czy w ogóle wilk
miażdżący cokolwiek bądź jakimkolwiek bądź złotym i purpurowym narzędziem.

Nie, nie, drogi lordzie B.: w to, że ten cały Asyryjczyk miał w sobie coś z wilka,
mógłbym uwierzyć dopiero, gdyby on sam w wilczej postaci pod nos mi się pchał;
Chce pan powiedzieć, że co – że Asyryjczyk rzeczywiście miał cztery nogi i kudłaty
ogon, i duży czerwony pysk, i duże białe kły, i robił hau, hau?
Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się to bardzo prawdopodobne i uważam, że miał
pan prawo powiedzieć co najwyżej coś w ścisłym i rzeczowym stylu:

Np. że kohorty runęły jak cała kupa kohort asyryjskich na wojowników
hebrajskich, których było tylu a tylu.
Ale nie, to nie brzmiało dość finezyjnie w uszach naszego lorda, skądże znowu,
on musiał sporządzić sobie zapasik wymyślnych figur mowy i jeszcze
przeprowadzić ich interpolację,
Czego skutki są takie, że nie można dzisiaj powiedzieć słowa w towarzystwie
na temat wojowników ze Starego Testamentu, żeby się ktoś nie odezwał, Aha, to ci, co to na nich spadały całe sfory wilków, tłukły ich złotymi i purpurowymi kohortami i przyrządzały sobie z nieszczęśników kolację.
Takie właśnie rzeczy wyprawiają bezustannie poeci, od Homera aż po Tennysona:
Przyrównują dziewiczy rumieniec do róży, a cielęcinę do Desdemony (że niby
też młoda i też duszona),
I powiadają zawsze, że po nocnej zamieci śnieg zasłał pola jak biały, puszysty koc,
Na co ja powiadam, A doprawdy? ślicznie, w takim razie kładź się pan
pod sześciocalowej grubości koc śniegu, a ja się przykryję półcalowym
kocykiem z niepoetycznego materiału, z którego wyrabia się koce,
i zobaczymy, kto lepiej prześpi noc,
I może wtedy wreszcie, poeto, w mózgu dźwignie ci się zrozumienia semafor
I pozwoli ci pojąć, czemu źle jest nadużywać metafor.



Zapraszam i udanej zabawy

czwartek, 28 marca 2013

Krew z krwi...

Duma mnie rozpiera jak hel balon. Mój Syn dostał się do jednego z lepszych gimnazjów w Poznaniu, dwujęzycznego: angielsko-niemieckiego. Było 200 osób na 50 miejsc. No, chyba mogę być dumna, co nie?

piątek, 22 marca 2013

Jak ja Ci...

Mój Młody wkurzył się na niepunktualność komunikacji miejskiej i dosadnie przywitał nadjeżdzający, mocno opóźniony tramwaj:

- Jak cię kopnę w pantograf, to zapomnisz którędy na pętlę.

Zimno, zima, śniegu po kolana, a dojechać na miejsce trzeba. Idąc tym tropem zimę przeganialiśmy słowami:

- Jak cię kopnę w zaspę, to zapomnisz drogę na biegun.

A dzisiaj drukarkę próbowałam uruchomić przemawiając czule:

- Jak cię kopnę w toner, to zapomnisz gdzie masz papier.

Nie pomogło. :( Ale ulżyło na pewno.

Proponuję Wam zabawę opartą na tym samym schemacie: Jak ci/cię (coś zrobię) to...., byle zabawnie i zaskakująco.

Zapraszam i czekam na propozycje.

poniedziałek, 18 marca 2013

***

Dziś około 5 rano zmarł mój ukochany Dziadek Antoni. Wspaniały, wyjątkowy człowiek. Urodzony w 1918 roku, był chodzącą historią Wielkopolski i Wielkopolan. Nie usłyszę już Jego historii. Tej prywatnej i tej wielkiej.

Spoczywaj w pokoju Dziadku.

Kocham Cię.

sobota, 16 marca 2013

Obcy

Kiedy Pani D. nadchodzi, przynosi ze sobą olbrzymi wór wszelakich problemów. Małych, dużych, światowych, prywatnych, moich i nie-moich. Cały ten ogrom nagle dociera do mnie i przywala. Czuję, jak ona bezczelnie władowuje mi je wszystkie na plecy, przewiązuje przez pierś szerokim sznurem, aż ciężko oddychać. Nieśliście kiedyś ciężki plecak, tak ciężki, że omdlewały wam ramiona, a klatka piersiowa stawała się prawdziwym więzieniem dla oddechu? Podobnie właśnie jest wtedy, ale nie możesz uwolnić się od tego ciężaru. Nie możesz przestać myśleć o tym, zamartwiasz się, analizujesz, dociera do ciebie całe to szambo ludzkiego bytu. Beznadzieja bytu. Czytasz w internecie pozytywną wieść, dokument, wywiad, a pod nim setka wpisów hejterów, którzy z najwznioślejszej idei potrafią zrobić szambo. Ostatnio nawet z ust dziennikarza padło potwierdzenie, że dobre wieści się nie sprzedają i to w kontekście zdarzeń, które miały poprawić byt osób biorących w nich udział. I informacja została podana tak, by zawsze było jakieś ale... Z czasem człowiek przestaje wierzyć w dobre intencje kogokolwiek i szczęśliwe sploty zdarzeń wypatrując we wszystkim jakiegoś haczyka. Nie ważne jakim jesteś teraz człowiekiem. Jeden błąd przeszłości, nawet jeśli zdążyłeś go odkupić, odpracować, odpokutować całym swoim życiem, a poglądy dawno już dojrzały i zmieniły się może zaważyć na Twoim być albo nie być. Dotyczy to życia prywatnego czy zawodowego. Najgłośniejsi a niekoniecznie najmądrzejsi krzykacze zawłaszczają sobie przestrzeń, uważając, że jak ktoś cichy i walczyć nie chce to frajer i głupek. Czuję się zagubiona w tym świecie i jest mi coraz bardziej obcy. 


wtorek, 12 marca 2013

Wagon Wiszących Sztyletów ;)




Oto misterna koronka sopli na wagonie elektrycznym postawionym przy bocznicy kolejowej. Zdjęcia zrobione około 23.00.

niedziela, 10 marca 2013

Na zakończenie Dnia Mężczyzny

Moje życie tak się potoczyło, że czasami muszę, jak w koktailu, zebrać w sobie wszelakie cechy męskie i kobiece i potrząsnąć by osiągnąć najlepszy i zadowalający na co dzień efekt. Czasami wychodzi z tego koktail Mołotowa, czasami mieszanka wysokooktanowa, bywa, że i mus truskawkowy, ale najczęściej niezjadliwa, bezużyteczna breja w nieokreślonym kolorze. Pewnie, że ani mi w tym życiowym shakerze miło, ani wygodnie, ale cóż robić. Przyszło mi być 2 w 1, pod kieckę spodnie naciągnąć i zapomnieć o dłuugich paznokciach ;) i dłuuugich kąpielach.

Wbrew temu co się powszechnie sądzi, jako kobieta "po przejściach" nie mam urazy do rodu męskiego. Mogę jedynie nie cierpieć konkretnych osobników, ba, nawet są typy, które w ciemno obstawiam, jako nie do strawienia, i nie mam zamiaru na nich zębów tracić. Po to się nabywa doświadczenie, a życie daje nauczki, by nie powtarzać tych samych błędów. [A kto powtarza, ten trąba, nic a nic się nie uczy, a potem dziwi się, że kibluje kolejny rok w tym samym bagienku, w tym samym smrodku, z tyłkiem wystawionym na wiatr i mróz. A pociągnijże w końcu gacie i nie daj się kopać w gołą d... A jak pozwalasz to uśmiech na twarz i nie jęcz.] Poza tymi indywiduami, cała reszta rodu męskiego jest nader interesująca zarówno pod względem utylitarnym, jak i intelektualnym, a ostatnio nawet i estetycznie można oko nacieszyć, bo panowie powoli, acz z oporami, wychodzą z epoki klozetu z dworca centralnego w głębokim PRL-u, do którego czy chciał, czy nie chciał i tak wejść człowiek musiał, niezależnie od tego jak wielkie w nim budził obrzydzenie i skowyt w duszy. No, bo nic innego nie było, ani w lokalach, ani gdzie indziej, a o galeriach handlowych nikt nie marzył. [Co mnie dziś wzięło na te proktologiczne porównania... może to z tego, że podobno faceci w moim wieku są jak kible - albo zajęci, albo zasrani ;)]. Ad rem.
http://www.fashionserved.com/gallery/Henrys-story/440301

Choćbym w sobie całe pokłady cech męskich wykopała, facetem nigdy nie będę i nie zamierzam być. Lubię być kobietą, dostrzegać niejednoznaczność pewnych rzeczy, wiedzieć więcej, choć nie wiadomo skąd, być jak radar dla nastrojów i uczuć, umieć tworzyć przytulną i ciepłą atmosferę przy pomocy koca, kubka kawy i tealight'a. Umieć zrobić wiele rzeczy tak, by miało się wrażenie, że same się robią i wyprzedzać myśli - zanim ktoś zaplanuje, ja mam już załatwione. I lubię mężczyzn. Nie ważne czy ma kaloryfer na brzuchu, czy seksi bojler. Nie ważne czy ma włosy jak rasowy metalowiec, czy testosteronową nagą czaszkę. Nie ważne czy jest hipsterem, nerdem, drwalem, czy kloszardem. Ważne, żeby miał pasję życia, honor, który nie pozwala krzywdzić i pogardę dla filozofii Kalego. Żeby jego ramiona dawały oparcie, a słowa siłę, postawa wiarę, a mądrość zaufanie. Żeby tam gdzie dla przeciętnego faceta kończy się kobiecość, on ją dopiero odkrywał. By dojrzewał z wiekiem. Bo nie ma nic bardziej męskiego i seksownego, niż dojrzały mężczyzna, świadom swoich zalet i wad i chcący jeszcze wiele od siebie dać kobiecie: tej którą kocha. 

Wszystkim Mężczyznom, w dniu ich święta, aby męskość nie kojarzyła się z tępą siłą, ale z mądrą odpowiedzialnością. Bo tacy własnie jesteście. 

Thuria


sobota, 9 marca 2013

Życie Pi

"W życiu jest ważne to, zeby wszystko było właściwie zwieńczone. Inaczej człowiek zostaje ze słowami, które powinien był wypowiedzieć, ale nie wypowiedział, i z sercem przepełnionym żalem. To spartaczone pożegnanie boli mnie do dziś."

by Bunnies - Deviantart
Te słowa z "Życia Pi" bardzo mnie poruszyły.

Czasami życie nie daje nam szansy by pożegnać się. Już nawet nie właściwie, a wogóle. I wtedy nie zostaje nam nic. Czasami łatwiej pogodzić się ze śmiercią kogoś bliskiego, z czymś nieuniknionym i ostatecznym. Mieć możliwość pójścia na grób i tam wykrzyczeć żale, prośby i pragnienia, by w końcu pogodzić się z myślą, że to już koniec i przewartościować swoje życie. Jeśli ktoś znika bez słowa, z dnia na dzień, nagle, zostaje się z bezbrzeżną pustką niedomówień, poczucia winy, lęku i nadziei, która z czasem nam samym wydaje się tak głupia i naiwna, że mamy ochotę mocno trzepnąć się w twarz, by wytrzeźwieć. A mimo to, tej wiary w możliwość odwrócenia zdarzeń i naprawienia tego co się stało, trzyma się człowiek wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Śmierć nie zostawia wyboru, na pytania można już odpowiedzieć tak lub nie, wycina kawałek serca prosto i mocno. Zaginięcie osoby bliskiej, to jak ciągle otwarta rana z wyszarpanym kawałkiem mięsa. Nigdy się nie zabliźni, bo może gdzieś jest ta brakująca część i wraz z jej odnalezieniem da się scalić mięsień. Wspomnień nie można ubrać w ołtarzyk łagodności, bo rodzą się pytania: co zrobiłem nie tak, czy byłem w stanie zapobiec, co jeszcze mogę zrobić, a co gdybym zrobił inaczej. I posypywanie solą obietnic: Boże spraw by wrócił/wróciła/odnalazł się/odnalazła, nie ważne jak, gdzie, co się działo, ja już nigdy, ja już zawsze...

Nie da się tak żyć. I umrzeć nie sposób, bo kto będzie czekał, kiedy On wróci. 

Po dniu ku uczczeniu Mnie jako kobiety...

...zeszłam na cukrzycę po zjedzeniu pączka, 3 rożków z kremem, bajaderki i kawałka tortu.

Do tego ku nasyceniu oczu: goździk, róża i tulipan.

Mój żołądek krzyczy: kiełbasy!!!!!

Panowie, obowiązek odbębniony, jak to określił wasz kolega: "w tym ciężkim dla mężczyzn dniu".

Kto naprawdę kocha kobiety za to, że właśnie takie są jakie są?

sobota, 23 lutego 2013

Pożegnanie zimy? Śnieżne ostatki.

Mój Misio Remcio. :)

Jeszcze śnieg, za kilka minut będzie padać deszcz.

Skalmar* - tak twierdzi mój syn. Ja uważam, że to stwór z Wysp Wielkanocnych.
*Skalmar