piątek, 29 marca 2013

Kolorowo i jajecznie

via: http://sweetapolita.com/2012/04/marzipan-filled-easter-pastries-figolla-from-malta/
via http://allwashitape.blogspot.fr/

via: http://www.craftberrybush.com/2011/03/many-colours-of-me.html



O Ałtoreczkach, pisakach i blogaskach...



Zupełny wieloryb Ogden Nash

Uważam, że wyszłoby na dobre wszystkim bez wyjątku literackim utworom,
Gdyby ich autorzy trochę się pohamowali w szastaniu porównaniem i metaforą.
Pisarze wszelkich ras i tworzący we wszystkich językach, poczynając
od argentyńskiego i australijskiego, a kończąc na łacinie, grece
oraz ki – swahili,
Nie potrafią jakoś powiedzieć po prostu, że coś jest tym, czym jest,
natomiast wyłażą ze skóry, aby nam wmówić, że to coś jest jak coś
innego lub wręcz jest tym czymś innym – dlaczego? Bo oni sobie
tak tę rzecz „uzmysłowili”.
Co faktycznie chce nam powiedzieć poeta, kiedy, w szale twórczym rwąc włosy z brody,
Komponuje tę np. linijkę: "Asyryjczyk tak runął, jak wilk spada na trzody”?
Przede wszystkim, George Gordon Byron nie był dzieckiem, znał jako tako życie
i dawno już nabrał był odpowiednich myślowych nawyków,

Aby wiedzieć, że w sytuacji tego rodzaju najprawdopodobniej chodziło
nie o jednego Asyryjczyka, ale o całą masę Asyryjczyków.
Ale dobrze, nie będziemy się przecież wykłócać o szczegóły, zwłaszcza
że groziłoby to apopleksją w jakimś sporu szczytowym momencie:

Zgódźmy się dla świętego spokoju, że to pojedynczy Asyryjczyk wykonał
wspomniane runięcie.
Idźmy jednakowoż dalej: mamy tego konkretnego Asyryjczyka i teraz w następnej
linijce czytamy o nim, że „złotem i purpurą kohort parł i miażdżył
przeszkody”.
No i co właściwie poeta chce nam przekazać, skoro sam przecież powiedział
przed chwilą, że tenże Asyryjczyk runął, jak wilk spada na trzody?
Że więcej jest dziwów w niebie i na ziemi, niż to się marzy naszym filozofom,
wiadomo nam od dość dawna i zaskoczeni tym faktem nie będziem,
Ale nie wyobrażam sobie, żeby nawet wśród tych dziwów mógł się znaleźć wilk
miażdżący przeszkody złotymi i purpurowymi kohortami, czy w ogóle wilk
miażdżący cokolwiek bądź jakimkolwiek bądź złotym i purpurowym narzędziem.

Nie, nie, drogi lordzie B.: w to, że ten cały Asyryjczyk miał w sobie coś z wilka,
mógłbym uwierzyć dopiero, gdyby on sam w wilczej postaci pod nos mi się pchał;
Chce pan powiedzieć, że co – że Asyryjczyk rzeczywiście miał cztery nogi i kudłaty
ogon, i duży czerwony pysk, i duże białe kły, i robił hau, hau?
Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się to bardzo prawdopodobne i uważam, że miał
pan prawo powiedzieć co najwyżej coś w ścisłym i rzeczowym stylu:

Np. że kohorty runęły jak cała kupa kohort asyryjskich na wojowników
hebrajskich, których było tylu a tylu.
Ale nie, to nie brzmiało dość finezyjnie w uszach naszego lorda, skądże znowu,
on musiał sporządzić sobie zapasik wymyślnych figur mowy i jeszcze
przeprowadzić ich interpolację,
Czego skutki są takie, że nie można dzisiaj powiedzieć słowa w towarzystwie
na temat wojowników ze Starego Testamentu, żeby się ktoś nie odezwał, Aha, to ci, co to na nich spadały całe sfory wilków, tłukły ich złotymi i purpurowymi kohortami i przyrządzały sobie z nieszczęśników kolację.
Takie właśnie rzeczy wyprawiają bezustannie poeci, od Homera aż po Tennysona:
Przyrównują dziewiczy rumieniec do róży, a cielęcinę do Desdemony (że niby
też młoda i też duszona),
I powiadają zawsze, że po nocnej zamieci śnieg zasłał pola jak biały, puszysty koc,
Na co ja powiadam, A doprawdy? ślicznie, w takim razie kładź się pan
pod sześciocalowej grubości koc śniegu, a ja się przykryję półcalowym
kocykiem z niepoetycznego materiału, z którego wyrabia się koce,
i zobaczymy, kto lepiej prześpi noc,
I może wtedy wreszcie, poeto, w mózgu dźwignie ci się zrozumienia semafor
I pozwoli ci pojąć, czemu źle jest nadużywać metafor.



Zapraszam i udanej zabawy

czwartek, 28 marca 2013

Krew z krwi...

Duma mnie rozpiera jak hel balon. Mój Syn dostał się do jednego z lepszych gimnazjów w Poznaniu, dwujęzycznego: angielsko-niemieckiego. Było 200 osób na 50 miejsc. No, chyba mogę być dumna, co nie?

piątek, 22 marca 2013

Jak ja Ci...

Mój Młody wkurzył się na niepunktualność komunikacji miejskiej i dosadnie przywitał nadjeżdzający, mocno opóźniony tramwaj:

- Jak cię kopnę w pantograf, to zapomnisz którędy na pętlę.

Zimno, zima, śniegu po kolana, a dojechać na miejsce trzeba. Idąc tym tropem zimę przeganialiśmy słowami:

- Jak cię kopnę w zaspę, to zapomnisz drogę na biegun.

A dzisiaj drukarkę próbowałam uruchomić przemawiając czule:

- Jak cię kopnę w toner, to zapomnisz gdzie masz papier.

Nie pomogło. :( Ale ulżyło na pewno.

Proponuję Wam zabawę opartą na tym samym schemacie: Jak ci/cię (coś zrobię) to...., byle zabawnie i zaskakująco.

Zapraszam i czekam na propozycje.

poniedziałek, 18 marca 2013

***

Dziś około 5 rano zmarł mój ukochany Dziadek Antoni. Wspaniały, wyjątkowy człowiek. Urodzony w 1918 roku, był chodzącą historią Wielkopolski i Wielkopolan. Nie usłyszę już Jego historii. Tej prywatnej i tej wielkiej.

Spoczywaj w pokoju Dziadku.

Kocham Cię.

sobota, 16 marca 2013

Obcy

Kiedy Pani D. nadchodzi, przynosi ze sobą olbrzymi wór wszelakich problemów. Małych, dużych, światowych, prywatnych, moich i nie-moich. Cały ten ogrom nagle dociera do mnie i przywala. Czuję, jak ona bezczelnie władowuje mi je wszystkie na plecy, przewiązuje przez pierś szerokim sznurem, aż ciężko oddychać. Nieśliście kiedyś ciężki plecak, tak ciężki, że omdlewały wam ramiona, a klatka piersiowa stawała się prawdziwym więzieniem dla oddechu? Podobnie właśnie jest wtedy, ale nie możesz uwolnić się od tego ciężaru. Nie możesz przestać myśleć o tym, zamartwiasz się, analizujesz, dociera do ciebie całe to szambo ludzkiego bytu. Beznadzieja bytu. Czytasz w internecie pozytywną wieść, dokument, wywiad, a pod nim setka wpisów hejterów, którzy z najwznioślejszej idei potrafią zrobić szambo. Ostatnio nawet z ust dziennikarza padło potwierdzenie, że dobre wieści się nie sprzedają i to w kontekście zdarzeń, które miały poprawić byt osób biorących w nich udział. I informacja została podana tak, by zawsze było jakieś ale... Z czasem człowiek przestaje wierzyć w dobre intencje kogokolwiek i szczęśliwe sploty zdarzeń wypatrując we wszystkim jakiegoś haczyka. Nie ważne jakim jesteś teraz człowiekiem. Jeden błąd przeszłości, nawet jeśli zdążyłeś go odkupić, odpracować, odpokutować całym swoim życiem, a poglądy dawno już dojrzały i zmieniły się może zaważyć na Twoim być albo nie być. Dotyczy to życia prywatnego czy zawodowego. Najgłośniejsi a niekoniecznie najmądrzejsi krzykacze zawłaszczają sobie przestrzeń, uważając, że jak ktoś cichy i walczyć nie chce to frajer i głupek. Czuję się zagubiona w tym świecie i jest mi coraz bardziej obcy. 


wtorek, 12 marca 2013

Wagon Wiszących Sztyletów ;)




Oto misterna koronka sopli na wagonie elektrycznym postawionym przy bocznicy kolejowej. Zdjęcia zrobione około 23.00.

niedziela, 10 marca 2013

Na zakończenie Dnia Mężczyzny

Moje życie tak się potoczyło, że czasami muszę, jak w koktailu, zebrać w sobie wszelakie cechy męskie i kobiece i potrząsnąć by osiągnąć najlepszy i zadowalający na co dzień efekt. Czasami wychodzi z tego koktail Mołotowa, czasami mieszanka wysokooktanowa, bywa, że i mus truskawkowy, ale najczęściej niezjadliwa, bezużyteczna breja w nieokreślonym kolorze. Pewnie, że ani mi w tym życiowym shakerze miło, ani wygodnie, ale cóż robić. Przyszło mi być 2 w 1, pod kieckę spodnie naciągnąć i zapomnieć o dłuugich paznokciach ;) i dłuuugich kąpielach.

Wbrew temu co się powszechnie sądzi, jako kobieta "po przejściach" nie mam urazy do rodu męskiego. Mogę jedynie nie cierpieć konkretnych osobników, ba, nawet są typy, które w ciemno obstawiam, jako nie do strawienia, i nie mam zamiaru na nich zębów tracić. Po to się nabywa doświadczenie, a życie daje nauczki, by nie powtarzać tych samych błędów. [A kto powtarza, ten trąba, nic a nic się nie uczy, a potem dziwi się, że kibluje kolejny rok w tym samym bagienku, w tym samym smrodku, z tyłkiem wystawionym na wiatr i mróz. A pociągnijże w końcu gacie i nie daj się kopać w gołą d... A jak pozwalasz to uśmiech na twarz i nie jęcz.] Poza tymi indywiduami, cała reszta rodu męskiego jest nader interesująca zarówno pod względem utylitarnym, jak i intelektualnym, a ostatnio nawet i estetycznie można oko nacieszyć, bo panowie powoli, acz z oporami, wychodzą z epoki klozetu z dworca centralnego w głębokim PRL-u, do którego czy chciał, czy nie chciał i tak wejść człowiek musiał, niezależnie od tego jak wielkie w nim budził obrzydzenie i skowyt w duszy. No, bo nic innego nie było, ani w lokalach, ani gdzie indziej, a o galeriach handlowych nikt nie marzył. [Co mnie dziś wzięło na te proktologiczne porównania... może to z tego, że podobno faceci w moim wieku są jak kible - albo zajęci, albo zasrani ;)]. Ad rem.
http://www.fashionserved.com/gallery/Henrys-story/440301

Choćbym w sobie całe pokłady cech męskich wykopała, facetem nigdy nie będę i nie zamierzam być. Lubię być kobietą, dostrzegać niejednoznaczność pewnych rzeczy, wiedzieć więcej, choć nie wiadomo skąd, być jak radar dla nastrojów i uczuć, umieć tworzyć przytulną i ciepłą atmosferę przy pomocy koca, kubka kawy i tealight'a. Umieć zrobić wiele rzeczy tak, by miało się wrażenie, że same się robią i wyprzedzać myśli - zanim ktoś zaplanuje, ja mam już załatwione. I lubię mężczyzn. Nie ważne czy ma kaloryfer na brzuchu, czy seksi bojler. Nie ważne czy ma włosy jak rasowy metalowiec, czy testosteronową nagą czaszkę. Nie ważne czy jest hipsterem, nerdem, drwalem, czy kloszardem. Ważne, żeby miał pasję życia, honor, który nie pozwala krzywdzić i pogardę dla filozofii Kalego. Żeby jego ramiona dawały oparcie, a słowa siłę, postawa wiarę, a mądrość zaufanie. Żeby tam gdzie dla przeciętnego faceta kończy się kobiecość, on ją dopiero odkrywał. By dojrzewał z wiekiem. Bo nie ma nic bardziej męskiego i seksownego, niż dojrzały mężczyzna, świadom swoich zalet i wad i chcący jeszcze wiele od siebie dać kobiecie: tej którą kocha. 

Wszystkim Mężczyznom, w dniu ich święta, aby męskość nie kojarzyła się z tępą siłą, ale z mądrą odpowiedzialnością. Bo tacy własnie jesteście. 

Thuria


sobota, 9 marca 2013

Życie Pi

"W życiu jest ważne to, zeby wszystko było właściwie zwieńczone. Inaczej człowiek zostaje ze słowami, które powinien był wypowiedzieć, ale nie wypowiedział, i z sercem przepełnionym żalem. To spartaczone pożegnanie boli mnie do dziś."

by Bunnies - Deviantart
Te słowa z "Życia Pi" bardzo mnie poruszyły.

Czasami życie nie daje nam szansy by pożegnać się. Już nawet nie właściwie, a wogóle. I wtedy nie zostaje nam nic. Czasami łatwiej pogodzić się ze śmiercią kogoś bliskiego, z czymś nieuniknionym i ostatecznym. Mieć możliwość pójścia na grób i tam wykrzyczeć żale, prośby i pragnienia, by w końcu pogodzić się z myślą, że to już koniec i przewartościować swoje życie. Jeśli ktoś znika bez słowa, z dnia na dzień, nagle, zostaje się z bezbrzeżną pustką niedomówień, poczucia winy, lęku i nadziei, która z czasem nam samym wydaje się tak głupia i naiwna, że mamy ochotę mocno trzepnąć się w twarz, by wytrzeźwieć. A mimo to, tej wiary w możliwość odwrócenia zdarzeń i naprawienia tego co się stało, trzyma się człowiek wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Śmierć nie zostawia wyboru, na pytania można już odpowiedzieć tak lub nie, wycina kawałek serca prosto i mocno. Zaginięcie osoby bliskiej, to jak ciągle otwarta rana z wyszarpanym kawałkiem mięsa. Nigdy się nie zabliźni, bo może gdzieś jest ta brakująca część i wraz z jej odnalezieniem da się scalić mięsień. Wspomnień nie można ubrać w ołtarzyk łagodności, bo rodzą się pytania: co zrobiłem nie tak, czy byłem w stanie zapobiec, co jeszcze mogę zrobić, a co gdybym zrobił inaczej. I posypywanie solą obietnic: Boże spraw by wrócił/wróciła/odnalazł się/odnalazła, nie ważne jak, gdzie, co się działo, ja już nigdy, ja już zawsze...

Nie da się tak żyć. I umrzeć nie sposób, bo kto będzie czekał, kiedy On wróci. 

Po dniu ku uczczeniu Mnie jako kobiety...

...zeszłam na cukrzycę po zjedzeniu pączka, 3 rożków z kremem, bajaderki i kawałka tortu.

Do tego ku nasyceniu oczu: goździk, róża i tulipan.

Mój żołądek krzyczy: kiełbasy!!!!!

Panowie, obowiązek odbębniony, jak to określił wasz kolega: "w tym ciężkim dla mężczyzn dniu".

Kto naprawdę kocha kobiety za to, że właśnie takie są jakie są?