sobota, 19 stycznia 2013

Widzę wyraźnie....

Są dni, kiedy świat dookoła mnie okrywa się czarnym woalem jak wdowa na pogrzebie. Wszystko dochodzi do uszu i oczu stłumione, zniekształcone, a mózg buntując się przed zbyt skomplikowaną pracą odszyfrowywania zewnętrznych wrażeń, odcina się od rzeczywistości i nie dopuszcza do wewnątrz nic i nikogo.

Są też dni krystalicznie przejrzyste i tak doskonale wyostrzone jak niebo w mroźną noc. Widać wtedy każdą gwiazdę, konstelację i mgławicę, jakby były na wyciągnięcie ręki. W takie dni zauważam zdarzenia, szczegóły, które natychmiast wywołują lawinę skojarzeń i wrażeń. 

Widzę wtedy o poranku, kiedy tłum napiera na drzwi podjeżdżającego tramwaju, jak do wolnych siedzeń, w prawie pustym wagonie jako pierwsi, bo i szybsi i silniejsi, przepychają się młodzi mężczyźni. Sadowią się zadowoleni niczym kwoki na jajkach (nomen omen) i pogrążają w porannych gazetach, drzemce, czy kompulsywnym smsowaniu. Żaden z nich nie zauważa, ani jednej kobiety, niezależnie od wieku czy statusu społecznego, ba nawet urody, zawieszonej nad nim w gibboniej pozie, lub usiłującej ustać w ścisku trzymając się nieomal połową palca jakiegokolwiek oparcia. Nie ważne czy jesteś steraną Matką-Polką, młodą studentką o urodzie modelki, czy cudownie dojrzałą kobietą. Nie doczekasz się kurtuazyjnego: "Proszę usiąść". Musiałabyś być chyba staruszką poruszającą się z balkonikiem i wydać z siebie kilka bolesnych westchnień, by młodzian wreszcie Cię zauważył i przestał liczyć na to, że może ktoś inny ustąpi. Ot i mamy równouprawnienie. 

Widzę wtedy jak mężczyźni po rozwodzie, jeśli tylko ze znienawidzonych ramion "złej żony" nie wpadają w inne ciepłe gniazdko, w trakcie rozwodu i po nim wspierają się znów na jedynej kobiecie jaka ich kocha. Na mamusi. I nie ważne, czy mają lat 20 czy 50.  Ciągają  mamusię wszędzie, do adwokata, sądu, sklepu, urzędu. Mamusia za nich mówi, mamusia umawia. Mamusia pilnuje, żeby znowu biednego synka krzywda nie spotkała. Nie ważne czy mamusia ma ochotę przyjmować dorosłego, zdrowego byka pod swój dach. Mamusia musi. A synek z radością i ochoczo owąż "niewymuszoną" przecież pomoc przyjmuje, czując się zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności i obowiązku. I chyba nie wydaje się już dziwne, że żona to: "zła kobieta była", kiedy czegokolwiek od męża wymagała. Bo mąż ma tylko być. I za to go trzeba kochać. Jakoś to dziwne, że po rozwodach większość kobiet, zazwyczaj uzależnionych od męża, potrafi samodzielnie stanąć na nogi, zamieszkać osobno, załatwić wiele spraw, a przede wszystkim podjąć decyzje na własne ryzyko i odpowiedzialność. A sporej części panów z wygodnictwa jakoś takie działania nie wychodzą. 

Dla mnie facet nie musi lubić komedii romantycznych, gadek o niczym i analizować miliona odczuć kobiecych. Ale żeby miał kojones! Nie musi znać się na wszystkim, ale mieć honor i poczucie odpowiedzialności. Jeśli jest się dorosłym to trzeba zachowywać się jak dorosły. 


1 komentarz:

  1. Kojones...hahaha Tak górnolotnie określić , tak przyziemne organy, to tylko Ty potrafisz. Leżę i kwiczę ze śmiechu, choć cały tekst śmieszny nie jest.

    OdpowiedzUsuń