Nie mów: do widzenia, kiedy myślisz: żegnaj.

Są zdarzenia, traumy, po których zostaje milion pytań. Pytań bez odpowiedzi. Zagadek, kropla po kropli wyjaławiających uczucia i pragnienia. Niedopowiedzenia i przypuszczenia sprawiają, że nie potrafi się zaufać, jednocześnie bardzo pragnąc miłości i bezpieczeństwa. Nie jest łatwo zamknąć za sobą drzwi i odciąć się od minionego, kiedy przeszłość wpływa na teraźniejszość i jednocześnie determinuje przyszłość. Dar przetrwania to czasami nie jest nowe życie. To po prostu kalekie życie. 

Zraniona dusza - ogród, którego urodę pamięta się dokładnie, który tętnił życiem i cieszył oko, rozwijał się. Którego każdy element był wypielęgnowany, wypieszczony i bezcenny. Który zakwitł i rozszalał się obietnicą owoców. Który chciał i mógł dzielić się swoją radością i bogactwem, ale który został zniszczony bez swojej winy i woli. Oto ręce osoby, dla której miał kwitnąć i owocować, podpaliły wszystko. Nie wystarczyło ścięcie kwiatów, nie zadowoliło wyrwanie ich z korzeniami. Trzeba było spalić, wyjałowić glebę do szczętu, by nic już nie wyrosło i nic się nie odrodziło. Dymy rozczarowania i bólu zasnuły niebo na lata całe. Nie docierał do powierzchni ziemi najmniejszy promyk zdolny ogrzać pogorzelisko. Wiatr opuścił to nieprzyjazne miejsce krztusząc się popiołem wzbijanym przy najlżejszym podmuchu. Spalenizna i pustka. Martwa ziemia. Nie wiadomo co z nią zrobić. Rodzić już nie będzie, surowego piękna pustyni też w niej nie ma, tylko poczerniałe resztki pod lada dotknięciem rozpadające się w pył. Bezużyteczny kawałek, niezdolny do niczego, zatruwający resztę i nie dający się nijak oddzielić. 

Najważniejsze pytanie: dlaczego? pozostające lata całe bez odpowiedzi, sprawia, że nie jest łatwo uznać to zdarzenie za kolej rzeczy, przypadek. Dociekanie przyczyn podpalenia: bezowocne, frustrujące, z mnóstwem fałszywych hipotez i domniemań, zabiera wolę walki o przyszłość. Z czasem trzeba pogodzić się z wyrokiem, zaakceptować stan jaki jest. Może nawet podjąć jakieś próby zmuszenia ziemi do odrodzenia się. Pokochania tego skrawka duszy taki jaki jest. 

Ale może się zdarzyć, że któregoś dnia nadejdzie możliwość usłyszenia prawdy. Chce się wiedzieć. Skończyć z tysiącami gdybań i roztrząsaniem możliwości. Zamknąć raz na zawsze furtki nadziei, wiary i miłości do tego skrawka ziemi z resztkami minionej świetności. Tylko czy aby na pewno tego właśnie potrzeba? Odkopywania zaszłości, nicowania ich, by usłyszeć coś czego lepiej wcale nie słyszeć. Podobno prawda jest najlepsza, ale czy jej znajomość złagodzi czy zmieni cokolwiek? Czy misterna układanka podtrzymująca duszę nie rozpadnie się, rujnując i tę delikatną konstrukcję jaką udało się sklecić z resztek? Czy nie lepiej zostawić wszystko tak jak jest, nie dążyć do odpowiedzi, nie dociekać? Pozostaje jednak strach, że zaniechanie też jest zaniedbaniem, za które przyjdzie może kiedyś odcierpieć. 

Nadzieja umiera ostatnia, bo żywi się duszą.

Komentarze

  1. Czy furtki nadziei, wiary i miłości powinny kierować do "skrawka ziemi z resztkami minionej świetności"? Czy może raczej kierować powinny w inną stronę - do Boga?

    W Twojej alegorycznej wypowiedzi widzę niestety raczej furtki do samoudręczania się i nieuzasadnionej, przesadnej autoanalizy.

    Masz racje pisząc "zostawić wszystko tak jak jest, nie dążyć do odpowiedzi, nie dociekać". Zupełną rację. Życzę spokoju i uwolnienia się od czarnych myśli.

    pozdrawiam
    Zazwyczajny

    OdpowiedzUsuń
  2. Łatwo pomylić samoświadomość z przesadną autoanalizą, a samoudręczanie się z wrażliwością.

    Wkrótce następna notka. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najgorsze są domysły, szczególnie kiedy w grę wchodzą uczucia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Skorpion i żaba - jeszcze raz o psychofagach.

40 sposobów na gorsze życie