wtorek, 25 czerwca 2013

Miło być pomocnym...

Mój ex zadzwonił do mnie z błaganiem w głosie z prośbą o pożyczkę niewielkiej kwoty. Dobrze wiedział, że dla mnie jest on ostatnią osobą, której pożyczyłabym cokolwiek, nawet łyżeczkę soli, więc zdaję sobie sprawę jak bardzo musiał być przyparty do muru i jak mocno to musiało być dla niego przykre, prosić mnie o przysługę. (Gwoli wyjaśnienia: ex'a pieniądze jakoś się nigdy nie trzymały, więc pożyczanie mu jakiejkolwiek kwoty było jak skakanie na bungee z naderwaną liną). Skoro go tyle to kosztowało, widać mus był wielki, a ja ostatnią deską ratunku. Tonący się brzytwy chwyta, nawet tak ostrej jak jego exżona. :) Po przelaniu pieniędzy na konto, miał zadzwonić i dać znać, że wpłynęły. Po jakimś czasie odbieram telefon od ex'a:
- Hallo...
- Ty wiesz kto mi życie uratował?! - radośnie świergoli do słuchawki ex. 
- Tak - odpowiadam - Twoja była...
- Skąd wiesz? - zdziwienie w głosie totalne.
- Bo właśnie zadzwoniłeś do swojej byłej, a nie aktualnej.
Cisza, którą po chwili przerywa głos exa:
- O, matko.

Jak miło być pomocną.


1 komentarz: