piątek, 29 marca 2013

O Ałtoreczkach, pisakach i blogaskach...



Zupełny wieloryb Ogden Nash

Uważam, że wyszłoby na dobre wszystkim bez wyjątku literackim utworom,
Gdyby ich autorzy trochę się pohamowali w szastaniu porównaniem i metaforą.
Pisarze wszelkich ras i tworzący we wszystkich językach, poczynając
od argentyńskiego i australijskiego, a kończąc na łacinie, grece
oraz ki – swahili,
Nie potrafią jakoś powiedzieć po prostu, że coś jest tym, czym jest,
natomiast wyłażą ze skóry, aby nam wmówić, że to coś jest jak coś
innego lub wręcz jest tym czymś innym – dlaczego? Bo oni sobie
tak tę rzecz „uzmysłowili”.
Co faktycznie chce nam powiedzieć poeta, kiedy, w szale twórczym rwąc włosy z brody,
Komponuje tę np. linijkę: "Asyryjczyk tak runął, jak wilk spada na trzody”?
Przede wszystkim, George Gordon Byron nie był dzieckiem, znał jako tako życie
i dawno już nabrał był odpowiednich myślowych nawyków,

Aby wiedzieć, że w sytuacji tego rodzaju najprawdopodobniej chodziło
nie o jednego Asyryjczyka, ale o całą masę Asyryjczyków.
Ale dobrze, nie będziemy się przecież wykłócać o szczegóły, zwłaszcza
że groziłoby to apopleksją w jakimś sporu szczytowym momencie:

Zgódźmy się dla świętego spokoju, że to pojedynczy Asyryjczyk wykonał
wspomniane runięcie.
Idźmy jednakowoż dalej: mamy tego konkretnego Asyryjczyka i teraz w następnej
linijce czytamy o nim, że „złotem i purpurą kohort parł i miażdżył
przeszkody”.
No i co właściwie poeta chce nam przekazać, skoro sam przecież powiedział
przed chwilą, że tenże Asyryjczyk runął, jak wilk spada na trzody?
Że więcej jest dziwów w niebie i na ziemi, niż to się marzy naszym filozofom,
wiadomo nam od dość dawna i zaskoczeni tym faktem nie będziem,
Ale nie wyobrażam sobie, żeby nawet wśród tych dziwów mógł się znaleźć wilk
miażdżący przeszkody złotymi i purpurowymi kohortami, czy w ogóle wilk
miażdżący cokolwiek bądź jakimkolwiek bądź złotym i purpurowym narzędziem.

Nie, nie, drogi lordzie B.: w to, że ten cały Asyryjczyk miał w sobie coś z wilka,
mógłbym uwierzyć dopiero, gdyby on sam w wilczej postaci pod nos mi się pchał;
Chce pan powiedzieć, że co – że Asyryjczyk rzeczywiście miał cztery nogi i kudłaty
ogon, i duży czerwony pysk, i duże białe kły, i robił hau, hau?
Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się to bardzo prawdopodobne i uważam, że miał
pan prawo powiedzieć co najwyżej coś w ścisłym i rzeczowym stylu:

Np. że kohorty runęły jak cała kupa kohort asyryjskich na wojowników
hebrajskich, których było tylu a tylu.
Ale nie, to nie brzmiało dość finezyjnie w uszach naszego lorda, skądże znowu,
on musiał sporządzić sobie zapasik wymyślnych figur mowy i jeszcze
przeprowadzić ich interpolację,
Czego skutki są takie, że nie można dzisiaj powiedzieć słowa w towarzystwie
na temat wojowników ze Starego Testamentu, żeby się ktoś nie odezwał, Aha, to ci, co to na nich spadały całe sfory wilków, tłukły ich złotymi i purpurowymi kohortami i przyrządzały sobie z nieszczęśników kolację.
Takie właśnie rzeczy wyprawiają bezustannie poeci, od Homera aż po Tennysona:
Przyrównują dziewiczy rumieniec do róży, a cielęcinę do Desdemony (że niby
też młoda i też duszona),
I powiadają zawsze, że po nocnej zamieci śnieg zasłał pola jak biały, puszysty koc,
Na co ja powiadam, A doprawdy? ślicznie, w takim razie kładź się pan
pod sześciocalowej grubości koc śniegu, a ja się przykryję półcalowym
kocykiem z niepoetycznego materiału, z którego wyrabia się koce,
i zobaczymy, kto lepiej prześpi noc,
I może wtedy wreszcie, poeto, w mózgu dźwignie ci się zrozumienia semafor
I pozwoli ci pojąć, czemu źle jest nadużywać metafor.



Zapraszam i udanej zabawy

1 komentarz:

  1. "Wiersz o tym co będzie kiedy przyjedzie
    ciotka Gerda i że po co te porównania ?"

    Już wiem, że kiedy przyjedzie
    Z Holandii ciotka Gerda
    Nie omieszka powiedzieć,
    Że Gdańsk to mały Amsterdam.

    Zawsze gdy wpada w gości
    Rzuca to mądre stwierdzenie,
    Lecz z racji jej zrzędliwości
    Pomija się je milczeniem.

    I tylko Bazyl - brat Gerdy
    Zwany w rodzinie Kolosem
    Patrząc w sałatkę z konserwy
    Zaczyna mruczeć pod nosem:

    "No tak... No jeszcze mi powiedz,
    Że to jest małe przyjęcie,
    Postój taksówek w Piotrkowie
    To takie małe Okęcie,

    Że weekend na ogródkach
    To takie małe wakacje,
    Pół litra to mała wódka
    (No tu akurat masz rację),

    Seicento państwa Korbielów
    To taka mała rakieta,
    Ty jak nałożysz kapelusz...
    Mała królowa Elżbieta..."

    Wyznam, że z wujem Bazylem
    Poglądy mamy tożsame.
    Bo Gdańsk jest Gdańskiem. I tyle!
    Amsterdam jest Amsterdamem!

    Zalew Soliński - Solińskim
    A na nim łódki jak łódki...
    Ten wiersz napisał Gałczyński.
    Co z tego, że malutki?


    Artur Andrus

    OdpowiedzUsuń