wtorek, 23 kwietnia 2013

Sucharów cd.

Wychodzimy z Młodym od ortopedy. Moja mina nietęga, a Młody przeciąga się leniwie i mówi:

- Jestem szlachta. Mam lordozę.

I jak tu się nie uśmiechnąć.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Kolejna porcja sucharów by Młody....

Oglądamy sobie z Młodym program "Wiem co kupuję" i akurat jakiś miły Pan doktor opowiada o składzie i zawartości podpasek oraz ich wpływie na higienę i zdrowie kobiet. Mówi coś o tym, że w tych najcieńszych zamiast waty bawełnianej czy celulozowej jest wysokochłonny granulat. 

Młody zdziwiony do mnie:
- Nowoczesne podpaski to takie eee... torebki z kuwetą? 

czwartek, 18 kwietnia 2013

Kobieca furia - prasówka

Ten artykuł swego czasu bardzo mną wstrząsnął i dał dużo do myślenia, jak bardzo stereotypowe jest wychowanie dziewczynek i jak mocno wpływa na późniejsze zachowania i ich postrzeganie oraz interpretację w dorosłym życiu. 

Wiele razy zastanawiałam się jak to jest, że choćbym nie wiem jak postępowała, czy zgodnie z sobą, czy zgodnie z oczekiwaniami społecznymi lub bliskich zawsze będzie źle i nie tak jak powinno. Ileż to razy gubiłam się we wskazówkach z różnych stron, mających mi pomóc, a wprowadzających jeszcze większy chaos w moim życiu. Nigdy nie byłam wystarczająco dobra, ani wystarczająco mądra. Zawsze za dobra, albo zła, głupia albo przemądrzała, itd. Może właśnie dlatego, zgodnie ze słowami Eichelbergera, mam nieodparte wrażenie, że każdy chciałby mnie widzieć na "swój obraz i podobieństwo", a nie taką jaka naprawdę jestem.

Zresztą sami przeczytajcie:


Kobieca furia      
Wojciech Eichelberger

WYSOKIE OBCASY nr 25
(GW nr 146 z dnia 24.06.2000)
[skróty i wyróżnienia moje]

Wiele kobiet, które spotykam zarówno w moim życiu prywatnym, jak i zawodowym, pyta, dlaczego doświadczają nagłych, niekontrolowanych i niezrozumiałych napadów złości. Postanowiłem więc zająć się tym tematem. (...)

Po pierwsze - pamiętajmy, że kobieta, zanim stanie się kobietą, długo jest dziewczynką, a dziewczynka powinna być cicha, grzeczna, miła i słodka. I pamiętać, że złość piękności szkodzi. Powinna mówić cichutko i cieniutko, a najlepiej wcale, bo dziewczynki i ryby głosu nie mają.

Dziewczynka powinna ustępować, oddawać, ulegać, służyć, wyręczać, opiekować się, na nic się nie skarżyć i cieszyć się, że żyje. Powinna być zwiewna i lekka jak mgiełka, poruszac się na paluszkach bezszelestnie jak motylek. Powinna być czyściutka i bielutka. Niczego brudnego nie dotykać, nie pocić się i nie wydzielać żadnego naturalnego zapachu. Oczywiście, nie powinna się niczego brzydzić, a jeśli się brzydzi, to nie powinna tego pokazywać. Od najwcześniejszych lat winna pasjonować się proszkami do prania, wybielaczami, środkami czyszczącymi i bakteriobójczymi, a nade wszystko  dezodorantami. Powinna marzyć o tym, że jak będzie duża, to wystąpi być może w telewizyjnej reklamie jakiegoś superproszku, po którym pranie będzie jeszcze bielsze niż dotąd. 

Dziewczynka powinna jeść jak ptaszek, pić jak ptaszek i wydalać jak ptaszek. A najlepiej wcale. Umiejętność siedzenia godzinami na przepełnionym do granic możliwości pęcherzu  moczowym to podstawowe wyposażenie na dalszą drogę kobiecego życia. Dziewczynka powinna szanować autorytety i wiedzieć, kto tu rządzi. Dlatego nie powinna niczego odmawiać swoim dorosłym opiekunom, krewnym, nauczycielom, korepetytorom, spowiednikom i lekarzom. A także listonoszom, strażakom, policjantom i innym ofiarnym służbom mundurowym, nie mówiąc o urzędnikach administracji państwowej i wszelkich innych szacownych instytucji. 

Każda dziewczynka powinna wiedzieć, że jeśli jest bita albo wykorzystywana przez silniejszych, to jest to wyłącznie jej wina. Krótko mówiąc, zasłużyła sobie. Dziewczynce nie wypada chcieć i nie wypada nie chcieć. A gdy ją ktoś zapyta, czego chce, powinna odpowiedzieć: sama nie wiem.
    
Dziewczynka powinna się bać, wstydzić i brzydzić swego ciała (szczególnie, gdy zaczyna dorastać). Najlepiej się do niego nie przyznawać. Trzymać ręce na kołdrze i wszelkimi dostępnymi środkami walczyć z owłosieniem nóg.

Jednym słowem, dziewczynka może być, a nawet jest, mile widziana pod warunkiem, że jej nie ma.
    
Po drugie - dzięki takiemu ułożeniu dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. 

A w szczególności zrozumie, że:

gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. 
Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. 
Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. 
Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. 
Gdy się cieszy, to się wygłupia albo jest pijana. 
Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy kimś się zainteresuje, to się puszcza. 
Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi, to jest bezwstydna. 
Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie, czego chce. 
Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. 
Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. 
Jeśli chce być kimś - to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. 
Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. 
Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii - to jej się tylko tak zdaje. 

W każdym razie może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.
----------------------- 

Być może już kiedyś umieściłam ten artykuł na blogu. Nie szkodzi - wraca on do mnie często i w różnych rozmyślaniach. Warto odkrywać go ciągle na nowo.

***

[Kiedy wspomnę] 

Kiedy wspomnę 
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy 
ustawia gliniane garnki na sosnowej półce 

Bezradna czuję
jak płomienie twoich palców
zapałają szyje, ramiona

Stoję tak czasem
w środku dnia 
na białej ulicy 
i zakrywam ręką usta 

Nie mogę przecież krzyczeć

M. Hillar


niedziela, 14 kwietnia 2013

Wyrafinowane i ekskluzywne...

Byłam dziś z Młodym w Mc'fucku. To skutek prezentu od ojca, jaki Młody dostał, a który to prezent był pakietem kilku etykiet z pewnego napoju, uprawniających do zniżki na fast foodowe "pyszności". Młody określił ten prezent z przekąsem jako darowizna dla bezdomnego i że wolałaby coś mniej ekskluzywnego. 

Aby zdobyć ów kupon zniżkowy trzeba kupić najpierw napój,  a potem na podstawie etykiety można uzyskać rabat 11 zł na następujący zestaw: 2 rozwodnione cole, 2 paczki niedoważonych zapałczanych frytek i 2 buły z ... no coś takiego: 


Jak to się ma zdjęć reklamowych sami wiecie.  

Nie jestem fanką fast foodów, które w w moim przypadku są raczej speed foodem, bo mam krótszy czas reakcji na zjedzenie, niż samego jedzenia. Niestety tym razem uległam namowom Młodego . Inna kwestia, że rodziciel się marudził Młodemu dlaczego z taką-pewną-nieśmialością realizujemy te kupony, bo już zbiera następne! O Matko Bosko Na Rowerze! Za taki zestaw szajsowatego jedzenia trzeba zapłacić 25 zł. Za te pieniądze to ja mam domowy obiad w ilości niepośledniej, a i na wyjście do zacnej knajpki z wyszynkiem by wystarczyło i na najedzenie się slow food'u po uszy. Chromolę taki prezent, pomijając już kwestie wychowawcze i dietetyczne. 

Kiedy zwizualizowałam sobie ilość etykiet jakie wkrótce zasypią mi przedpokój i pobudzonego kofeiną z napoju ex'a, histeryzującego, dlaczego nie wykorzystaliśmy w s z y s t k i c h kuponów, na pomoc mojej wyobraźni przyszedł Młody:

- Wiesz moglibyście w pracy dodawać po kuponie do każdej nowej sprawy. Taka promocja. Tylko w ogłoszeniu trzeba napisać, że ilość kuponów ograniczona. 

:D 

Zacznę te kupony chyba faktycznie rozdawać, ale muszę uważać, bo to nie promocja dla biedaków. Nas też nie stać na wypady do Mc'a co kilka dni, zanim skończy się promocja. A i nie mam zamiaru nabijać kabzy zagranicznym koncernom. Bo okazuje się, że do żarełka dodają kolejne kupony promocyjne!!! I tak oto nakręcają koniunkturę, a ludzie głuuuupi. Ja wysiadam...Przynajmniej wolę swoją głupotę trwonić na bardziej wysublimowane rzeczy, a oponki hodować na wyszukanych smakach slow foodowych pyszności. 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Sprawdzian z nerwów...

To dziś. Trzymam pion, poziom, kciuki, modlę się, nie denerwuję, denerwuję, gryzę kłykcie, paznokcie, łokcie i co tam się ugryźć da. Oczywiście wiem, że ten sprawdzian jest tylko i aż podsumowaniem 6 lat nauki i nie ma wpływu na dalsze losy dziecka (no chyba, że zawali), ale mimo wszystko zawsze jakiś stres jest i to nie nawet o wynik. A bardziej o zderzenie Latorośli z nową sytuacją. Młody i tak twierdzi, że najbardziej Go dobije czekanie na wyniki. A one dopiero w czerwcu!!! Sadyści.

Trzymaj się Synu.

DarthMother